Gdy Victor Wanyama zdobył na Anfield swoją pierwszą ligową bramkę w tym sezonie, mało kto się spodziewał, że kumulacja emocji dopiero przed nami. Choć czasu do końcowego gwizdka pozostawało niewiele, to Liverpool, Tottenham i… sędzia Jonathan Moss postarali się o to, aby uniknąć nudy. Ostatecznie hitowe starcie na Anfield zakończyło się remisem, jednak w centrum zdarzeń pozostają sędziowie, których praca podzieliła Kloppa i Pochettino.
Angielski klasyk
Niedzielne starcie „The Reds” z „Kogutami” z czystym sumieniem można nazwać pojedynkiem dwóch gigantów. Oba zespoły udowodniły na murawie, że nie przez przypadek do ostatnich kolejek będą walczyć o miejsce w czołowej czwórce. Rywalizacji do ostatnich chwil nie zabrakło również w bezpośrednim starciu obu drużyn, bowiem dwie z czterech bramek padły w doliczonym czasie gry. Choć do przerwy to Liverpool dominował i zasłużenie objął prowadzenie, to w drugiej połówce Tottenham pokazał swoją wyższość. Ekipa Pochettino doprowadziła do wyrównania za sprawą Wanyamy, zaś po golu Kenijczyka na murawie rozpoczął się komediodramat w wykonaniu Jonathana Mossa.
Zabrakło konsekwencji
Moss i jego asystenci przez większą część spotkania pozwalali na bardzo agresywną grę, co podobało się zawodnikom. Niestety – podobnie jak w przypadku obrońców i bramkarzy – sędziego można chwalić dopiero po końcowym gwizdku. Choć do 85. minuty Jonathan Moss notował dobre zawody, to dziś i tak mówi się wyłącznie o jego kardynalnych pomyłkach. Nieszczęście rozpoczęło się, gdy Dele Alli zagrywał piłkę do znajdującego się na pozycji spalonej Harry’ego Kane’a. Po drodze futbolówkę musnął Lovren, jednak ta i tak trafiła do angielskiego napastnika, który przepuścił piłkę obok Kariusa i przewrócił się – choć jak pokazały powtórki – Niemiec nie dotknął Kane’a. Moss powędrował do swojego asystenta, by wspólnie z nim omówić sytuację. Smart i Moss nie byli pewni swojej decyzji, co zarejestrowały ustawione nieopodal kamery. Sędzia główny dopuścił się również zachowania zakazanego, a więc spytał asystenta technicznego, czy ten widział sytuację w kamerze. Gdy również i Atkinson nie pomógł, Moss – pomimo braku pewności co do słuszności swojej decyzji – zdecydował się podyktować rzut karny.
Domek z kart
Pierwszy błąd Mossa nie wpłynął na końcowy wynik spotkania, bowiem Loris Karius zatrzymał strzał Kane’a. Kilka chwil później Salah ponownie wyprowadził Liverpool na prowadzenie, jednak gospodarze nie dowieźli zwycięstwa do końca spotkania, gdyż arbiter główny ponownie zdecydował się wskazać na jedenasty metr. Tym razem kluczowa była postać Smarta, który zauważył kontakt pomiędzy van Dijkiem a Lamelą. Niestety ten sam sędzia nie zwrócił wcześniej uwagi, że Argentyńczyk w momencie podania był na spalonym. Co więcej, Moss – choć widział całą sytuację – nie zdecydował się podyktować karnego. Dopiero sygnalizacja Smarta sprawiła, że arbiter główny podyktował kolejną „jedenastkę”. Tuż po spotkaniu Jonathan Moss – mając najpewniej świadomość swoich błędów – uznał, że dwukrotnie otrzymał złe podpowiedzi od swojego zespołu.











