Po niespodziewanej porażce z Sandecją ŁKS powrócił na zwycięską ścieżkę. Niedzielna wygrana z Resovią sprawia, że już tylko cud może pozbawić ełkaesiaków awansu do PKO BP Ekstraklasy.
Dwa tygodnie temu po zwycięstwie nad Wisłą pisaliśmy, że ŁKS wjechał na autostradę prowadzącą bezpośrednio do najwyższej klasy rozgrywkowej. Po dzisiejszym meczu można dodać, że łodzianie minęli właśnie ostatnią bramkę i pędzą do celu z pełnym bakiem paliwa. Do bezpośredniego awansu podopieczni Kazimierza Moskala potrzebują jedynie jednego punktu. Brakujące oczko „Rycerze Wiosny” mogą zdobyć już w najbliższy piątek w Gdyni.
25 lat minęło…
Ełkaesiacy do spotkania z Resovią przystępowali, znając wyniki meczów bezpośrednich rywali. Ruch, Wisła i Bruk-Bet solidarnie wygrali swoje spotkania, więc jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego było jasne, że łodzian interesować będą tylko trzy punkty. W niedzielnym meczu łodzianie mogli liczyć na wyjątkowe wsparcie z trybun. I nie chodzi nam tylko o 11,5 tysiąca widzów, którzy zasiedli na trybunach. Gośćmi dzisiejszego pojedynku byli bowiem mistrzowie Polski z 1998 roku.
To właśnie wtedy ŁKS po raz ostatni (i drugi w swojej historii) wywalczył krajowy czempionat. Po 25 latach od tego wydarzenia bohaterowie z mistrzowskiego sezonu ponownie zawitali na al. Unii 2. Po gorącym powitaniu przez kibiców udali się ze środka murawy na trybuny, by zobaczyć, jak prezentują się ich młodsi następcy.
Zobacz też: Rodrigo Carbone o mistrzowskim sezonie w ŁKS-ie
ŁKS: jak trwoga, to do Pirulo
A ci już w pierwszej połowie mogli rozstrzygnąć niedzielne spotkanie. Dogodnych okazji nie wykorzystali jednak Szeliga i Janczukowicz. Na szczęście dla łodzian jeszcze przed przerwą do siatki trafił Pirulo. Hiszpan może nie był w ostatnich meczach w najlepszej formie, ale dziś po raz kolejny udowodnił, że można na niego liczyć w trudnych chwilach. Pomocnik po przerwie dołożył drugie trafienie. Był to piąty dublet hiszpańskiego skrzydłowego w tym sezonie. Ogółem to już dziesiąty mecz w karierze, w którym Pirulo zdobył dwa trafienia dla ŁKS-u. Zawodnik z Półwyspu Iberyjskiego miał apetyt na pierwszego hat-tricka w biało-czerwono-białych barwach. Plany pokrzyżował mu jednak uraz, z powodu którego musiał przedwcześnie opuścić boisko.











