Już w środę odbędą się 65. derby Łodzi. Starcie Widzewa i ŁKS-u obejrzy na żywo 5600 kibiców, kolejnych kilkadziesiąt tysięcy zasiądzie zapewne przed telewizorami. Rywalizacja łódzkich drużyn nie ogranicza się jednak do 90 minut rozegranych na zielonej murawie, ale trwa przez 365 dni w roku, przyjmując niecodzienne formy. Tuż przed derbowym pojedynkiem przedstawiamy bliżej kilka z nich.
Rywalizacja na murach
O tej formie współzawodnictwa napisano już wiele. W Łodzi, jak w każdym innym mieście, w którym funkcjonują dwie uznane marki piłkarskie, kibicowskie sympatie panujące na danym osiedlu rozpoznać można po napisach widniejących na ścianach bloków czy kamienic. To, co jednak wyróżnia miasto włókniarzy, to niecodzienny sposób, w jaki sympatycy obu drużyn (i nie tylko) wychwalają na murach swoje drużyny i dopiekają przeciwnikom. Jak głosi miejska legenda, wszystko zaczęło się od artysty ukrywającego się pod pseudonimem Janusz III Waza. Ten tajemniczy jegomość dosyć miał niecenzuralnych napisów stanowiących stały element łódzkich elewacji i postanowił podejść do tematu w humorystyczny sposób, przyozdabiając osiedlowe mury żartobliwymi frazesami kierowanymi do kibiców obu zwaśnionych stron.
To właśnie dzięki niemu dowiedzieliśmy się, że ŁKS „nie czyta książek” albo „jeździ na wakacje do Zgierza”, zaś RTS „myśli, że paraolimpiada to wyścigi lokomotyw” i „nie szanuje postu”. Koncepcję szybko podchwycili faktyczni sympatycy obu drużyn i w krótkim okresie podobnych napisów zaczęło przybywać w całej Łodzi. Tą żartobliwą rywalizacją zainteresowały się również media, a jedno z lokalnych wydawnictw zdecydowało się nawet wypuścić na rynek album ze zdjęciami zawierającymi najbardziej kreatywne sformułowania. I jeszcze jedno – futbolowa wojna na napisy kojarzy się łodzianom już tak pozytywnie, że motyw ten w swojej kampanii postanowił wykorzystać dopiero co zaprezentowany nowy sponsor obu zespołów.
https://www.facebook.com/columbusenergysa/posts/3398589836869228
Rywalizacja w internecie
Jak nietrudno się domyślić, w XXI wieku kibice obu łódzkich drużyn konkurują ze sobą również w sieci. Wystarczy wejść na fora internetowe fanów ŁKS-u czy Widzewa i otworzyć dowolny wątek, w którym poruszany jest temat rywala zza miedzy. A tam… roi się od mniej lub bardziej wyszukanych określeń znienawidzonego wroga. Ełkaesiacy to według kibiców rywala „galerianki”, „dajdaje” i „zatorowcy”. Widzewiacy z kolei nazywani są przez swoich przeciwników takimi sformułowaniami, jak: „różowi”, „podmiejscy” czy „czerwone parówy”. Określeń używanych przez obie grupy jest na tyle dużo, że stały się nawet tematem… badań naukowych prowadzonych przez językoznawców z Uniwersytetu Łódzkiego.
https://www.facebook.com/uni.lodz/posts/3703033173055248
W sieci rywalizują ze sobą również kreatywne działy marketingu obu zespołów, które przy okazji komentowania bieżących wydarzeń starają się wbić szpilkę swojemu sąsiadowi. Tak było ostatnio choćby na Twitterze, gdzie ŁKS żartobliwie odpowiedział Widzewowi na wpis dotyczący prawdopodobnego odejścia Leo Messiego z Barcelony, akcentując przy okazji różnice w strategii budowy kadr obu łódzkich zespołów.











