Piast Gliwice to drużyna, która od czasu, kiedy gra na nowym stadionie, wzbudza wielkie zainteresowanie nie tylko śląskich mediów. Najpierw klub ten na świeczniku pojawił się, gdy odmówił sprzedaży praw telewizyjnych stacji Orange Sport, która relacjonuje spotkania pierwszej ligi piłkarskiej. Natomiast teraz o klubie z Górnego Śląska zrobiło się ponownie głośno w związku z ponowną ofertą kupna akcji klubu przez niejakiego Rüdigera Bernatka.
Sprawa ta po raz pierwszy ujrzała światło dzienne jeszcze w poprzednim roku, kiedy to 47-letni przedsiębiorca podatkowy złożył po raz pierwszy zapytanie odnośnie do kupna większościowego pakietu akcji Piasta Gliwice. Jednak wtedy władze miasta szybko podziękowały za złożoną ofertę i wydawało się, że pan Rüdiger Bernatek odpuści sobie klub, który był dwukrotnie finalistą piłkarskiego Pucharu Polski.

Mający licencję pośrednika piłkarskiego niemieckiego związku futbolowego Niemiec jednak nie daje za wygraną. Wygląda to poniekąd tak, jakby to skrępowany facet miał opory w poderwaniu atrakcyjnej kobiety i nie wiedział, co ma z tym fantem dalej zrobić. Tym skrępowanym facetem w tym przypadku jest naturalnie miasto, któremu pochlebia zainteresowanie człowieka z obcym kapitałem, mającego jednocześnie dalekosiężne plany wobec gliwickiego klubu, ale ma opory, aby przyjąć tę ofertę. I chyba słusznie.
Potencjalny inwestor jest skłonny zainwestować w Piasta 22 miliony złotych, które miałyby pozwolić funkcjonować klubowi nawet przez trzy lata. Podczas tych trzech lat w Gliwicach wiele miałoby się zmienić, i to podobno na plus. Z „Piastunkami” miałby zacząć współpracować Petar Segrt, który swego czasu był w sztabie szkoleniowym reprezentacji Niemiec dowodzonej przez Joachima Löwa. Miałby on odpowiadać za szkolenie w Piaście. Ponadto przedsiębiorca chciałby traktować na równi zaplecze młodzieżowe Piasta, jak i pierwszą drużynę. Mogłoby to oznaczać nie tylko rozwój dla samych piłkarzy, ale i rozwój dla młodych trenerów, którzy mogliby się sprawdzić w pracy w dogodnych warunkach i za godziwe pieniądze.
Pachnie Zachodem, jednak zagłębiając się głębiej w tę sprawę, należy się zastanowić, czy rzeczywiście poważny biznesmen działa w taki sposób, ze najpierw wysyła wszelakie pisma na temat swoich planów do mediów, a dopiero później kieruje się do osób decyzyjnych? Jest to po pierwsze niepoważne, po drugie nieeleganckie, a po trzecie kontrowersyjne.












