Bardzo duże nadzieje wiązano z transferem szwedzkiego lewego obrońcy. Lewa flanka defensywy to wciąż była jeszcze mała bolączka Lecha. Na dobrą sprawę była to nieliczna pozycja, na którą można było poszukać jeszcze więcej jakości niż Pedro Rebocho. Dlatego w Poznaniu zjawił się Elias Andersson, ale ten jest absolutnym niewypałem transferowym. Żaden z zawodników nie nabroił tak jak Szwed. Nikt nie jest powiązany z licznymi niepowodzeniami tak jak Szwed. Jeden z gorszych zawodników PKO Ekstraklasy.
Miał być upgrade, a jest straszny downgrade. Na lewej obronie jest taka posucha, że najlepszą opcją jest w tym momencie Barry Douglas. Elias Andersson za to jest jedynie marną karykaturą Pedro Rebocho, za którym wszyscy tęsknią. Obiecano wejście na jeszcze wyższy poziom, a słowa Tomasza Rząsy stają się po prostu kpiną i nieśmiesznym żartem. Andersson pod żadnym względem nie wygląda na kogoś, kto mógłby sprawić, że wspomnienia o Rebocho poszłyby w niepamięć.
Lepsze jest wrogiem dobrego
Pedro Rebocho był, jaki był. W Poznaniu miano do niego czasami pretensje co do gry defensywnej. Niemniej był w ścisłej czołówce lewych obrońców ligi. Nie wiemy, czy pod względem gry ofensywnej znaleźlibyśmy kogoś lepszego. Te jego wejścia i współpraca z Kristofferem Veldem robiły spuściznę w szeregach rywali. To, że się bardzo mocno zapuszczał pod bramkę rywali, było jednak zarówno atutem, jak i przekleństwem.
Zdarzało się Portugalczykowi zapomnieć o defensywie. Mimo że był przecież szybki i bardzo wybiegany. Tego nie można było mu odmówić. Czasami z tej lewej strony robiły się dziury. Być może nie były to jakieś ogromne wrota dla przeciwników, ale zdarzali się rywale, którzy to wykorzystywali i zabierali go na karuzelę. W perspektywy czasu w Poznaniu ta karuzela nikomu by nie przeszkadzała. Nawet tęsknią za nią, bo Szwed, zamiast wnieść większy spokój, wprowadza totalny rozgardiasz w linii obrony, torpedując poczynania całego zespołu.











