Nastały wakacje. Wraz z „gimbusami”, licealistami oraz studentami letnią przerwę rozpoczęli między innymi wciąż aktualni… mistrzowie świata. Tak, Hiszpanie odpadli z największej piłkarskiej imprezy już w pierwszym etapie i dla wielu osób jest to „megasensacją”. Niespodzianek i zaskoczeń będzie pewnie jeszcze co niemiara, ale skupmy się na tym co już było. Patrząc dzisiaj na listę drużyn, które awansowały do fazy pucharowej, na próżno szukać reprezentacji Włoch, Anglii, Portugalii czy wspomnianej wcześniej drużyny „La Furia Roja”. Czy tak wczesny powrót do domu potęg europejskiej piłki może oznaczać porażkę Europy na tym mundialu?
No cóż, można powiedzieć, że ile głów, tyle opinii. Myślę, że inaczej do tematu klęski drużyn ze Starego Kontynentu podejdą ludzie, którzy żyją piłką nożną, w dosłownym tego słowa znaczeniu, a inaczej „janusze” i „sezonowcy”, którzy wymienione reprezentacje kojarzą jedynie z takim gwiazdami jak Wayne Rooney, Cristiano Ronaldo, Andrea Pirlo, czy Andres Iniesta.
Nie uważam, że ten turniej można nazwać porażką Europy, ale klapą największych faworytów. Argumentów za tym stanowiskiem jest kilka. Po pierwsze, patrząc statystycznie, w 2010 roku na mistrzostwach w RPA do fazy pucharowej awansowała taka sama liczba drużyn co teraz, czyli sześć ekip europejskich. Na turnieju w Afryce z grupy również nie wyszli Włosi. Oczywiście brak takich hegemonów jak Anglia, czy Hiszpania jest dużym zaskoczeniem, ale ludzie, którzy choć trochę mają pojęcie o piłce, a za takiego się uważam, nie powinni się dziwić, że np. Hiszpania uległa Chile i Holandii. Już tłumaczę dlaczego. Patrząc na kadrę zespołu z kraju corridy, nie zauważyłem wielkich różnic w porównaniu do poprzedniego mundialu czy nawet mistrzostw Europy zarówno z 2008 jak i 2012 roku. Reprezentacja „La Furia Roja” popadła w rutynę. Niby apetyt rośnie w miarę jedzenia, ale czy zawodnicy tacy jak Xavi, Iniesta, Casillas, Sergio Ramos oraz Pique, którzy wygrali już wszystkie możliwe trofea, mieli w sobie taką żądzę zwycięstwa, jak chociażby odmłodzona reprezentacja „Oranje”? Szczerze wątpie… Tej drużynie zabrakło świeżej krwi, młodych gniewnych, którzy byliby głodni sukcesu. Thiago Alcantare, Isco, czy Jesego wyeliminowały kontuzje. Koke i De Gea nie dostali tak naprawdę szansy pokazania się, a Carvajal, Muniain czy Bernat zostali kompletnie pominięci w powołaniach (nie można zapomnieć o Deulofeu – melodii przyszłości „La Furia Roja”). Mając takie zaplecze w odwodzie, reprezentacja Hiszpanii na pewno nie spadnie na dno, a nawet myślę, że zrewanżuje się przy najbliższej okazji. Kończąc temat podopiecznych Del Bosque, ich istotnym błędem był wybór taktyki. Opieranie gry na „tiki-tace”, mającej za sobą beznadziejny sezon Barcelony, było kolejnym strzałem w stopę Hiszpanów, bowiem styl gry drużyny Dumy Katalonii został rozpracowany już dawno przez cały świat.












