Piłkarze Levante mogą zacząć się pakować. Nie, nie spadają z ligi. Po raz pierwszy w historii będę mieli szansę wywalczyć awans do europejskich pucharów. Dzięki zwycięstwu nad Athletikiem Bilbao 3:0 powalczą w eliminacjach do Ligi Europy. Dzisiejszego wieczora dwie bramki zdobył zastępujący Arounę Kone Abdelkader Ghezzal, trzecią dorzucił Farinos, trafiając z rzutu karnego.
W jednym z pięciu ostatnich spotkań Primera Division w tym sezonie naprzeciw siebie stanęły ekipy Levante i Athleticu Bilbao. Gospodarze marzyli o tym, by odnieść historyczny sukces i po raz pierwszy awansować do europejskich pucharów – zwycięstwo i korzystne dla nich wyniki na innych stadionach mogły dać „Żabom” nawet eliminacje do Ligi Mistrzów. Do starcia z drużyną z Baskonii Lewantyńczycy przystępowali osłabieni brakiem pauzującego za kartki Gustava Munuy (jego miejsce między słupkami zajął Keylor Navas) oraz (przynajmniej w teorii) kontuzjowanego Arouny Kone, którego na szpicy zastąpił Ghezzal. Marcelo Bielsa, zrezygnowany po porażce w Lidze Europy, desygnował do gry rezerwowy skład. „Lwy” i tak już o nic nie walczyły.

W początkowych minutach to Levante próbowało się przedrzeć w okolice bramki Gorki Iraizoza. Piłkę rozgrywali Valmiro Valdo i Jose Barkero, po czym akcję przerwał Ander Herrera. Pierwszą groźną okazję wypracowali sobie jednak goście. Niewiele brakowało, by Toquero po główce otworzył wynik meczu. Baskowie starali się zaatakować prawą stroną, lecz czujni w obronie byli gospodarze. W 8. minucie gra przeniosła się na drugą stronę boiska – do strzału głową składał się Ghezzal, któremu przeszkodził Fernando Amorebieta. „Los Leones” mieli problemy z wyprowadzeniem futbolówki z własnego pola karnego, a gracze w niebieskich koszulkach kilka razy usiłowali stworzyć sobie dogodną sytuację po wznowieniu z narożnika. W końcu podopiecznym „El Loco” udało się oddalić niebezpieczeństwo – po rzucie rożnym w piłkę nie trafił Ander Herrera. W kolejnej akcji zespół z Walencji uratował golkiper skutecznym wyjściem. Pod bramką Navasa największe zagrożenie stwarzał Jose Barkero. Piłkarz z numerem siedem na plecach najpierw dobrze podawał do Xaviego Torresa, który nie zdołał oddać strzału, później sam nie doszedł do podania, a w trzeciej akcji został powstrzymany przez Iraolę.
Obie ekipy prezentowały ofensywny futbol, pozwalając sobie jednak na liczne niedokładności. Po kwadransie starcia publiczność na stadionie domagała się rzutu karnego dla Levante za zagranie ręką w „szesnastce”, ale Clos Gomez nie podzielał zdania kibiców. W 17. minucie ze słabym strzałem Ibaia Gomeza poradził sobie Keylor Navas. Jakiś czas później obiecującą kontrę przeprowadzili goście. Niestety dla Basków, świetnie podanie Botelho zmarnował Ghezzal – widać było brak Arouny Kone. „Lwy” nie rezygnowały, na bramkę Lewantyńczyków uderzał Gaizka Toquero, ale zrobił to niecelnie. Kilka minut przed przerwą rozpędził się jeszcze Barkero. Pomocnikowi gospodarzy na mocny strzał zabrakło już sił. Fani, którzy przedwcześnie opuścili swoje miejsca po pierwszych 45 minutach, na pewno tego żałowali. W samej końcówce do siatki trafił Ghezzal! Algierczyk otrzymał długie podanie od Cabrala i przelobował Iraizoza, który wyszedł z bramki. Sen Levante się spełniał…












