Pięć bramek, rzut karny, cofnięta czerwona kartka, a wraz z tym wszystkim niesamowity doping na trybunach. Tak wyglądały pierwsze w tym roku Derby della Madonnina. Okazały się one zwycięskie dla podopiecznych Luciano Spallettiego, którego przyszłość w Mediolanie wzbudzała wśród kibiców spore kontrowersje. „Nerazzurri”, wygrywając to spotkanie, zadali kres serii spotkań bez poniesionej porażki, którą w ostatnich czasach kreował AC Milan. Drużyna z Lombardii nie przegrała bowiem od ośmiu kolejek.
Piłkarski Mediolan w swojej bogatej historii widział już naprawdę wiele. Nic więc dziwnego, że wśród kibiców zarówno Interu, jak i Milanu oczekiwało się kolejnych niesamowitych derbów między tymi dwoma zespołami. Piłkarze owe oczekiwania spełnili, sprawiając, że na Giuseppe Meazza mieliśmy okazję oglądać prawdziwy klasyk.
W trakcie trwania tych 90 minut na boisku nie brakowało emocji, a i poza nim działo się naprawdę wiele. Atmosfera panująca na trybunach wprowadzała niesamowity nastrój, który od zawsze charakteryzuje spotkania pomiędzy drużynami z Mediolanu. Na murawie iskrzyło, a w końcówce meczu czerwonej kartki ledwo uniknął Andrea Conti.
Solidny Inter, przeciętny Milan
Od samego początku lepiej prezentowała się drużyna, która dzisiejszy mecz rozgrywała ze statusem gościa. To właśnie ona już w pierwszych minutach doprowadziła do bardzo groźnej okazji, którą golem wykończył Matias Vecino. Milan po stracie bramki miał spory problem z wypracowaniem sobie dogodnej okazji, co przyczyniło się do tego, że „Rossoneri” do szatni zeszli z zerowym dorobkiem bramkowym.
Druga połowa mogła jeszcze bardziej rozwścieczyć Gennaro Gattuso, gdyż już po sześciu minutach od jej rozpoczęcia wynik podwyższył De Vrij. Dla piłkarzy Milanu był to znak, że trzeba jak najszybciej wziąć się w garść i wrócić do tego spotkania. Stało się to już w 57. minucie za sprawą gola strzelonego przez Tiemoue Bakayoko.
Gdy wydawało się, że gospodarze mogą doprowadzić do remisu, doszło do dość ciekawej sytuacji. Zawodnik Interu, wychodząc z pola karnego, został nadepnięty, po czym zaliczył upadek. Równowagę stracił również sędzia, który mógł mieć problem z racjonalną oceną tej sytuacji. Po konsultacji z systemem VAR podyktowany został rzut karny. Strzał z jedenastu metrów pewnie wykorzystał Lautaro Martinez, dla którego był to debiut w derbach Mediolanu.
Luciano Spalletti miał jasne założenia na ostatnie 20 minut spotkania – spokojnie bronić wyniku i nie doprowadzić do nerwowej końcówki. Tak się jednak nie udało, bo już 240 sekund po bramce Lautaro na listę strzelców wpisał się Mateo Musacchio. Ostatecznie pomimo bardzo ciekawej batalii Milanowi nie udało się doprowadzić do remisu. Dla „Rossonerich” była to pierwsza porażka od styczniowego meczu z Juventusem.
Pierwszy raz razem
Odkąd Krzysztof Piątek trafił na San Siro, hierarchia w zespole była jasno ustalona. To Polak miał być piłkarzem oddelegowanym przez Gattuso na boisko od samego początku, a młodszy Patrick Cutrone – jego zmiennikiem. Choć może się wydawać, że Włoch jest oczkiem w głowie trenera Milanu, to rzeczywiście w jego drużynie pełni tylko funkcję piłkarza wchodzącego z ławki.











