Poranne doniesienia o rasizmie na stadionach Euro 2012 i potencjalnych „wypadkach”, do których może dojść podczas imprezy, to nie pierwsza próba podważenia pozycji Polski ze strony FIFPro. Problemy istnieją, ale rewelacje międzynarodowej federacji piłkarzy to bełkot i próby manipulacji wizerunkiem.
Sekretarz generalny Międzynarodowej Federacji Związków Zawodowych (FIFPro), Theo van Seggelen, zagrzmiał dziś o poranku w obawie o bezpieczeństwo fanów odwiedzających Polskę i Ukrainę przy okazji zbliżających się wielkimi krokami mistrzostw Europy. – Myślę, że ten turniej nie będzie zapamiętany z powodu atmosfery – jestem wręcz tego na 100% pewien – powiedział Holender w wywiadzie dla BBC. – Mamy tylko nadzieję, że fani odpowiedzialni za rasizm i przemoc w Europie Wschodniej to nie ci sami ludzie, którzy będą oglądać mecze w Polsce i na Ukrainie, ponieważ wówczas mamy poważny problem.
W lutym FIFPro opublikowała pierwszą „Czarną Księgę” problemów, z którymi muszą borykać się zawodnicy w „Europie Wschodniej”. Polsce specjalnie się w tym raporcie nie dostało, ale wrzucono nas do jednego wora z jedną czwartą świata – choć de facto w tzw. Europie Wschodniej od ponad 20 lat już nie leżymy.
Choć nigdy nie wyjaśniono, jak rozumiany jest zasięg badań federacji, FIFPro analizuje sytuację w 12 krajach, gdzie udało się zebrać informacje i opinie, od Polski po… Kazachstan, kraj środkowo-azjatycki. Patrząc na mapkę „Czarnej Księgi”, możemy więc rozróżnić przynajmniej cztery różne krainy geopolityczne: Europę Środkową, Europę Wschodnią, Bałkany i Azję Środkową. Jeżeli do tego dodamy Grecję jako kraj cywilizacyjnie i politycznie najsilniej utożsamiany z Europą Zachodnią, lista ta tylko się wydłuża.
Co więcej, czytając „Czarną Księgę” można się dowiedzieć, że rasizm i dyskryminacja wcale nie są największymi problemami, z którymi muszą zmierzyć się piłkarze.
Raport podnosi larum na temat zmuszania piłkarzy do trenowania samemu, poza pierwszym zespołem, ale możemy się tylko dowiedzieć, że w „zdecydowanej większości przypadków” miało to na celu wymuszenie na zawodniku odejście z klubu. FIFPro naturalnie broni swoich członków, ale brak wzmianki, choćby jednym słowem, o problemach dyscyplinarnych, które mogły skutkować odsunięciem od pierwszego zespołu, podważa wiarygodność całego raportu. Zamiast tego mamy propagandowy zlepek dramatycznie brzmiących statystyk, w którym tylko jedna strona mogła wyrazić swoją opinię. Ilu piłkarzy szczerze, choć nadal anonimowo, odpowiedziałoby, że musiało trenować samemu z powodu częstych spóźnień, nadwagi czy innych pozasportowych powodów? Żaden prezes klubu nie został zapytany o opinię.
Futbol jest pełen niuansów. Żaden piłkarz w Słowenii nie skarżył się na dyskryminację ze strony kibiców – doświadczali tego tylko ze strony rywali lub trenerów. Odwrotnie w Rosji, gdzie jedynym źródłem dyskryminacji (100%!) są trybuny.









