Wypożyczony z Realu Madryt Holender nie wrócił po świętach do Alicante. Twierdzi, że klub zalega z wypłatą pieniędzy. Sprawa może skończyć się nawet w sądzie.
Royston Drenthe to chyba najlepszy piłkarz Herculesa Alicante. Od jego formy zależy, czy drużyna wygrywa z Barceloną czy daje się ograć średniakowi. Jego brak może bardzo zaboleć trenera Estebana Vigo oraz oczywiście Nelsona Valdeza i Davida Trezegueta, którzy zawsze skwapliwie korzystali z każdej dobrej piłki, posyłanej z lewego skrzydła przez nadpobudliwego Holendra.
Piłkarz twierdzi, że nie może pozwolić sobie na granie za darmo, gdyż ma liczną rodzinę na utrzymaniu i otwarcie mówi, że jeśli nie zobaczy pieniędzy na koncie, to wraca do Valdebebas i treningów z Realem Madryt. O ile klub ze stolicy Hiszpanii nie ustosunkował się do słów swojego piłkarza, to w Alicante aż huczy od plotek i komentarzy. Włodarze klubu twierdzą, że problemy finansowe są przejściowe i jednakowe dla całej kadry, a zachowanie Holendra jest niepoważne. Również trener Esteban Vigo twierdzi, że Drenthe go bardzo zawiódł.
Klub normalnie przygotowuje się do wznowienia rozgrywek. Miejsce Holendra w składzie ma zająć utalentowany Kiko Femenia.
Jeśli włodarze obu klubów nie dojdą do porozumienia, Royston może być pierwszym i ostatnim zimowym transferem Realu Madryt.










