„Od kołyski aż po grób jedno miasto, jeden klub”. Tak brzmi fragment jednej z najbardziej znanych przyśpiewek, które usłyszymy na stadionie Legii Warszawa. Jej słowa, choć dotyczą wspomnianego klubu, równie dobrze można przenieść na piłkarzy. Zawodników, którzy od kołyski aż po grób reprezentowali barwy zespołu ze swojego ukochanego miasta. W historii futbolu znajdziemy wielu światowej sławy kopaczy. Jednym z nich niewątpliwie był David Albelda, który dla hiszpańskiej Valencii CF miał szczególne miejsce w swoim sercu.
Z początkiem XXI wieku Valencia CF należała do czołowych drużyn Primera Division. Jakby nie patrzeć, od chwili utworzenia ligi „Nietoperze” często były stawiane wśród tych, którzy mogą przerwać hegemonię Realu i Barcelony. Dopiero od 2000 roku przez najbliższe lata o zespole z Mestalla zrobiło się naprawdę głośno na skalę światową. W tym okresie przez klub przewinęło się wielu piłkarzy, którzy wytrwale pracowali na jego chwałę. Nie starczyłoby palców u rąk i nóg, żeby wymienić nazwiska wszystkich. Lecz tylko jeden z nich jest najbardziej utytułowanym zawodnikiem w historii Valencii.
Urodzony w Walencji
David Albelda Aliques przyszedł na świat 1 września 1977 roku w Pobla Llarga, gminie Walencji. Choć od dziecka fascynował się rowerami, to jednak piłka całkowicie zdominowała jego życie. Pierwsze kroki stawiał w UD Alzira, by w 1995 roku stanąć u bram piłkarskiej świątyni miasta – stadionu Mestalla.
Swoimi występami w rezerwach zespołu podkreślił niezwykłe umiejętności, które wróżyły mu świetlaną przyszłość. Szybko przesunięto go do pierwszej drużyny. Aczkolwiek nie było mu jeszcze dane reprezentować biało-czarnych barw. Aby móc szlifować swój talent, w następnym sezonie został wypożyczony do Villarrealu. Po tym okresie powrócił, lecz kolejne rozgrywki nie były już dla niego tak szczęśliwe. Udało mu się zadebiutować dla Valencii, ale po pięciu ligowych spotkaniach kontuzja oraz brak nici porozumienia pomiędzy graczem a ówczesnym szkoleniowcem „Nietoperzy” naznaczyły resztę sezonu.
W związku z tym, by odbudować swoją formę, zdecydował się ponownie na wypożyczenie do Villarrealu. Dokonany przez niego wybór przyniósł wymierne efekty, bo po świetnej grze powrócił na Estadio Mestalla silniejszy i przede wszystkim z wiarą w swoje możliwości. Od 1999 roku do końca swojej kariery David Albelda pisał już własną historię na kartach klubu z Walencji.
Złoty okres
Nikt by się nie spodziewał tego, że z początkiem XXI wieku Albelda wraz z Valencią stanie do batalii z wielkimi piłkarskimi potęgami jak równy z równym. Nie tylko namieszał na krajowym podwórku, ale w głównej mierze pokrzyżował plany wielu faworytom w walce o prestiżową Ligę Mistrzów.
Za kadencji Hectora Cupera Albelda mógł dwukrotnie triumfować dotarcie do finału Champions League. Niestety obydwa mecze zakończone porażką. W 2000 roku musiał przyjąć gorzką lekcję pokory i uznać wyższość Realu Madryt, który wygrał to spotkanie aż 3:0. Rok później ciemiężcą „Nietoperzy” okazał się Bayern Monachium. Tym razem Hiszpanie, zebrawszy doświadczenie z ubiegłego sezonu, postawili się „Bawarczykom”. Lecz koniec końców szczęście uśmiechnęło się do niemieckich piłkarzy, którzy pewnie wykorzystywali serię rzutów karnych.













