Chelsea gromi swoich rywali, Pardew – co dziwne – wygrywa trzeci mecz z rzędu, zaś drużyna Wasilewskiego notuje kolejną porażkę. Co ciekawego warto odnotować po sobocie z Premier League?
Najwięcej działo się w meczu drużyn… walczących o utrzymanie. Crystal Palace z Alanem Pardewem na ławce trenerskiej wygrało w poprzedniej kolejce 2:1 z Tottenhamem, co było genialnym ligowym debiutem dla byłego szkoleniowca Newcastle. Burnley zwyciężyło natomiast z słabiutko spisującym się QPR. Dzisiejsze spotkanie było jednym z tych, które mogą przesądzić o „być albo nie być” w angielskiej ekstraklasie.
Już po 16. minutach Burnley prowadziło 2:0. Raz głową trafił Ben Mee, zaś po chwili drugiego gola dołożył Danny Ings. Drużyna z Londynu przez całą pierwszą połowę miała problemy z wyprowadzeniem ataku, stać było ją na zaledwie jedną kontaktową bramkę Dwighta Gayle’a. Gra zmieniła się jednak po przerwie, kiedy to Pardew zmienił ustawienie z 4–4–2 na 4–1–4–1. Przesunął na lewe skrzydło nominalnego napastnika, Gayle’a, na prawej flance zaś regularnie biegać zaczął wypożyczony z Manchesteru Wilfried Zaha. Zaczęło to przynosić efekty w postaci sytuacji bramkowych, do wyrównania doprowadził zaś na początku drugiej połowy Jason Puncheon, który zbiegł z piłką do środka pod pole karne i oddał niezbyt silny, ale precyzyjny strzał z dystansu, po którym piłka wturlała się do bramki. Na prawej stronie boiska szalał Zaha, który prawie podarował debiutancką bramkę wypożyczonemu z Arsenalu Yayi Sanogo. 21-letni Francuz tradycyjnie jednak dał do pomyślenia kibicom, którzy uparcie wierzą, iż napastnik nadaje się na Premier League. Zawodnicy Burnley próbowali ponownie wyjść na prowadzenie, lecz mimo nieznacznie większego posiadania piłki (51%) gospodarzom udało się oddać zaledwie trzy celne strzały. W końcówce znowu do głosu doszła drużyna „Orłów”. Sanogo został zmieniony przez Murraya, który postraszył swoim wolejem, chwilę później zaś wynik spotkania na 2:3 ustalił Gayle.
https://twitter.com/AspirerUK/status/556493353114939396
Co po spotkaniu powiedział Sean Dyche? Że występ jego drużyny „nie był wystarczająco dobry”, czego skutkiem jest 17. miejsce w tabeli. Jedynym, z czego cieszyć może się drużyna Burnley, jest gol Bena Mee, któremu udało się tego dokonać… po raz pierwszy od dwóch lat. Alan Pardew zaś ogląda teraz plecy swojej byłej drużyny – Newcastle United, która jest pozycję przed nim. Być może 12. miejsce w tabeli, które zajmuje Crystal Palace, brzmi bezpieczne, warto jednak zauważyć, iż od dzisiejszego, byłego już rywala różnią ekipę „Orłów” zaledwie trzy punkty. Trzy punkty, które dają aż pięć lokacji przewagi.
Pięć bramek padło również w Swansea. Oczy kibiców skupione były na Łukaszu Fabiańskim, który przez stronę statystyczną EPL Index został uznany najbardziej niedocenianym zawodnikiem tego sezonu Premier League. Świadczyć mają o tym liczby – Polak obronił w 21 poprzednich meczach aż 64 strzały, lepszą średnią od niego miał jedynie Robert Green z QPR. Były piłkarz Arsenalu miał jednak aż osiem czystych kont, jedynym golkiperem, który w momencie pisania analizy miał ich więcej, był Fraser Forster z Southampton.











