Liverpool był przed sezonem faworytem do zdobycia tytułu Premier League. Jednak porażka z Aston Villą, a do tego kontuzje kluczowych zawodników zachwiały tę pozycję. Z drugiej strony jest City, które miało dla „The Reds” być największym rywalem. W niebieskiej części Manchesteru obronę udało się chwilowo ustabilizować, ale gorzej z atakiem. Brak Jesusa i Aguero nadal pokazuje, że bez prawdziwego napastnika nie da się dominować w meczach. Dokąd więc zmierzają obie drużyny w obecnym sezonie? To najważniejsze pytanie związane z spotkaniem na Etihad.
Powiedzieć, że bieżący sezon Premier League jest szalony, to za mało. Po niepełnych ośmiu kolejkach co weekend coś nas szokowało lub doprowadzało do zawrotu głowy. Zwariowane spotkanie na Anfield, w którym goście z Leeds przegrali 4:3. Leicester, które w trzeciej serii pokonało 5:2 City na wyjeździe. Pogromy w Birmingham i Manchesterze, czyli zwycięstwo Aston Villi 7:2 z Liverpoolem i 6:1 Tottenhamu na Old Trafford. Jakby tego było mało, dalej wymienić warto spalone, które liczyć można w milimetrach. Faul Pickforda na van Dijku, który całkowicie skomplikował sezon Liverpoolu, a do tego Anglik nie poniósł za niego żadnych konsekwencji. Cóż, przed meczem City – Liverpool z jednej strony czekaliśmy na widowisko, z drugiej zastanawialiśmy się, czy znów nie będziemy przez tydzień mówić o oderwanych od ziemi decyzjach sędziów.
1) Powoli kształtująca się obrona
Od odejścia Kompanny’ego defensywa drużyny z Etihad wygląda nieciekawie. Próby przeniesienia do tej formacji Fernandinho, transfery zawodników jak Ake czy Dias na ten moment nie przyniosły drastycznych zmian. Nadal drużyna „The Citizens” ma problemy, kiedy przeciwnik atakuje. Liverpool dzisiaj – z czterema zawodnikami odpowiedzialnymi za zadania ofensywne – radził sobie z obroną rywali.
Jednak to, co na pierwszy rzut oka wydaje się złe, powoli zaczyna posiadać własną formę. Od jakiegoś czasu brakowało drugiego środkowego obrońcy, który pomógłby Aymericowi Laportowi. Dias wydaje się piłkarzem, który w to miejsce może się wpasować. Jeżeli dostanie wystarczająco dużo czasu, to ma szansę stać się solidnym obrońcą. W spotkaniu przeciwko Liverpoolowi Portugalczyk nie notował strat, utrzymywał ustawienie formacji defensywnej, a do tego był najlepiej podającym zawodnikiem swojej drużyny, który zaczął spotkanie od pierwszej minuty. Takie statystki i solidny występ powinny mu tylko dodać skrzydeł.
2) Powrót Jesusa na plus dla City
Od początku sezonu w barwach drużyny Guardioli brakuje napastnika. Przez kilka pierwszych spotkań brakowało Aguero, w pierwszym meczu kontuzji doznał Gabriel Jesus. Jednak Brazylijczyk już z Olimpiacosem zagrał 20 minut, a na Etihad wyszedł od początku. Po pierwszej połowie można powiedzieć, że mało go było w grze, ale dał City wyrównanie. Akcja, w której w pole karne podawał de Bruyne, wymagała instynktu napastnika, a taki Brazylijczyk posiada. Kierunkowe przyjęcie pozwoliło mu minąć Alexandra-Arnolda, a następnie prosty strzał lewą nogą pokonał Alissona.











