Sobota przyniosła nam dwa zwycięstwa drużyn pretendujących o miejsca na ligowym podium: Wisły Kraków i Lechii Gdańsk. W tej sytuacji pod ścianą znaleźli się faworyci. Lech, Legia i Jagiellonia rozegrały trzy całkowicie odmienne mecze, jednak żaden klub nie poradził sobie z presją.
Cenne zwycięstwo beniaminka
W Białymstoku zobaczyliśmy ciekawy, wyrównany mecz. Beniaminek z Legnicy nie przestraszył się wicemistrza Polski i wyszedł na murawę, chcąc walczyć o zwycięstwo jak równy z równym. Oba zespoły prezentowały podobny styl gry, oparty na uważnym ataku pozycyjnym i niskim ustawieniu w obronie.
Po pierwszej połowie, zakończonej bezbramkowym remisem, nieco lepsze wrażenie sprawiała Jagiellonia. Widać było, że „Jaga” ma lepszych zawodników i łatwiej jest jej dostać się pod pole karne rywala. W 23. minucie mocniej zabiło serce kibiców gospodarzy, kiedy strzał Pospisila trafił w słupek. Trzy minuty później z kolei gorąco było pod bramką Jagiellonii, jednak błąd defensorów naprawił Kelemen, wychodząc przed pole karne i przecinając groźną, prostopadłą piłkę. Miedź szukała swoich szans po strzałach z dystansu i stałych fragmentach gry, z trudem rozbijając ataki rywali.
Druga połowa przyniosła nam więcej akcji ofensywnych niż pierwsza, choć nadal gra była bardzo wyrównana. W 68. minucie Jagiellonia zagrała swoją firmową akcję: jeden z piłkarzy środka pola posłał piłkę na skrzydło do Novikovasa, ten obsłużył podaniem Bezjaka, który bez problemu wykończył akcję. Miedź imponowała ofensywnym nastawieniem, przez co w ciągu kolejnych dziesięciu minut dwa gole zdobył Forsell, na co gospodarze odpowiedzieli jednym trafieniem Romanczuka. Drużyna z Legnicy dalej chciała grać o pełną pulę, co przyniosło skutek. Na trzy minuty przed końcem podstawowego czasu gry dobrze spisujący się w tym spotkaniu Augustyniak przyjął piłkę od jednego z kolegów i strzelił zwycięską bramkę.
Mimo porażki Jagiellonia może z optymizmem patrzeć w przyszłość, bo pokazała dobry futbol i wypadła dużo lepiej niż Lech i Legia. Warto odnotować też debiut Justasa Lasickasa, który może stanowić zapowiedź pojawienia się nowej młodej gwiazdy na białostockim firmamencie.
Legia na deskach w derbach Mazowsza
Ekstraklasowe derby Mazowsza były trzecim spotkaniem Ricardo Sa Pinto w roli trenera Legii i można było się spodziewać, że zobaczymy pierwsze efekty jego ponadtygodniowej pracy z drużyną. Tymczasem jednak byliśmy świadkami gry wcale nie lepszej niż za kadencji Deana Klafuricia. Dobrze prezentowali się od pierwszych minut płocczanie, grając szybką, ofensywną piłkę i już w 10. minucie obejmując prowadzenie. Potem bronili wyniku, wpuszczając legionistów na własną połowę i obnażając ich słabości. Przypominało to trochę mecz ze Spartakiem w Trnavie: Legia grała wolno, przewidywalnie, bez pomysłu na rozegranie. Wisła panowała nad spotkaniem, czytała grę Legii niczym otwartą księgę i na przerwę schodziła z dwubramkowym prowadzeniem po przepięknym uderzeniu Dominika Furmana z rzutu wolnego.











