Dlaczego Everton upadł tak nisko?


Czemu "The Toffees" zamiast o puchary walczą o utrzymanie?

1 maja 2022 Dlaczego Everton upadł tak nisko?
Sam Bibby / Focus Images / MB Media / PressFocus

Everton pokazywał w ostatnich latach, zwłaszcza w oknach transferowych, że chce grać o wysokie cele. Sprowadzał znanych graczy, szastał pieniędzmi, brał uznanych menadżerów. Celem było wbicie się do top cztery. Teraz drużyna z Goodison Park zajmuje nawet trzecie miejsce... od końca. Jak do tego doszło? Gdzie włodarze popełnili błędy?


Udostępnij na Udostępnij na

Allan, Richarlison, Donny van de Beek, Pickford, Dele Alli, Dominic Calvert-Lewin. Czy słysząc te nazwiska, pomyślelibyśmy o zespole będącym w strefie spadkowej? Czy może o ekipie walczącej o puchary? Kadra Evertonu jest wyceniana przez Transfermarkt na niemal 450 milionów euro. Dla porównania piłkarze West Hamu są wyceniani na blisko 100 milionów mniej. Oni jednak nie martwią się o ligowy byt. Być może nawet zagrają w następnym sezonie Ligi Mistrzów, bo biorą jeszcze udział w walce o triumf w Lidze Europy.

Pieniądze w błoto i złe transfery

Everton naprawdę dużo wydawał w ostatnich latach. W tym sezonie jednak zrobili mniejsze zakupy, Rafa Benitez postawił bardziej na sprowadzenie piłkarzy bez kontraktu lub drobniejsze wydatki. W sezonie 2021/2022 „The Toffees” wyłożyli na nowych graczy niecałe 40 milionów euro.

W poprzednim sezonie wydali na transfery już blisko 73 miliony euro. Najwięcej kosztował Ben Godfrey – 27,5 miliona euro. Nie wydaje się to gracz wart tej ceny. Pozostałe gotówkowe transfery to Allan i Doucoure sprowadzeni za kwoty w granicach 22-23 milionów euro. Brazylijczyk gra dosyć średnio, natomiast o Francuzie można powiedzieć, że wypalił.

Prawdziwa zabawa zaczyna się wraz z sezonem 2019/2020. Tutaj zespół z niebieskiej części Liverpoolu wyłożył na nowych kopaczy 121 milionów euro. Gorzej jest, jeżeli przytoczymy nazwiska graczy wówczas zakupionych. Tak więc Everton sprowadził Alexa Iwobiego, Moise Keana, Andre Gomesa, Gbamina, Delpha, Sidibe i Branthwaite’a. Z wymienionych zawodników sprawdził się chyba tylko Andre Gomes, który GRAŁ przyzwoicie. Po urazie łydki do gry wrócił w grudniu, od tego czasu zaliczył tylko dwa razy pełne 90 minut w lidze.

https://twitter.com/JonesCurtisGOAT/status/1519714016121262086?t=xxSl8GHZ88i-4mPFgmyFkw&s=19

Spoglądając na sezon 2018/2019, możemy stwierdzić, że tutaj transfery akurat były całkiem dobre. Wydano co prawda 100 milionów euro, ale zawarte w tej liczbie są m.in. wypożyczenie Kurta Zoumy czy udane tranfery Richarlisona i Digne. Mniej udany był natomiast transfer Yerry’ego Miny, za któego zapłacono 30 milionów.

Sezon 2017/2018. Tutaj chyba jest największa jazda. Gylfi Sigurdsson za blisko 50 milionów. Michael Keane, Jordan Pickford, Klaassen, Walcott, Tosun, Vlasić, Onyekuru, Sandro Ramirez. Na tych graczy wyłożono w Evertonie 202 miliony euro. Zadalibyśmy pytanie, czy warto było tyle dać za tych zawodników, ale czy ono jest w ogóle potrzebne? Niby można się bronić, że Onyekuru czy Vlasić to byli młodzi piłkarze z potencjałem. Sigurdsson i Klaassen byli piłkarzami w formie, przed którymi w teorii było jeszcze parę lat grania na wysokim poziomie. Ale gdzie są teraz ci piłkarze? Co dali drużynie? Gdzie jest Everton?

Everton nie wie, gdzie ma iść

Prześledźmy sobie nazwiska ostatnio zatrudnianych trenerów. Zacząć trzeba od Franka Lamparda. Co prawda uzyskiwał ze swoimi klubami całkiem dobre wyniki. W końcu z Derby bił się o awans do Premier League. Z Chelsea zajął czwarte miejsce w lidze w sezonie, w którym większość wieszczyła im miejsce nawet poza top sześć. W kolejnych rozgrywkach zajmował nawet pozycję lidera.

Wszystko jednak posypało się w grudniu i już w styczniu na Stamford Bridge pracował Thomas Tuchel. Anglik to jednak trener bez odpowiedniego bagażu doświadczenia, aby zatrudniać go w tak trudnym momencie. Drużyna pod wodzą Lamparda w 12 ligowych meczach zdobyła całe dziesięć punktów, co daje średnią na poziomie… nie, to jest poniżej jakiegokolwiek poziomu. Średnia punktów za Lamparda w lidze wynosi 0,83 punktu na mecz. Ponadto po Angliku można się spodziewać zupełnie innego stylu gry niż po poprzednim szkoleniowcu.

Kolejny jest Rafa Benitez. Hiszpański szkoleniowiec od początku nie był mile widziany na Goodison Park. Zwłaszcza biorąc pod uwagę jego przeszłość związaną z derbowymi rywalami zespołu „The Toffees”. Były opiekun m.in. Newcastle w Evertonie prezentował bardzo nudny, mało widowiskowy i nieskuteczny futbol. Zupełne przeciwieństwo Evertonu za Carlo Ancelottiego. Chociaż nie możemy też powiedzieć, że pod wodzą Włocha wszystko było cacy. Benitez wyleciał z pracy pod koniec stycznia. Chwilę wcześniej zakupiono piłkarzy, których chciał, za 37,5 miliona euro.

Następny w kolejce jest Carlo Ancelotti. Miały być puchary, awans do Ligi Europy, chrapka na walkę o Ligę Mistrzów. Finalnie „The Toffees” nie sprostali oczekiwaniom i zakończyli sezon na 10. miejscu w tabeli. Oczywiście to nieporównywalnie lepszy rezultat niż obecny, ale i tak na Goodison Park chciano więcej. Drużyna Włocha grała miejscami naprawdę fajną piłkę, ale czegoś Evertonowi do pucharów zabrakło.

Wydaje nam się, że Everton zaliczył taki zjazd ze względu na brak długofalowej startegii klubu, właściwie włodarze są bardzo niekonsekwentni. Innym ważnym czynnikiem jest po prostu ogromna łatwość w wydawaniu pieniędzy na nieodpowiednich graczy.

 

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze