Dzisiaj poznaliśmy przeciwników polskich drużyn w eliminacjach do Ligi Europy. Los tym razem był łaskawy dla większości naszych ekip. Tak się przynajmniej wydaje, biorąc pod uwagę, że przeciwnikiem Lecha jest klub z Łotwy. Tamtejsza liga nie należy przecież do najsilniejszych, a i sama Valmiera FC, z którym poznaniacy się spotkają, właściwie raczkuje.
Awans do europejskich pucharów dla klubu Valmiera FC jest niemałym sukcesem. To dla Łotyszy pierwsza taka okazja do zaprezentowania się na stadionach poza granicami swojego kraju. Pierwszym przystankiem będzie Poznań. Być może to właśnie przy Bułgarskiej będą musieli wysiąść, płacąc jednocześnie frycowe.
Miało ich nie być, ale są
Historia klubu z Valmiery nie jest ani bogata w sukcesy, ani specjalnie długa. Próżno szukać pucharów za zdobyte mistrzostwo Łotwy czy zwycięstwo w krajowych rozgrywkach. Miejsce zajęte na podium to i tak w przypadku tego zespołu największy sukces. Nigdy wcześniej Valmiera FC nie miała tylu powodów do radości, a awans do kwalifikacji Ligi Europy jest dość sporym wyczynem.
A niewiele brakowało, by zamiast gry na stadionach poza granicami Łotwy klub ścierał się ligę niżej. Założony w 1996 roku zespół nie należał do potentatów. Był swego rodzaju kopciuszkiem, na którym można było zdobyć sobie ważne punkty i przy okazji nastrzelać kilka bramek.
Najgorzej było w 2018 roku. Wtedy też jako najsłabsza drużyna w Virslidze uniknęła cudem spadku. Mimo zajętego ostatniego miejsca obyło się bez degradacji, ponieważ ligę rozszerzono o jeden dodatkowy zespół. Plan ten okazał się dla klubu zbawienny i od następnego sezonu rozpoczęła się droga ku górze.
Ta nie miałaby miejsca, gdyby nie tajemniczy inwestor ze Szwajcarii, który nie szczędził grosza i postanowił zbudować ciekawą drużynę bijącą się o coś więcej aniżeli o honor w lidze. Historia poniekąd może przypominać tę z Krakowa, gdy w Wiśle pojawił się Vanna Ly. W odróżnieniu jednak od „Białej Gwiazdy” w Valmierze akurat się udało.
– Pojawił się tajemniczy inwestor pragnący zachować anonimowość. Nie do końca wiadomo, kim on jest. Ponoć jest ze Szwajcarii, ale równie dobrze może być to bajeczka dla zaspokojenia ciekawości dziennikarzy. Tak czy owak możliwości finansowe klubu się zwiększyły. Pojawili się nowi piłkarze, trener i za tym poszły wyniki – opowiedział ekspert od ligi łotewskiej, Rafał Kobza.











