Getafe przegrało 1:3 z Espanyolem w meczu 20. kolejki Primera Division. Spotkanie było toczone w szybkim tempie, a zwycięstwo ekipa z Katalonii zapewniła sobie dzięki skutecznej grze po przerwie. Piłkarze Getafe po kolejnej porażce zostali wygwizdani przez swoich kibiców, natomiast zawodnicy Espanyolu ciągle liczą się w grze o miejsce premiowane awansem do Ligi Mistrzów.
Spotkanie na Coliseum Alfonso Perez miało dać długo wyczekiwaną, pierwszą w tym roku wiktorię gospodarzy. Podopieczni Michela przegrali ostatnio w derbach z Realem i zremisowali z Osasuną, a tydzień temu ponieśli najwyższą porażkę w tym sezonie i to aż 0:4 z beniaminkiem z San Sebastian. Wobec tak słabych wyników ewentualna porażka z Espanyolem nakazywałaby poważnie zrewidować europejskie aspiracje na ten sezon. Espanyol z kolei w ubiegłej kolejce odniósł przekonywujące zwycięstwo w stolicy Andaluzji z odradzającą się ekipą Sevilli, a katem okazał się Jose Callejon, który strzelił dwa gole. Wiele wskazywało, że to Katalończycy przedłużą serię zwycięstw do trzech.

Zgodnie z oczekiwaniami, spotkanie lepiej rozpoczęli goście, którzy szybko starali się objąć prowadzenie, jednak ich ofensywne akcje robiły więcej hałasu niż przynosiły rzeczywisty efekt. Kiedy jednak wydawało się, że gol dla Katalończyków jest kwestią czasu, zupełnie nieoczekiwanie bramkę zdobyło Getafe. W 13. minucie Miku popisał się piękną, indywidualną akcją i przy biernej postawie trójki obrońców mocnym strzałem obok interweniującego Kameniego posłał piłkę do siatki. Bardzo podrażnieni takim obrotem sprawy piłkarze Espanyolu natychmiast rzucili się do jeszcze bardziej agresywnych ataków, jednak w 21. minucie po błyskawicznej kontrze to Getafe mogło nawet podwyższyć prowadzenie – lewą stroną przedarł się Pedro Rios, ale jego potężny strzał przeleciał nieznacznie nad bramką Kameruńczyka. Mecz ten był pełen sprzeczności – drużyną zdecydowanie lepszą piłkarsko był Espanyol, natomiast to gracze z przedmieść Madrytu mieli więcej szans bramkowych. Potwierdzeniem była sytuacja z 33. minuty – Manu idealnie znalazł się po lewej stronie pola karnego, ale jego strzał z kilku metrów jedną ręką wybił leżący już na murawie Kameni. Zdecydowanie najlepszą sytuację na podwyższenie wyniku mieli Parejo z Manu – po kolejnej kontrze znaleźli się oni w sytuacji dwa na jeden, jednak ten pierwszy nie zdecydował się na podanie do kolegi, a jego strzał minimalnie przeleciał obok słupka, gdyby zachował się mniej egoistycznie, Getafe schodziłoby do szatni, prowadząc dwoma golami.
Gra obydwu ekip mogła się podobać, ale zdecydowanie brakowało skutecznego wykończenia w decydujących momentach. Pomimo iż przez znaczną większość pierwszej połowy to Espanyol przeważał, Getafe było zdecydowanie groźniejsze i gdyby nie interwencje Kameniego oraz trochę szczęścia, mecz byłby rozstrzygnięty już po pierwszej połowie. Na niekorzyść gospodarzy, trener Pochettino doskonale zmotywował swoich zawodników, którzy w przeciągu kwadransa ze stanu 0:1 doprowadzili do 3:1. Zaczął w 52. minucie Luis Garcia, który wpadł w pole karne z prawej strony i po podaniu od Sergio Garcii strzałem z ostrego kąta pod poprzeczkę nie dał szans Ustariemu. Kolejny gol padł siedem minut później, a strzelcem okazał się kat Sewilli – Jose Callejon. Luis Garcia szybko wykonał rzut rożny, a wbiegający w pole karne napastnik płaskim strzałem w prawy róg pokonał bramkarza. Działa zniszczenia dopełnił w 63. minucie Sergio Garcia, który po dośrodkowaniu z rzutu wolnego wyskoczył najwyżej w polu karnym i strzałem głową umieścił piłkę w siatce. Był to fantastyczny początek drugiej połowy w wykonaniu podopiecznych Pochettino, a na uwagę zasługuje fakt, że dwa gole padły po stałych fragmentach gry. Piłkarze Espanyolu natomiast nadrobili brak skuteczności w pierwszej połowie, pokazując swoją wyższość nad gospodarzami. Po trzecim trafieniu dla Espanyolu pierwsi kibice zaczęli już opuszczać stadion.











