Poważny zastrzyk finansowy, możliwość wypromowania, a także znalezienia nowych sponsorów to niewątpliwie zalety gry na szczeblu europejskim. Jest też druga strona medalu, która niekiedy powoduje, że zespołowi przestaje zależeć na awansie i znacznie obniża swoje loty. Czy europejskie puchary są opłacalne dla hiszpańskich drużyn?
Real, Barcelona, Atletico, Valencia, Villarreal, Sevilla i Atlhletic Bilbao – to reprezentanci Hiszpanii na arenie europejskiej. Może dokładniej, to gracze, którzy rozdają karty i są faworytami zarówno w rozgrywkach Ligi Mistrzów, jak i Europy. Najdobitniej świadczy o tym bilans bramek po rozegraniu pierwszych meczów w obu rozgrywkach. Ów bilans to 14:0. 14:0! To przerażająca różnica, a i tak tę liczbę zaniża Atletico, które tylko zremisowało 0:0 z PSV.
Jeżeli jeszcze nie jesteście przekonani, to fakt, że w ostatnich dwóch latach i Ligę Mistrzów, i Europy zdobywały drużyny hiszpańskie, powinien rozwiać wszystkie wątpliwości. Były to odpowiednio w 2014 roku: Real Madryt i Sevilla, a w 2015: Barcelona i jeszcze raz ekipa Grzegorza Krychowiaka. Oczywiście każda z tych drużyn ma silną kadrę i budżet pozwalający na kupowanie zawodników najwyższej klasy. Jednak nie w każdym klubie są do tego warunki i często widzimy przypadki drużyny grającej efektywną piłkę, która ociera się o puchary i nagle obniża loty…
O kim mowa? Na przykład o Deportivo, które przez cały sezon trzymało się bardzo blisko 6. miejsca, które gwarantuje kwalifikację do Ligi Europy. Jednak w ostatnich dziesięciu kolejkach na 30 punktów zdobyli tylko sześć! Jest to o tyle zaskakujące, ponieważ Deportivo nie mierzyło się z najlepszymi rywalami, ale drużynami w ich zasięgu, jak m.in Granadą czy Sportingiem Gijon (obaj strefa spadkowa).
Skąd to się bierze? Ktoś by powiedział, że to najgłupsza rzecz uciekać przed pucharami. Inny jednak powie, że wojowanie poza granicami Hiszpanii nie jest takie łatwe. I nad tą drugą trzeba się głębiej pochylić. Jeśli chodzi o bonusy, to oczywiście europejskie puchary oferują potężne zastrzyki gotówki i mogą być bardzo ważną kwestią. W Lidze Mistrzów wygląda to następująco:
– 12 mln euro za wejście do fazy grupowej,
– 1,5 mln euro za zwycięstwo,
– 500 tys. euro za remis.
Oczywiście aspiracje klubów pokroju Celty czy Deportivo nie sięgają aż tak daleko, ale w Lidze Europy też można zarobić:
Sądząc po tych liczbach, na pewno można zarobić. Do innych zalet awansu zaliczana jest również możliwość wypromowania się poza granicami kraju. Po dobrej grze w europejskich pucharach zawodnicy, których klub zechce sprowadzić w okienku transferowym, będą przekonani co do ewentualnego transferu. Największe gwiazdy będą chętnie przedłużać swoje kontrakty, co może być bardzo ważne w kontekście dłuższego budowania zespołu. Sponsorzy, którzy są nieodzowną częścią budżetu, łatwiej dostrzegą korzyści płynące z finansowania klubu. Nikomu chyba nie trzeba mówić, że gra w Lidze Europy czy Mistrzów to także wielki prestiż, bo liczba widzów przed telewizorami, jak i na stadionach np. na meczu Deportivo – Liverpool byłaby zdecydowanie większa niż na meczu Deportivo – Granada.
W tym całym kolorowym świecie są też niestety minusy. Największym jest oczywiście liczba spotkań, która powiększa się o około 6–20 w ciągu sezonu. Trener musi dobrze dysponować graczami, aby starczyło sił na cały sezon. Jest niezliczona liczba przypadków, gdy ekipa w pierwszej części zachwycała wszystkich, a od lutego zaczęło brakować paliwa, co miało bezpośrednie przełożenie na wyniki i styl. Dyrektorzy klubów nie mogą przespać okna transferowego, które może być kluczowe w odniesieniu sukcesu poprzez zbudowanie odpowiednio szerokiej kadry, która może stać się oddechem dla najważniejszych zawodników.
To wszystko musi być budowane z głową, gdyż samą młodzieżą można dojść najwyżej do kwalifikacji. W zespole muszą być zawodnicy doświadczeni, którzy wiedzą, jak rozgrywać mecze o stawkę i pociągną całą drużynę za sobą. Najgorszy dla ekip, które mają aspiracje na grę w pucharach, jest pierwszy rok, w którym nie ma jeszcze pieniędzy na zatrudnienie klasowych graczy, tylko trzeba radzić sobie obecnymi zawodnikami, ewentualnie dokonując kilku niedrogich transferów. W tym okresie dochodzi też połączenie (dla niektórych zawodników pierwszy raz) ligi z pucharami, czyli gra co trzy dni. Jeżeli przetrwa się ten czas, przy zachowaniu wysokiego miejsca w tabeli w następnych latach powinny przyjść pierwsze sukcesy i korzyści.
Tutaj średnia wieku w meczu Celty z Barceloną:
O ile wejście na szczyt jest trudne, o tyle pozostanie tam jest jeszcze trudniejsze. Przekonały się o tym choćby drużyny Villarrealu czy Deportivo. „Żółta Łódź Podwodna” w sezonie 2008/2009 doszła aż do ćwierćfinału, odpadając dopiero z Arsenalem. Trzy lata później spadła do Segunda Division, co wszystkim wydawało się niemożliwe. Podobny przypadek miał miejsce z Deportivo. „Depor” osiągnął półfinał Ligi Mistrzów, przegrywając z późniejszym zwycięzcą – FC Porto. W La Liga też szło nieźle, jednak pięć lat później (tak jak Villarreal) spadł z ligi. To pokazuje, jak ważna jest równowaga i zarządzanie klubu, bo, jak powszechnie wiadomo, sukcesem łatwo się zachłysnąć.
Podsumowując wszystkie za i przeciw, można stwierdzić, że chociaż jest dużo ryzyka, szczególnie dla małych klubów, warto zaryzykować i gdy ma się europejskie puchary w zasięgu ręki, należy z tego skorzystać. Oczywiście sezon pucharowy trzeba odpowiednio zaplanować, jak już zostało wymienione, dokonać mądrych transferów. Ważnym czynnikiem jest też kwestia inwestora. Są takie kluby jak Valencia, w których pieniądze schodzą na dalszy plan, a pałeczkę przejmuje kwestia sportowa. Z kolei zespoły pokroju Deportivo czy Eibar będą musiały liczyć każdy grosz, bo przecież w losowaniu mogą wpaść na drużyny po drugiej stronie globu, a podróże tam nie są tanie.
Na dziś najbliżej pucharów, oczywiście oprócz stałych bywalców, są Celta i Eibar. Celta to drużyna grająca ładną dla oka i ofensywna piłkę. Problemem jest nieszczelna defensywa, jednak pozyskanie dwóch dobrych obrońców powinno rozwiązać sprawę. Niewątpliwie siłą zespołu z Vigo jest gra z najgroźniejszymi rywalami. Przekonały się o tym Real Madryt czy Barcelona, które zawsze, gdy jadą na Balaidos, przechodzą przez prawdziwe męczarnie.
Mniejszą szansę na miejsce promowane kwalifikacją ma Eibar. Malutki klub, który cudem uniknął degradacji, okazuje się rewelacją rozgrywek. Największa gwiazda to Borja Baston, jednak na nieszczęście jest tylko on, w dodatku wypożyczony z Atletico Madryt, więc zapewne opuści drużynę po zakończeniu sezonu. W przypadku Eibar europejskie puchary mogą być za wysokim progiem. Jeżeli jednak klub utrzyma stabilna formę przez kilka lat, będzie mógł zacząć myśleć o reprezentowaniu Hiszpanii poza granicami państwa.
Na koniec warto jednak zastanowić się nad piłkarzem, bo największym marzeniem każdego młodego chłopaka jest gra w Lidze Mistrzów przy pełnym stadionie…
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz
Poważny zastrzyk finansowy, możliwość wypromowania, a także znalezienia nowych sponsorów to niewątpliwie zalety gry na szczeblu europejskim. Jest też druga strona medalu, która niekiedy powoduje, że zespołowi przestaje zależeć na awansie i znacznie obniża swoje loty. Czy europejskie puchary są opłacalne dla hiszpańskich drużyn?
Real, Barcelona, Atletico, Valencia, Villarreal, Sevilla i Atlhletic Bilbao – to reprezentanci Hiszpanii na arenie europejskiej. Może dokładniej, to gracze, którzy rozdają karty i są faworytami zarówno w rozgrywkach Ligi Mistrzów, jak i Europy. Najdobitniej świadczy o tym bilans bramek po rozegraniu pierwszych meczów w obu rozgrywkach. Ów bilans to 14:0. 14:0! To przerażająca różnica, a i tak tę liczbę zaniża Atletico, które tylko zremisowało 0:0 z PSV.
Jeżeli jeszcze nie jesteście przekonani, to fakt, że w ostatnich dwóch latach i Ligę Mistrzów, i Europy zdobywały drużyny hiszpańskie, powinien rozwiać wszystkie wątpliwości. Były to odpowiednio w 2014 roku: Real Madryt i Sevilla, a w 2015: Barcelona i jeszcze raz ekipa Grzegorza Krychowiaka. Oczywiście każda z tych drużyn ma silną kadrę i budżet pozwalający na kupowanie zawodników najwyższej klasy. Jednak nie w każdym klubie są do tego warunki i często widzimy przypadki drużyny grającej efektywną piłkę, która ociera się o puchary i nagle obniża loty…
O kim mowa? Na przykład o Deportivo, które przez cały sezon trzymało się bardzo blisko 6. miejsca, które gwarantuje kwalifikację do Ligi Europy. Jednak w ostatnich dziesięciu kolejkach na 30 punktów zdobyli tylko sześć! Jest to o tyle zaskakujące, ponieważ Deportivo nie mierzyło się z najlepszymi rywalami, ale drużynami w ich zasięgu, jak m.in Granadą czy Sportingiem Gijon (obaj strefa spadkowa).
Skąd to się bierze? Ktoś by powiedział, że to najgłupsza rzecz uciekać przed pucharami. Inny jednak powie, że wojowanie poza granicami Hiszpanii nie jest takie łatwe. I nad tą drugą trzeba się głębiej pochylić. Jeśli chodzi o bonusy, to oczywiście europejskie puchary oferują potężne zastrzyki gotówki i mogą być bardzo ważną kwestią. W Lidze Mistrzów wygląda to następująco:
– 12 mln euro za wejście do fazy grupowej,
– 1,5 mln euro za zwycięstwo,
– 500 tys. euro za remis.
Oczywiście aspiracje klubów pokroju Celty czy Deportivo nie sięgają aż tak daleko, ale w Lidze Europy też można zarobić:
– 2,4 mln euro za awans do fazy grupowej,
– wygrana to 360 tys. euro,
– remis: 120 tys. euro,
– wyjście z grupy to kolejne pół miliona euro.
Sądząc po tych liczbach, na pewno można zarobić. Do innych zalet awansu zaliczana jest również możliwość wypromowania się poza granicami kraju. Po dobrej grze w europejskich pucharach zawodnicy, których klub zechce sprowadzić w okienku transferowym, będą przekonani co do ewentualnego transferu. Największe gwiazdy będą chętnie przedłużać swoje kontrakty, co może być bardzo ważne w kontekście dłuższego budowania zespołu. Sponsorzy, którzy są nieodzowną częścią budżetu, łatwiej dostrzegą korzyści płynące z finansowania klubu. Nikomu chyba nie trzeba mówić, że gra w Lidze Europy czy Mistrzów to także wielki prestiż, bo liczba widzów przed telewizorami, jak i na stadionach np. na meczu Deportivo – Liverpool byłaby zdecydowanie większa niż na meczu Deportivo – Granada.
W tym całym kolorowym świecie są też niestety minusy. Największym jest oczywiście liczba spotkań, która powiększa się o około 6–20 w ciągu sezonu. Trener musi dobrze dysponować graczami, aby starczyło sił na cały sezon. Jest niezliczona liczba przypadków, gdy ekipa w pierwszej części zachwycała wszystkich, a od lutego zaczęło brakować paliwa, co miało bezpośrednie przełożenie na wyniki i styl. Dyrektorzy klubów nie mogą przespać okna transferowego, które może być kluczowe w odniesieniu sukcesu poprzez zbudowanie odpowiednio szerokiej kadry, która może stać się oddechem dla najważniejszych zawodników.
To wszystko musi być budowane z głową, gdyż samą młodzieżą można dojść najwyżej do kwalifikacji. W zespole muszą być zawodnicy doświadczeni, którzy wiedzą, jak rozgrywać mecze o stawkę i pociągną całą drużynę za sobą. Najgorszy dla ekip, które mają aspiracje na grę w pucharach, jest pierwszy rok, w którym nie ma jeszcze pieniędzy na zatrudnienie klasowych graczy, tylko trzeba radzić sobie obecnymi zawodnikami, ewentualnie dokonując kilku niedrogich transferów. W tym okresie dochodzi też połączenie (dla niektórych zawodników pierwszy raz) ligi z pucharami, czyli gra co trzy dni. Jeżeli przetrwa się ten czas, przy zachowaniu wysokiego miejsca w tabeli w następnych latach powinny przyjść pierwsze sukcesy i korzyści.
Tutaj średnia wieku w meczu Celty z Barceloną:
O ile wejście na szczyt jest trudne, o tyle pozostanie tam jest jeszcze trudniejsze. Przekonały się o tym choćby drużyny Villarrealu czy Deportivo. „Żółta Łódź Podwodna” w sezonie 2008/2009 doszła aż do ćwierćfinału, odpadając dopiero z Arsenalem. Trzy lata później spadła do Segunda Division, co wszystkim wydawało się niemożliwe. Podobny przypadek miał miejsce z Deportivo. „Depor” osiągnął półfinał Ligi Mistrzów, przegrywając z późniejszym zwycięzcą – FC Porto. W La Liga też szło nieźle, jednak pięć lat później (tak jak Villarreal) spadł z ligi. To pokazuje, jak ważna jest równowaga i zarządzanie klubu, bo, jak powszechnie wiadomo, sukcesem łatwo się zachłysnąć.
Podsumowując wszystkie za i przeciw, można stwierdzić, że chociaż jest dużo ryzyka, szczególnie dla małych klubów, warto zaryzykować i gdy ma się europejskie puchary w zasięgu ręki, należy z tego skorzystać. Oczywiście sezon pucharowy trzeba odpowiednio zaplanować, jak już zostało wymienione, dokonać mądrych transferów. Ważnym czynnikiem jest też kwestia inwestora. Są takie kluby jak Valencia, w których pieniądze schodzą na dalszy plan, a pałeczkę przejmuje kwestia sportowa. Z kolei zespoły pokroju Deportivo czy Eibar będą musiały liczyć każdy grosz, bo przecież w losowaniu mogą wpaść na drużyny po drugiej stronie globu, a podróże tam nie są tanie.
Na dziś najbliżej pucharów, oczywiście oprócz stałych bywalców, są Celta i Eibar. Celta to drużyna grająca ładną dla oka i ofensywna piłkę. Problemem jest nieszczelna defensywa, jednak pozyskanie dwóch dobrych obrońców powinno rozwiązać sprawę. Niewątpliwie siłą zespołu z Vigo jest gra z najgroźniejszymi rywalami. Przekonały się o tym Real Madryt czy Barcelona, które zawsze, gdy jadą na Balaidos, przechodzą przez prawdziwe męczarnie.
Mniejszą szansę na miejsce promowane kwalifikacją ma Eibar. Malutki klub, który cudem uniknął degradacji, okazuje się rewelacją rozgrywek. Największa gwiazda to Borja Baston, jednak na nieszczęście jest tylko on, w dodatku wypożyczony z Atletico Madryt, więc zapewne opuści drużynę po zakończeniu sezonu. W przypadku Eibar europejskie puchary mogą być za wysokim progiem. Jeżeli jednak klub utrzyma stabilna formę przez kilka lat, będzie mógł zacząć myśleć o reprezentowaniu Hiszpanii poza granicami państwa.
Na koniec warto jednak zastanowić się nad piłkarzem, bo największym marzeniem każdego młodego chłopaka jest gra w Lidze Mistrzów przy pełnym stadionie…