Jest najlepszym strzelcem zespołu, a nie zagrał nawet połowy możliwych minut. Mimo poprzednich niepowodzeń jest dobrej myśli, jeśli chodzi o awans Polonii Warszawa do Ekstraklasy w tym sezonie. Bardzo dobrze wspomina grę w Widzewie, a zwłaszcza Janusza Niedźwiedzia, któremu sporo zawdzięcza. Jego zdaniem przepis o młodzieżowcu, choć pomocny dla części chłopaków, jest niepotrzebny, jeśli piłkarz ma umiejętności. Zapraszamy na wywiad, którego dla naszej redakcji udzielił Ernest Terpiłowski, zawodnik Czarnych Koszul.
Jan Ekwiński, iGol.pl: Spóźnione najlepsze życzenia urodzinowe (rozmowa odbyła się we wtorek, dzień po urodzinach piłkarza, przyp. autora). Czegoś szczególnego sobie życzyłeś na urodziny pod kątem piłkarskim?
Ernest Terpiłowski, Polonia Warszawa: Dziękuję bardzo, najbardziej życzyłbym sobie tego, żeby zdrowie zostało i żeby się trzymało jak najdłużej, bo patrząc na doświadczenia z ubiegłego roku, to ono mi się jak najbardziej przyda.
Na pewno nie musiałeś sobie życzyć goli, bo jak na razie świetnie Ci idzie. Skąd taka skuteczność w tym sezonie?
Myślę, że mogła na to wpłynąć zmiana pozycji, dobra skuteczność w drużynie i wykreowane sytuacje, które przełożyły się na bramki. Sam bardzo się cieszę z tego, że mogę sobie dopisać cztery bramki do mojego konta.
I to wszystko mimo rozegrania niecałych 300 minut w sezonie. Choć, jak zgaduję, wolałbyś zamienić jednego, dwa gole na więcej minut na boisku?
Myślę, że to były ważne gole, pomagające drużynie, które mogły mi dać też przepustkę do większej liczby minut. Na ten moment tak się jednak nie stało. Zagrałem kilka meczów w pierwszym składzie, ale ostatnio znowu wchodziłem z ławki, dlatego myślę, że na ten moment nie zamieniłbym ich. Muszę być cierpliwy i w swoim czasie dostanę jeszcze te minuty. Mam nadzieję, że jak już wskoczę do tego składu tak na dłuższy okres, to już w nim zostanę.
Trener rozmawiał z Tobą, dlaczego tak mało grasz mimo skuteczności?
Dedykowanej rozmowy o tym nie było, ale z trenerem rozmawiamy cały czas na treningach czy na odprawach. To są jego decyzje kadrowe, które jako zawodnik szanuję, nie będę w nie ingerował. To trener jest rozliczany z wyników i z tego, jaki skład wystawi. Ja po prostu robię swoją robotę i staram się zajmować tym, na co mam wpływ.

A na jakiej pozycji widziałbyś siebie najbardziej? Dodam tylko, że po ostatnim meczu z Polonią Bytom trener na konferencji wspomniał, że widzi Cię raczej w wyższych strefach boiska, bo Paweł Olszewski na prawej obronie radzi sobie dobrze.
Zgadza się, Paweł wygląda ostatnio bardzo dobrze, też jest po dłuższej kontuzji, także cieszę się podwójnie, że wrócił do aż tak dobrej dyspozycji. To też jest okazja właśnie dla mnie, żeby znowu się sprawdzić z przodu po pewnej przerwie. Osobiście czuję się lepiej na prawej obronie, ale granie na skrzydle również nie jest mi obce. Grałem już tam wcześniej i też dobrze się tam czuję. To, czy będę ustawiony wyżej czy niżej nie ma dla mnie aż takiego znaczenia. Tak, jak mówiłem, zależy mi głównie na graniu: także jeżeli będzie to skrzydło, to również będę się z tego bardzo cieszył.
A skoro mowa o trenerze: jak na ten moment oceniłbyś współpracę z Piotrem Stokowcem?
Pozytywnie. Odbyliśmy z trenerem kilka rozmów indywidualnych od razu po przyjściu, nakreślił mniej więcej jaki ma plan na mnie, jak on to widzi. Jeżeli coś mu nie pasuje, to mówi to wprost. Jeżeli coś jest okej, to też daje znać. Dlatego myślę, że bazuje na takiej szczerości w rozmowie z zawodnikami.
A jakbyś miał wskazać największe różnice w sposobie komunikacji, prowadzenia treningu, doboru, taktyki pomiędzy obecnym a poprzednim szkoleniowcem?
Intensywność treningów się troszkę zmieniła i teraz jest na wyższym poziomie. Wynika według mnie to też z tego, że staramy się szybko przechodzić z ćwiczenia na ćwiczenie. Przerwy też są dość krótkie. Także myślę, że to jest taka kluczowa zmiana. No i co oczywiste, każdy trener ma swoją wizję, także drobne zmiany taktyczne też nastąpiły.
Wspomnieliśmy już o tym, że bardzo dobrze wszedłeś w sezon 2026/2027, natomiast Polonia: 7. miejsce w lidze (rozmowa miała miejsce przed piątkowym spotkaniem Ruchu Chorzów, przyp. autora), awans do dalszej rundy w Pucharze Polski. Niby dobrze, choć w ostatnich trzech kolejkach tylko punkt. Mały kryzys formy czy wyróżniłbyś jakiś inny powód?
W ostatnich trzech meczach, a zwłaszcza w meczu ze Stalą Rzeszów, zabrakło nam skuteczności. Stworzyliśmy sobie bardzo dużo klarownych sytuacji, które nie zakończyły się bramkami, co wpłynęło na końcowy wynik. Z Lechią Gdańsk chcieliśmy wyrównać i troszkę za bardzo się otworzyliśmy na jej kontrataki. W ostatnim meczu z Polonią Bytom dobrze utrzymywaliśmy się w niskim pressingu, bo Polonia nie mogła sobie stworzyć zbyt wielu sytuacji, ale zabrakło nam troszkę kreowania w ofensywie. Za mało dochodziliśmy do pola karnego, nie stworzyliśmy sobie klarownych sytuacji tak, jak w poprzednich meczach.
Nie były to łatwe mecze, niemniej na pewno szkoda tych punktów, bo przynajmniej w dwóch pierwszych mogliśmy zdobyć ich więcej. Teraz musimy się przygotowywać do następnego meczu i dalej ciężko pracować.
W poprzednich dwóch sezonach walczyliście o awans do Ekstraklasy, ale zawsze czegoś brakowało. W zeszłym sezonie był przecież taki czas, w którym byliście w pierwszej dwójce, a znów skończyło się na półfinałach baraży. Masz może przemyślenia w tej kwestii, dlaczego znów Wam nie wyszło?
Ciężko powiedzieć, nasz wynik to jest składowa różnych wypadkowych z całego sezonu. Oczywiście, teraz możemy popatrzeć sobie w kalendarz meczowy z tamtego sezonu i powiedzieć: „A tutaj nie trafiliśmy karnego, tutaj mieliśmy setkę i jej nie trafiliśmy”. Skończyliśmy na szóstym miejscu, a w barażach tak naprawdę może się wydarzyć wszystko.
To jest tylko jeden mecz, półfinałowy, drugi finałowy i nie ma żadnych rewanży, nic takiego. Dwa razy nam się niestety nie udało. Dlatego miejmy nadzieję, że w tym sezonie nie będziemy musieli grać w barażach, tylko awansujemy z tych bezpośrednich dwóch pierwszych miejsc.
A czy czułeś, że doszliście z Mariuszem Pawlakiem do tej umownej sportowej ściany? Ja oglądając wasze mecze na stadionie miałem trochę takie właśnie wrażenie. Byliście dobrą ekipą, ale pewnego poziomu nie byliście już w stanie przeskoczyć.
Uważam, że nie. Każdy zawodnik się rozwijał i dalej miał predyspozycje do jeszcze lepszego grania. Sytuacja w poprzednim sezonie po prostu tak się ułożyła, no i tak, jak już wspominałem: mecz barażowy to jest jeden dzień. Ktoś może czuć się wtedy trochę gorzej, a dla kogoś innego to może nie być akurat jego dzień.

Pytam o to, ponieważ w przedsezonowych typowaniach większość analityków oraz użytkowników mediów społecznościowych obserwujących pierwszą ligę ponownie przewiduje Wam walkę o awans. Waszym kibicom także marzy się powrót na salony. Czujecie gdzieś tę presję narzuconą zarówno ze strony ludzi piłki jak i zwykłych kibiców?
Presja w piłce zawsze jest, ale my nie możemy na to zwracać uwagi. My, jako piłkarze, musimy być na nią odporni, bo zawsze były oczekiwania, wymagania wobec zawodników i musimy sobie z tym radzić. Nie może to negatywnie wpływać na naszą grę i postępowanie na boisku. Dlatego po prostu nie możemy się przejmować na boisku presją. Wiadomo, że ona występuje, ale to tylko musi nas nakręcać do dalszego działania.
Sam pewnie pragnąłbyś wrócić do Ekstraklasy, prawda? Liznąłeś jej co nieco w barwach Termaliki oraz Widzewa?
No jasne, granie na najwyższym poziomie rozgrywkowym w Polsce jest może nie marzeniem, ale celem na najbliższy okres. Fajnie by było się tam sprawdzić po kilkuletniej przerwie.
Wiem, że przed tym sezonem przedłużyłeś umowę z Polonią o rok. Ale czy nie masz takiej myśli z tyłu głowy, że się zasiedziałeś na zapleczu? Że chciałbyś z powrotem spróbować się w Ekstraklasie, czy to z Polonią, czy może z jakimś innym klubem?
Pewnie, że bym chciał. Jednak pewne okoliczności w tamtym sezonie nie pozwoliły na to, żebym się znalazł w ekstraklasie. Miałem trochę problemów zdrowotnych, zwłaszcza w tej pierwszej rundzie, a później po powrocie nie dostawałem aż tylu minut. Trzeba było wrócić do formy, do rywalizacji boiskowej, dlatego ten poprzedni sezon nie był dla mnie łatwy.
Ale cieszę się, że już pod koniec zacząłem grać w pierwszym składzie i wchodzić na dłuższe okresy, bo to mi pomogło wejść lepiej w ten sezon. Dlatego mam nadzieję, że ten sezon będzie takim kluczowym i awansujemy z Polonią do Ekstraklasy.
A opowiedz mi proszę więcej o tej kontuzji.
Generalnie uraz był określony jako naderwanie ścięgna Achillesa. Nie był aż tak poważny, ale później pojawiły się różne komplikacje, w tym z diagnozą. Nie chciałbym mówić dokładnie o co chodziło, ale temat, który powinien się zamknąć w około trzech miesiącach, trwał sześć miesięcy. Dlatego prawie całą rundę miałem z głowy.
A jak radziłeś sobie z przeciągającą się rehabilitacją? Masz jakieś hobby, pasję, która pozwalała Ci odciągnąć myśli od leczenia?
W trakcie rehabilitacji trzeba było się skupić głównie na pracy, żeby jak najszybciej wrócić na boisko, bo to był priorytet. Przy tego typu kontuzji, ale również ogólnie przy kontuzjach, ciężko znaleźć aktywności niewymagające ruchu. Lubię pograć sobie w padla, czego rzecz jasna nie byłem w stanie wtedy robić. Lubię też pograć na komputerze, spotkać się ze znajomymi.
To na pewno ułatwiło powrót, ponieważ urozmaiciłem swój czas, co trochę odciągnęło myśli od rehabilitacji. Aczkolwiek nie mogę też powiedzieć, że była ona bardzo mozolna. Bardziej siedziała we mnie taka sportowa złość. Człowiek już chciałby wyjść potrenować na boisku, a tu trzeba było głównie pracować na siłowni. To na początku było przytłaczające, ale z czasem można się było do tego przyzwyczaić.
Jak już tak trochę zahaczyliśmy o Widzew, to do niego wrócę. Do pewnego momentu miałeś świetną passę. Byłeś jedną z wyróżniających się postaci ówczesnego beniaminka. Jak po tych paru latach wspominasz swoją przygodę na Alei Piłsudskiego?
Bardzo pozytywnie. Zwłaszcza, że udało nam się awansować do Ekstraklasy po bardzo długiej przerwie. Fajnie, że mogłem się wpisać w karty historii tak dużego, pod względem zaplecza kibicowskiego, historii, klubu w Polsce. Bardzo mnie to cieszy. Poza tym, poznałem tam bardzo wielu kumpli, którzy do dzisiaj są w mojej grupce znajomych. Widzew dał mi bardzo dużo.

Najlepiej Ci się w nim wiodło za trenera Niedźwiedzia. Znaliście się wcześniej z czasów Górnika Polkowice, gdzie też na Ciebie mocno postawił. Czujesz, że to jest trener, któremu na razie zawdzięczasz najwięcej w swojej karierze?
Jak najbardziej. Myślę, że jemu zawdzięczam jak do tej pory najwięcej, bo to on w Górniku Polkowice dał mi zagrać w takiej dużej ilości meczów, co pozwoliło mi później, po powrocie do Termaliki, zadebiutować w Ekstraklasie. Myślę, że przyczyniło się to bardzo mocno do rozwoju mojej kariery, taki bardzo udany sezon. Wtedy graliśmy też bardzo dobrze jako drużyna, indywidualnie miałem niezłe statystyki. Rozwinąłem się u niego bardzo mocno jako zawodnik i wiele mu w tej kwestii zawdzięczam.
A gdybyś miał wybrać jeden moment z okresu gry w Widzewie: mecz lub bramkę, która dała Ci największą satysfakcję, to co pierwsze przychodzi Ci do głowy?
Jeżeli chodzi o mecz: to ten, po którym awansowaliśmy do Ekstraklasy. Natomiast bramka: myślę, że ta ze spotkania z Jagiellonią Białystok. Wyszło mi bardzo fajne uderzenie z okolic 16-18 metra z pierwszej piłki. Była to po prostu dobrze wyglądająca bramka.
Wiem, że to będzie trochę trudno porównać, ale przyjmując taki podział na erę przed i po Robercie Dobrzyckim: jak patrzysz na Widzew obecny i ten Janusza Niedźwiedzia, czy Daniela Myśliwca to w bezpośrednim starciu, który byłby lepszy? Ten, w którym grałeś czy obecny?
Tak, jak zauważyłeś: ciężko będzie mi to określić, bo przemeblowanie w Widzewie było bardzo duże. Zawodników, z którymi ja jeszcze grałem zostało może kilku. Sądzę jednak, że Widzew cały czas się rozwija. Zmiany są na plus, doszły tam bardzo duże finanse, ściągnięto bardzo ciekawych zawodników. Dlatego myślę, że poziom sportowy będzie się tylko podnosił.
Tworzą też bazę treningową, wybudowali boisko przy stadionie, które jak słyszałem, jest bardzo dobre jakościowo. Takie rzeczy tylko poprawiają jakość piłkarską i funkcjonowanie klubu. Dlatego uważam, że Widzew dalej się będzie rozwijał, jeżeli będzie dobrze zarządzany.
Jak sądzisz, czego Ci zabrakło, aby pozostać na poziomie Ekstraklasy?
Wydaje mi się, że zabrakło mi minut w tym ostatnim półroczu w Widzewie. Po zmianie na trenera Myśliwca już nie dostawałem tak wielu szans i zabrakło tego grania.
A może miałeś pecha, bo byłeś tak zwanym młodzieżowcem?
W tamtym czasie dużo trenerów wsadzało młodzieżowca na siłę do składu, żeby tylko był. Jednak uważam, że, zwłaszcza za trenera Niedźwiedzia, pełniłem funkcję młodzieżowca, który zasługiwał na grę. Nie grałem po to, żeby zapchać tę dziurę z M-ką (skrót Ernesta na określenie młodzieżowca, przyp. autora) przy nazwisku, tylko faktycznie dawałem coś drużynie. Przecież zespoły mogły dawać kilku młodzieżowców do składu, jeśli tylko nadawaliby się do grania i nie byłoby problemu. Dlatego według mnie nie chodziło tutaj o M-kę.
Zapytałem Cię o to, ponieważ jakiś czas temu, dzięki słowom Krzysztofa Stanowskiego, ponownie rozgorzała dyskusja na temat skuteczności przepisu dotyczącego młodzieżowca w składzie. Według niego, ten przepis to największa futbolowa zbrodnia, jakiej dokonaliśmy. Uważasz, że Ty także stałeś się pośrednio jego ofiarą?
Czy byłem jego ofiarą? Mnie ten przepis poniekąd pomógł, bo nie wiem, czy trafiłbym w tamtym okresie do Widzewa. Na pewno dużo zawodników z niego skorzystało, aczkolwiek dla mnie ten przepis też jest kompletnie niepotrzebny. Jeżeli młody zawodnik jest w stanie pomóc drużynie, być wartością dodaną i nadawać się do grania, to trenerzy będą to widzieli i dadzą takim chłopakom szansę gry.
No i to też nie jest tak, że ja po Widzewie wylądowałem w czwartej lidze czy w okręgówce, z całym szacunkiem do zawodników grających na tym poziomie. Dalej się utrzymuję na poziomie centralnym, i to z całkiem niezłymi teraz liczbami. Wiadomo, były okresy lepsze, gorsze, ale zostałem na tym poziomie centralnym, zatem to nie jest bardzo mocny upadek.

Ale wiesz, że przez niego możesz teraz cierpieć także i w Polonii? Dopóki grał Mateusz Jeleń nie było problemu – w końcu to bramkarz. Jednak z Głogowem prawdopodobnie zagra już nowy bramkarz, czyli Henrich Ravas. A nawet gdyby znowu zagrał Adrian Sandach: to zgodnie z obowiązującymi przepisami trener Stokowiec musiałby wystawić któregoś z młodzieżowców w polu. I byłby to albo Aleksander Gołoś, albo Kuba Paszkowski. Jeśli Kuba, to jedno miejsce w pomocy jest już zajęte. Nie obawiasz się tego, że ten przepis może działać na twoją niekorzyść, ale teraz od drugiej strony?
Wiadomo, że w pierwszej lidze ta MK-a musi być w składzie. Aczkolwiek Kuba Paszkowski w ostatnim meczu zagrał według mnie dobre spotkanie. Wiem, że Kuba może grać na obydwu skrzydłach, ale jego nominalną pozycją, jeśli dobrze kojarzę, jest ofensywny środek pomocy. To już decyzja trenera, gdzie wystawi Kubę, teraz akurat padło na moją pozycję. Nie wiem, czy wystąpiłbym od początku w tamtym meczu, ale myślę, że była na to szansa. Ja jednak Kubie życzę jak najlepiej. Jeżeli ma okazję, to niech wykorzystuje swój czas.
Kilka lat temu w wywiadzie dla TVP Sport dziennikarz (Przemysław Chlebicki, przyp. autora) stwierdził, że gdy ostatnio z nim rozmawiałeś, powiedziałeś, że za pięć lat zakładasz grę w Bundeslidze i zakończenie sezonu z piętnastoma bramkami i siedmioma asystami. Czy na ten moment masz jakieś dalekosiężne plany czy nie przewidujesz, powiedzmy, gry w Ekstraklasie, Bundeslidze, Serie A czy jakiejś innej europejskiej lidze?
Ciężko cokolwiek teraz przewidzieć. Piłka jest bardzo dynamiczna. Nawet patrząc na ostatnie sytuacje, to kilka miesięcy może spowodować wystrzał w karierze zawodnika. Wystarczy spojrzeć na Oskara Kubiaka, który kilka miesięcy przed transferem do Slavii Praga grał w Sokole Kleczew na poziomie drugiej ligi, a teraz wychodzi na boisko w Lidze Mistrzów. Dlatego nie narzucam sobie jakichś długoterminowych celów. Na razie skupiam się na tym, żeby znaleźć się w Ekstraklasie. Później zobaczymy, co będzie.
To w takim razie na koniec: wiem, że do mety wciąż daleko, ale czy czujesz, czy Wy w szatni czujecie, że tym razem to będzie wasz sezon?
Myślę, że tak. Patrząc na tę drużynę, na atmosferę panującą w szatni, w naszym środowisku. Każdy jest bardzo zmotywowany do tego, żeby uzyskać ten bezpośredni awans w tym sezonie. Dlatego jesteśmy dobrej myśli i robimy wszystko, żeby to się wydarzyło.
Przeczytaj także: