Czy tę drużynę w ogóle trzeba przedstawiać? Benfica Lizbona to najbardziej utytułowany portugalski klub, mający za sobą między innymi dwa finały Ligi Europy w jej obecnym kształcie. Przewaga Benfiki nad Lechem Poznań to jednak nie tylko sprawa zawartości gabloty z trofeami, ale także jej poziomu piłkarskiego i finansowego.
Najgorsza wiadomość dla kibiców „Kolejorza” jest taka, że popularne „Orły” przyjechały do Poznania swoim najsilniejszym składem. Tak naprawdę zabraknie jedynie wicekapitana Andre Almeidy, który w niedzielnym meczu ligowym z Rio Ave zerwał wiązadła krzyżowe. Z powodzeniem może zastąpić go jednak Gilberto.
Tragiczne skutki lekceważenia
Wiadomo więc, że Lech nie może raczej liczyć na możliwość wykorzystania chociażby słabszej dyspozycji zmienników piłkarzy pierwszego zespołu. Są jednak ważne elementy, w którym polski zespół może szukać swojej szansy. Chodzi w pierwszej kolejności o lekceważenie słabszych przeciwników przez Portugalczyków.
Znamienna jest w tym kontekście wypowiedź trenera Jorge Jesusa z konferencji przed spotkaniem z Lechem. Szkoleniowiec Benfiki nawet nie próbował tonować nastrojów, stąd wprost przyjął rolę faworyta dzisiejszego meczu oraz wygrania całej grupy LE. Tymczasem tegoroczna przygoda z Ligą Mistrzów powinna była sprowadzić „Orły” na ziemię. Zespół, który od sezonu 2009/2010 występował w jej fazie grupowej, przegrał eliminacje do tych rozgrywek z PAOK-iem Saloniki.
Wicemistrzowie Grecji jeszcze nigdy nie awansowali do tych rozgrywek i w tym sezonie się to nie zmieni. Kompromitacja Benfiki była więc tym większa, bo ich pogromcy w kolejnej rundzie odpadli w dwumeczu z rosyjskim FC Krasnodar. PAOK znalazł jednak sposób na Portugalczyków, a bramkę decydującą o awansie zdobył serbski pomocnik Andrija Żivković, który ostatnie cztery lata przywdziewał właśnie czerwoną koszulkę.
PAOK-owi udało się wykorzystać wszystkie największe słabości Benfiki, dlatego na grze Greków powinni wzorować się Polacy. Lech nie będzie miał zbyt wielu okazji do utrzymywania się przy piłce, dlatego powinien skupić się na jak najlepszym wykorzystaniu każdego takiego momentu. Grekom udało się zaskoczyć Portugalczyków dwoma skutecznymi kontratakami, podczas których defensywa „Orłów” wyraźnie się pogubiła.











