Od teraz co tydzień będziemy dla Was publikować podsumowanie kolejki T-Mobile Ekstraklasy. Teksty, jak liga, nie zawsze będą poważne. Miłej lektury!
Ruch – Bełchatów
Gratulacje dla Arka Piecha i Macieja Jankowskiego, bo wiele wskazuje na to, że obaj wrócili na właściwe tory. To dobrze dla Ruchu, dla nich i dla polskiej piłki.
Jak już jesteśmy w gratulacyjnych klimatach, to Jacek Zieliński też zasłużył na uścisk naszej dłoni i brawa kibiców „Niebieskich”, bo zaliczył bardzo dobry start w Ruchu.
O pechu może mówić Sawala, którego atomowy strzał trafił tylko w słupek. Jakby wpadło, to mocny kandydat do bramki sezonu. (Kiedy to pisaliśmy, nie wiedzieliśmy, że w tej kolejce tych ładnych goli będzie kilka).
Bramka dla Bełchatowa na 1:1 – kabaret.
Joe Hart pewnie robi w gacie, bo Piech jest w formie.
Legia – Wisła
Takie polskie Gran Derbi. Przynajmniej w teorii. W praktyce niezłe pierwsze 45 minut. Drugie znacznie gorsze, ale do obejrzenia.

Kapitalna bramka Garguły. Okazuje się, że ten zawodnik potrafi jeszcze kopnąć stojącą piłkę, robiąc dwa kroki. Jakby futbolówka się toczyła, a Garguła musiał zrobić, dajmy na to, pięć kroków, to powątpiewamy w to, że strzeliłby bramkę.
Legia szybko doprowadziła do remisu za sprawą gola Jacykowa Koseckiego, który mocno uderzył z pierwszej piłki. Później młody „Kosa” dołożył jeszcze jedną bramkę, co tylko utwierdza nas w przekonaniu, że na boisku radzi sobie znacznej lepiej niż przed lustrem podczas dobierania stroju.
Przy drugiej bramce dla Legii fajnie zachował się Janusz Gol, który ładnie odegrał piłkę do Koseckiego.
Gospodarze w pełni zasłużyli na zwycięstwo, ale trzeba powiedzieć, że Wisła rozegrała najlepszy mecz od niepamiętnych czasów. Ewidentnie piłkarze krakowskiego klubu nie lubili Probierza.
Kulawik musi iść do stylisty. Niech idą z Koseckim, w pakiecie może będzie taniej.
Korona – Zagłębie
Zagłębie znów zebrało oklep. W przypadku porażki z Koroną oklep to najlepsze słowo.
Dobry mecz Janoty. Jedyny gość, który w tym spotkaniu w miarę prosto kopał futbolówkę. A jego strzał z wolnego, po którym Korzym dobił piłkę – palce lizać.
Mało można o tym spotkaniu powiedzieć, bo mało się działo. Dlatego jakoś niespecjalnie przeszkadzały nam problemy techniczne, jakie wystąpiły podczas transmisji. Przynajmniej bez wyrzutów sumienia ugotowaliśmy obiad.
Korona nie umie grać na czas. Zamiast wybijać piłkę do boku, na aut, piłkarze z Kielc kopali prosto przed siebie, tak żeby Zagłębie mogło od razu rozpocząć kolejny atak. Tym razem się udało, ale w kolejnym meczu już nie musi.














