Zmagania w grupie spadkowej ekstraklasy zbliżają się ku końcowi. Utrzymania nadal nie mogą być pewne cztery zespoły: Lechia, Piast, Bruk-Bet i Sandecja. Murowanymi kandydatami do gry w I lidze w przyszłym sezonie wydają się być dwie ostatnie drużyny, jednak czy aby na pewno?
Czy ktoś inny poza klubami grającymi w Niecieczy może zawitać do drugiego poziomu rozgrywek w Polsce?
Co poszło nie tak?
To pytanie zadaje sobie chyba każdy kibic Lechii Gdańsk. Drużyna, która jeszcze w zeszłym sezonie do ostatniej kolejki walczyła o mistrzostwo, dzisiaj broni się przed spadkiem. Dziwi to tym bardziej, że kadrowo niewiele się w gdańskim zespole zmieniło. Nie miała miejsca żadna rewolucja, a tak naprawdę jedynym kluczowym piłkarzem z zeszłego sezonu, który opuścił „Biało-zielonych” przed startem rozgrywek, jest Rafał Janicki. Wszyscy zawodnicy są cieniami samych siebie z poprzednich zmagań.
Trudno jest więc jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Na pewno wpływ miało wiele czynników. Wydaje się, że podstawowym błędem było zwolnienie Piotra Nowaka we wrześniu ubiegłego roku. Co prawda nie da się ukryć, że wyniki go nie broniły, ale można było mu dać więcej czasu na zażegnanie kryzysu. Przynajmniej zdecydowanie nie byłaby to gorsza decyzja od zastąpienia go… fizjoterapeutą.
Adam Owen, bo tak nazywa się wyżej wymieniony następca Nowaka, nic nie poprawił, a wręcz przeciwnie. Ściągnął gdański zespół jeszcze bliżej dna. Na domiar złego Lechia w tym czasie dostała kolejny cios w postaci ujemnego punktu za zaległości płacowe wobec piłkarzy. Niesamowite jest to, że taki klub, aspirujący zdecydowanie wyżej niż grupa spadkowa i zarządzany przez, wydawałoby się, poważnych ludzi, pozwala sobie na taką kompromitację.
Wracając jednak do Owena, trzeba oddać włodarzom Lechii, że nie tylko oni spośród klubów ekstraklasy zdecydowali się na zatrudnienie trenera, który nigdy wcześniej nie prowadził żadnego zespołu. Wszyscy pamiętamy, co niedługo później zrobiła Legia…
Trudno oczekiwać, że człowiekowi, którego piłkarska kariera ograniczyła się do występów w lidze walijskiej, a kariera trenerska do bycia asystentem/fizjoterapeutą, uda się zmotywować i przemówić do doświadczonych piłkarzy Lechii. Dlatego też Adam Owen został zwolniony, a zastąpił go Piotr Stokowiec. Niestety każdy się chyba zgodzi, że zdecydowanie za późno. Były menedżer Zagłębia Lubin zastał rozbitą szatnię, a czasu na jej poukładanie nie miał wcale.
Po czasie widać rzeczywiście jakąś poprawę, jednak nadal jest daleko od ideału. Problem wydaje się być cały czas z motywacją zawodników. O ile momentami gra nie prezentuje się tak źle, to piłkarze wyglądają na zupełnie zrezygnowanych. Mimo wszystko zdaje się, że Lechii uda się utrzymać w tym sezonie. Wygrany we wtorek mecz z Piastem prawdopodobnie da szansę na rehabilitację w następnych rozgrywkach. W tym momencie przede wszystkim zarząd musi się uderzyć w pierś i myśleć o letniej rewolucji, do której zdecydowanie będzie musiało dojść, jeżeli nie chcą w Gdańsku powtórki z rozrywki.











