Kwestia tegorocznego mistrzostwa Anglii nie jest jeszcze rozstrzygnięta, ale przy odpowiednim układzie wyników w nadchodzącej kolejce Premiership, to twierdzenie może przestać mieć wiele wspólnego z prawdą. Zapowiada się emocjonujący angielski weekend z derbami w szczytowych partiach tabeli. Trudno prosić o więcej.
Włodarze Premier League postanowili najwidoczniej, że kibiców można od razu wrzucić na głęboką wodę i to bez rozgrzewki. Pierwsze sobotnie spotkanie, zaplanowane już na 13:45, to gorące derby Manchesteru – pojedynek, dla którego wiele sobotnich czynności porzucą nie tylko osoby bezpośrednio zainteresowane. Derby tego północnego angielskiego miasta to od lat wydarzenie wyjątkowe. W tym roku jego stawka wydaje się wyższa niż kiedykolwiek wcześniej.

Zarówno United, jak i City walczą o historyczne cele. Pierwsi, wygrywając ligę w tym sezonie, zostaliby jedynym klubem w historii Premier League, który zdołał zdobyć cztery mistrzostwa Anglii z rzędu. Drudzy walczą o – również pierwsze w swojej historii – miejsce w tabeli umożliwiające grę w Lidze Mistrzów. Taki jest też cel pompujących w klub miliony funtów właścicieli „The Citizens”, którzy w sobotę na pewno nie chcieliby zobaczyć powtórki z pierwszego meczu między tymi zespołami w Premiership z sezonu 2009/2010. We wrześniu na Old Trafford górą były bowiem „Czerwone Diabły” (wygrana 4:3), w meczu, który rozstrzygnęło dopiero trafienie Michaela Owena z 96. minuty (sześć minut wcześniej, na 3:3 wyrównał Craig Bellamy).
Jakie spotkanie zobaczymy tym razem na City of Manchester Stadium? Z jednej strony wszystko przemawia za otwartym meczem z dużą liczbą bramek, ale wstrzemięźliwość w tym względzie sugerują ostatnie ligowe mecze między tymi zespołami. Na stadionie City w trzech ostatnich potyczkach padał, odwrócony za każdym kolejnym razem w inną stronę, wynik 1:0. Teraz wypada kolej na zwycięstwo gospodarzy.
W szeregi City na to spotkanie powróci aż czterech piłkarzy: Pablo Zabaleta, Stephen Ireland, Patrick Vieira i Wayne Bridge. Czy któryś z nich od razu wskoczy do składu? Tego Roberto Mancini zdradzić nie chce. – Skład podam jak zwykle dopiero w sobotę rano – odpowiada zagadkowo Włoch. Rywale z United cieszą się natomiast z zapowiadanego powrotu do składu Wayne’a Rooneya. W ostatnich dwóch meczach, gdy najlepszy strzelec „Diabłów” nie grał, jego klub zdobył zaledwie punkt, co znacznie pogorszyło sytuację drużyny Fergusona w tabeli. Jego piłkarze nie składają jednak broni, a w przedmeczowych wywiadach powtarzają najczęściej trzy wyrażenia: „nadzieja”, „walka do końca” i „Tottenham”.
Klub z północnego Londynu jest w tej kolejce szczególnie ważny z punktu widzenia „Czerwonych Diabłów”. Po heroicznym zwycięstwie nad Arsenalem (który mógł przecież wyprzedzić United w tabeli), „Spurs” spróbują teraz powstrzymać lidera rozgrywek, londyńską Chelsea. Zadanie mają ułatwione, bo zagrają na White Hart Lane, czyli miejscu, w którym rok temu „The Blues” zagrali swój bodaj najsłabszy (przegrany) mecz w całym sezonie. W jakim więc nastroju podchodzi do tego spotkania Chelsea?










