W ramach 4. kolejki Ligi Europy PSV Eindhoven podejmowało na własnym obiekcie Hapoel Tel-Awiw. Po niezwykle emocjonującym spotkaniu padł remis, chociaż wynik mógł być zupełnie inny.
Przed tym spotkaniem z kompletem punktów na czele tabeli grupy C znajdowało się PSV. Dzisiejszy rywal Holendrów, Hapoel Tel-Awiw, zajmował ostatnią lokatę, nie mając na swoim koncie jeszcze punktów. W równoległym spotkaniu rywalizowała warszawska Legia z Rapidem Bukareszt i dla Legii w spotkaniu w Eindhoven najbardziej korzystna była wygrana Hapoelu.

Pierwszą groźną sytuację stworzyli gospodarze. W 9. minucie precyzyjne dośrodkowanie z prawej strony boiska o mały włos wykorzystałby Matavż, ale na posterunku był bramkarz Hapoelu. Kilkadziesiąt sekund później zmarnowana sytuacja się zemściła. Szybka akcja trójki: Igebior, Tamuz i Damari przyniosła efekt w postaci objęcia prowadzenia przez gości. Bramkę strzelił Damari, który sprytnie pokonał Isakssona. Jeśli ktoś myślał, że to już koniec emocji w pierwszym kwadransie gry, był w błędzie. Minutę po straconej bramce PSV doprowadziło do remisu. Pięknym strzałem z ostrego kąta popisał się Wijnaldum i na tablicy świetlnej widniał remis 1:1.
W 15. minucie gry dwukrotnie próbował jeszcze Toivonen, ale zabrakło mu precyzji. Dziesięć minut później z szybką kontrą wyszli gospodarze, ale piłka zagrana przez Matavża nie doszła do Toivonena i obrońca Hapoelu wybił ją poza linię boczną. Po pół godzinie gry ładną główką popisał się Marcelo, ale piłka zmierzająca w sam środek bramki Edela nie mogła go zaskoczyć. Kilka sekund później próbował Toivonen, który ustawiony tyłem do bramki potrafił się ładnie ustawić i oddać strzał, lecz piłka przeleciała kilkanaście centymetrów nad poprzeczką bramki Hapoelu. W ciągu kilku kolejnych minut goście z Izraela nie potrafili wyjść z własnej połowy, gdyż PSV ciągle było w natarciu.
Jak bardzo piłka bywa przewrotna, przekonali się obecni na stadionie w 34. minucie. Jedną z nielicznych kontr wykorzystał Tamuz, który z odrobiną dozą szczęścia ograł Marcelo i umieścił piłkę w siatce. Hapoel wyszedł na prowadzenie całkiem nieoczekiwanie, co podrażniło gospodarzy, którzy momentalnie rzucili się do frontalnych ataków. W końcówce pierwszej połowy dobrą sytuację miał Mertens, ale zabrakło mu precyzji. Do przerwy bramki już nie padły i na drugą połowę gracze Hapoelu wyszli z jednobramkowym prowadzeniem.
Ależ niesamowicie rozpoczęła się druga część spotkania w Eindhoven! W 47. minucie w zamieszaniu podbramkowym drugiego gola w tym spotkaniu strzelił Toto Tamuz i PSV przegrywał już z Hapoelem 1:3. Sensacja wisiała w powietrzu, tym bardziej że goście nadal atakowali. W 53. minucie technicznie strzelał Labyad, ale dobrą interwencją aplauz wzbudził Edel. Chwilę później pod jego bramką stworzyło się niesamowite zamieszanie, ale fenomenalnie interweniujący dzisiejszego wieczora bramkarz Hapoelu wyłapał piłkę. W szybkiej odpowiedzi strzelał Damari, ale pośpiech w tym wypadku był złym doradcą.











