Spaść z ligi trzeci raz w ciągu pięciu lat? Trudno to sobie wyobrazić, prawda? Piłkarze Deportivo La Coruna uporczywie dążą do tego, aby udowodnić, że jest to jednak możliwe. Jest to tym bardziej smutne, że mamy do czynienia z klubem zasłużonym, który na przełomie wieków jako jedyny był w stanie złamać madrycko-barceloński duopol na dominację w Hiszpanii.
6 marca 2002 roku. W świadomości kibiców Realu Madryt jest to jeden z najczarniejszych dni w historii klubu. Upokorzenie „Królewskich” przez Deportivo, w finale Pucharu Króla, dokładnie w stuletnią rocznicę powstania klubu, w kulturze masowej zapamiętane jako Centenariazo. Do dzisiaj kibice Realu na samą myśl o tym spotkaniu dostają białej gorączki i zastanawiają się, jak klub z Galicji miał w ogóle czelność zepsuć madrytczykom obchody stulecia własnego klubu.
Dla historyków futbolu nie było w tym jednak nic dziwnego. Mieliśmy w końcu do czynienia z „SuperDepor”, ekipą legendarną, najlepszą w historii swojego klubu. Był to zespół, który rzucił wyzwanie Madrytowi i Barcelonie i na przemian z Valencią tworzył w tym czasie swoisty triumwirat w Hiszpanii. Za sukcesami klubu z Galicji stał wtedy Javier Irrureta, trener roku w Hiszpanii z 1998 roku – człowiek, który stał się w La Coruni prawdziwą legendą za życia.

Mistrzostwo Hiszpanii w 2000 roku, Copa Del Rey dwa lata później i półfinał Ligi Mistrzów w 2004 roku. Piłkarze pokroju Juna Carlosa Valerona, Frana, Djalminhi, Naybeta, Mauro Silvy, Makaaya i Diego Tristana. Nazwiska, które naprawdę robią wrażenie, i piłkarze, którzy swoją grą rzucili całą Europę na kolana. Na uwagę zasługuje zwłaszcza ich marsz w Lidze Mistrzów wiosną 2004 roku, kiedy to od końcowego triumfu powstrzymał ich Pierluiggi Collina i Derlei, którego karny pozbawił ekipę Irurety złudzeń i zagwarantował Porto przepustkę do finału w Gelsenkirchen. Po drodze do półfinału ofiarami zespołu z Riazor padły Juventus i Milan, a rewanżowe zwycięstwo u siebie 4:0, nad ekipą Ancelottiego, przeszło już do annałów futbolu.
Minęła już ponad dekada od tych sukcesów, a ów okres w Galicji naznaczony jest głównie pasmem klęsk, które spowodowały dwukrotną degradację klubu do Segunda Division. Szczególnie bolesny był pierwszy upadek, w 2011 roku, kiedy Deportivo po raz pierwszy od ponad 20 lat opuściło najwyższą klasę rozgrywkową w Hiszpanii, co zapoczątkowało początek kryzysu trwającego do dzisiaj.
Cofnijmy się jednak w czasie. 2005 rok. Z klubu odchodzi ojciec sukcesów Deportivo – Javier Irureta, który zdecydował się przeprowadzić do Sewilli, obejmując miejscowy Betis. Przyczyny jego rezygnacji nie były do końca znane, jednak mówi się, że piłkarze popadli w konflikt z trenerem, co w konsekwencji spowodowało, że to Irureta musiał opuścić okręt. Nikt się jeszcze wtedy nie spodziewał, że okręt ten zaczyna tonąć.











