Dominik Szala: Śląsk Wrocław wydawał mi się rozsądnym wyborem podczas podejmowania decyzji [WYWIAD]


Dominik Szala: Widać, że trener Simundza lubi ciężką pracę. Podoba mi się to, bo lubię ciężko pracować i czuję się wtedy dobrze

16 lipca 2026 Dominik Szala: Śląsk Wrocław wydawał mi się rozsądnym wyborem podczas podejmowania decyzji [WYWIAD]
Zbigniew Harazim / zbyszkofoto.pl

Dominik Szala przeniosł się do Śląska Wrocław na zasadzie wypożyczenia z Górnika Zabrze. Odwiedziliśmy nowego zawodnika beniaminka PKO BP Ekstraklasy podczas obozu przygotowawczego w Trzebnicy. Zapytaliśmy 20-latka o jego pierwsze wrażenia w nowym miejscu, o Jana Urbana i cele na przyszłość naszego rozmówcy.


Udostępnij na Udostępnij na

Wiktor Cyran, iGol.pl: Kadra Śląska Wrocław nie narzeka na brak młodych nazwisk, więc pewnie bez większego problemu podłapałeś kontakt z szatnią?

Dominik Szala, Śląsk Wrocław: Myślę, że tak. Trzymam się obecnie głównie z tymi młodszymi zawodnikami, ale porozmawiałem też ze starszymi. Znamy się z niektórymi z boiska, ponieważ przewinęliśmy się w świecie piłki. Myślę, że fajnie wszedłem do drużyny.

 Z którym z chłopaków złapałeś najlepszy kontakt? Czy w tej grupie jest Michał Szromnik?

„Szromo” wziął mnie tak pod siebie od pierwszego dnia, żebym poczuł się komfortowo. Chyba nie ma jeszcze takiej konkretnej osoby, z którą złapałem taki najbliższy kontakt.

Czym przekupił Cię Śląsk Wrocław w swoich negocjacjach?

Przedstawili mi wizję na mnie na ten sezon i na to, co może się podziać w następnych latach. Jest to wypożyczenie z opcją wykupu i podobał mi się ten plan. Było mi ciężko przebić się do pierwszego składu w Zabrzu i potrzebowałem zmiany. Śląsk Wrocław wydawał mi się rozsądnym wyborem podczas podejmowania decyzji.

Jakie zrobił wrażenie na Tobie Ante Simundza w pierwszym kontakcie? Myślę także o tym, jak trener widzi piłkę nożną i jaki ma pomysł na Wasz zespół.

Widać, że trener Simundza lubi ciężką pracę. Podoba mi się to, bo lubię ciężko pracować i czuję się wtedy dobrze. Trudno mi więcej opowiedzieć o trenerze, bo to jest dopiero mój drugi tydzień.

Krystyna Pączkowska

Kto pozostawi w Tobie na dłużej w pamięci wspomnienie swojego pierwszego wrażenia: Jan Urban czy Ante Simundza?

Trudno tak porównać, bo teraz patrzę na to jako 20-latek. Miałem styczność z trenerem Urbanem w wieku 17 lat. Wszystko było dla mnie nowe, niepewne. Trener Urban traktował młodych zawodników troszkę inaczej niż tych doświadczonych. Brał pod siebie, dużo rozmawiał i to pomagało czuć się ważną osobą w drużynie. Myślę, że to było wtedy kluczowe, że trener dużo rozmawiał z młodymi zawodnikami.

Zobaczymy, jak będzie wyglądała współpraca z trenerem, bo już jestem bardziej doświadczonym zawodnikiem. Wiadomo, że dalej młodym, ale jestem inaczej postrzegany niż byłem 17-latkiem.

Piotr Samiec-Talar jest „prawdziwym kapitanem”? Czy jeszcze za szybko, abyś mógł odpowiedzieć na to pytanie?

Myślę, że za szybko. Znam go z oglądania. Piotr ma tutaj taki długi staż i myślę, że zasługuje na to, żeby być kapitanem.

Śląsk Wrocław gra od wiosny w systemie z trzema obrońcami. Ostatnie pół roku w Mielcu grałeś w systemie z czwórką. Wolisz tę pozycję półprawego w trójce, czy wolałbyś grać w czwórce?

Ogólnie to jest dobre pytanie. Grałem w czwórce do tej pory głównie na prawej obronie, pomimo że nie jestem prawym obrońcą, tylko środkowym. W Mielcu było moje pierwsze pół roku, gdy grałem w systemie czwórkowym na stoperze i czułem się w tym systemie bardzo dobrze.

Teraz przeszedłem do Śląska, gdzie jest trójka. Jest to dla mnie takie staro-nowe doświadczenie, bo grałem w juniorach w reprezentacji na tej pozycji i czułem się dobrze. Zobaczymy, jak to będzie wyglądało w piłce seniorskiej. Próbuję sobie teraz bardziej poprzypominać na treningach, jak funkcjonować w trójce z tyłu.

Widzisz siebie, Ty bądź trener, na pozycji prawego wahadłowego?

Nie, nie ma szans. To nie jest moje granie. Jestem profilem zawodnika, który woli mieć wszystko poukładane z tyłu i skupić się przede wszystkim na bronieniu. Myślę, że nie jestem na tyle kreatywnym zawodnikiem, żeby brać udział w atakach ofensywnych z przodu.

Jak wspominasz swój debiut w PKO BP Ekstraklasie? Dominik Szala miał wtedy 17 lat, cztery miesiące i dziewięć dni. Był to mecz z Lechem Poznań przy ulicy Bułgarskiej. Pamiętasz to spotkanie?

Pamiętam doskonale to spotkanie. Mam wspomnienia na całe życie. Pamiętam, że wcześniej przed moim debiutem zagrałem może dwa czy trzy razy w życiu na prawej obronie. Wrzucono mnie na głęboką wodę, ale myślę, że pociągnąłem to na takiej fantazji. Wszystko mnie niosło – cała otoczka i koledzy z drużyny. Wiadomo, że to jest jeden z najważniejszych meczów w moim życiu i wspominam go bardzo dobrze.

Pamiętasz, na kogo grałeś? Kto Cię atakował?

Tak. Kristoffer Velde.

Zbigniew Harazim / zbyszkofoto.pl

Jak będziesz wspominał ten czas, który spędziłeś w klubie, nie tylko na treningach, ale też w takim całokształcie pracy z Janem Urbanem? Ty byłeś młodym chłopakiem, a u boku doświadczony trener. Ile wyciągnąłeś z tego czasu z selekcjonerem reprezentacji Polski?

Myślę, że wyciągnąłem bardzo dużo. Jedyne, co mnie zastopowało, to moje urazy. Złapałem dwa czy trzy urazy w moich lepszych momentach i żałuję, że to się wydarzyło. Uważam, że rozwinąłem się bardzo przez te dwa sezony z trenerem Janem Urbanem. Zacząłem łapać zachowania takie, jakie powinny być w piłce seniorskiej. Jednak kontuzje stopowały mi to wszystko.

Dominik Szala bał się powrotów po kontuzjach? Miałeś takie mentalne cofnięcie, kiedy wznawiałeś grę po treningach, aby uważać na siebie? Czy miałeś taką swobodę, wiedząc, że jesteś zdrowy i możesz grać na 100%?

Miałem obawę, zwłaszcza że po jednym z urazów wracałem i dalej utrzymywał mi się ból. Nie wiedziałem, kiedy przestanie to boleć. Grałem i puchło mi kolano. Znowu grałem i puchło jeszcze bardziej. Taka była niewiadoma. Myślę, że nie byłem na takie swoje 100% możliwości gotowy i to działa mocno na głowę. Zawsze, jak nie czuję się w 100% zdrowym, to dużo kalkuluje się w głowie i to nie pomaga.

Nie mogę o to nie zapytać. Młody Dominik Szala wychodzi na stadion w Zabrzu, reprezentując Górnik Zabrze. Co czuje taki chłopak, kiedy słyszy fanów, którzy zostawiają wszystko przy okazji Waszych spotkań? Wtedy Waszych spotkań.

Wychodząc, przede wszystkim wielką dumę, ale też takie niedowierzenie, że to dzieje się faktycznie. Awansowałem w krótkim czasie z trzecioligowych rezerw Górnika do pierwszego zespołu. Nie oszukujmy się, ale kibice nie chodzili na 3. ligę. Ta cała otoczka ekstraklasowa była wielkim przeskokiem dla takiego chłopaka. To mnie niosło, jak już wcześniej wspominałem. Nie stresowało mnie to, lecz niosło. Właśnie po to gra się w piłkę, żeby mieć tylu fanów i kibiców, którzy niosą swoich zawodników.

Scena we Wrocławiu jest jeszcze większa. Rozumiem, że nie ma obawy na wrocławski ryk i krzyk, lecz wręcz przeciwnie, to będzie coś, co poniesie.

Myślę, że na pewno.

Ostatnie pół sezonu spędziłeś u boku Israela Puerto. Macie wspólny wątek nie tylko z Mielca, ale i z Wrocławia. Kontaktowałeś się z Israelem przed transferem do Śląska? Podpytywałeś, jak on wspomina swoje czasy w tym klubie?

Będąc w Mielcu, już rozmawialiśmy ze sobą. Wyszło z rozmowy, że kiedyś grał w Śląsku. Wspominał mi, że bardzo dobrze wspomina ten czas i był bardzo zadowolony. Byłem na finiszu dogadania ze Śląskiem. Pisałem do niego, co myśli o tym. Mówił mi, że będzie to dla mnie super miejsce, że bym się rozwinął. Mam nadzieję, że będę grał jak najwięcej.

Łukasz Laskowski / PressFocus

 Oglądałeś mecz Śląska ze Stalą na wiosnę?

Tak, byłem na stadionie, bo nie mogłem zagrać w tamtym meczu z racji zawieszenia. Pamiętam, że Śląsk był mocno ofensywny i zrobiło to na mnie takie wrażenie. Był wynik 3:2, tak?

Tak.

Pamiętam, że mieliśmy analizę przed tym meczem, żebyśmy uważali na ofensywę Śląska. Plan był taki, żebyśmy po prostu stanęli niżej jako Mielec.

Zostałbyś piłkarzem, gdyby nie autorytet piłkarski taty?

Wydaje mi się, że tak, bo rodzice nie zapisali mnie na siłę na żadne treningi. Oni widzieli, że od najmniejszego kopię w domu. Z kolegami kopałem od razu i zawsze była piłka, piłka, piłka. Nie wiem, czy jako młody chłopak byłem świadomy, że mój tata był piłkarzem. Myślę, że to wyszło naturalnie.

Wierzysz, że możesz mieć ciekawszą przygodę piłkarską od taty?

Chciałbym osiągnąć tyle, co tata osiągnął w piłce. On jest dla mnie moim takim idolem, autorytetem przez całe życie. Szczególnie że mam go tak blisko siebie. Zawsze mogę go o wszystko podpytać i poznać jego zdanie. Myślę, że gram w piłkę w innych czasach, gdzie mogę i mam większe możliwości, żeby rozwinąć się. Mam nadzieję, że zrobię tyle, co tata, a może jeszcze więcej.

Szala

Co jest Twoją najmocniejszą stroną na boisku?

Na pewno gra w defensywie. Myślę, że spokój, opanowanie, przewidywanie są takimi moimi mocnymi cechami. Nie gotuję się za bardzo na boisku, lecz cały czas podchodzę do wszystkiego z chłodną głową.

Jesteś innym człowiekiem poza boiskiem niż na boisku?

Zależy, jak do tego podejść, bo jestem nieprzyjemny dla przeciwnika. Bardzo lubię grać w kontakcie blisko przeciwnika, więc oni mogą to odczuć na własnym ciele.

Jestem bardzo spokojną osobą poza boiskiem. Tak naprawdę trochę dwie różne osoby – na boisku i poza nim, ponieważ trudno jest wyprowadzić mnie z równowagi.

Jakie Dominik Szala ma swoje własne oczekiwania względem siebie w tych nadchodzących rozgrywkach?

Chcę walczyć o skład i o jak najwięcej minut, bo grywałem do tej pory pół rundy przez urazy w każdym sezonie. Moim celem jest, żeby być dobrze przygotowanym cały sezon. Chcę pokazać się z jak najlepszej strony w PKO BP Ekstraklasie, bo wiem, że mogę. Tylko potrzebuję zdrowia i zaufania.

Zakładałeś już koszulki biało-czerwone w kadrach młodzieżowych. Ta seniorska jest takim jednym z piłkarskich marzeń?

Oczywiście, że tak. Najwyżej byłem w U-20 do tej pory. Chciałbym przeskoczyć do pierwszej reprezentacji, ale to jest niemożliwe bez regularnych występów. Najbliższym celem jest dostanie się do reprezentacji U-21, bo mogę być w U-20 jeszcze w tym sezonie. Wymagam od siebie i bardzo chciałbym awansować wyżej i być w U-21. Nie ma już nic pomiędzy tą kadrą a reprezentacją Polski. Droga jest niedaleka, a jednak daleka.

Dominik Szala jest nadzieją biało-czerwonej kadry na pozycji środkowego czy prawego obrońcy?

Jeśli jestem nadzieją, to miło mi to słyszeć, ale nie na prawej obronie. Na pewno na środku obrony.

Od którego klubu na świecie brałbyś w ciemno ofertę?

Od Realu Madryt, bo jestem fanem od małego. Zawsze śledziłem Cristiano Ronaldo i oglądając mecze, wzorowałem się na Sergio Ramosie. Myślę, że to jest taki klub z dzieciństwa.

Na co stać Śląsk Wrocław w tym sezonie?

Myślę, że na dużo. Mamy naprawdę bardzo fajnych zawodników. Najważniejsze jest to, żeby teraz zgrać się i być drużyną. Uważam, że bycie drużyną zgraną, uśmiechniętą i świadomą jest bardzo ważne. Świadomość, czego chcą wszyscy, jest połową sukcesu. Reszta to umiejętności indywidualne. Myślę, że to i to mamy, więc zapowiada się ciekawy sezon.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze