Stal Mielec rozstała się z trenerem Dariuszem Skrzypczakiem. 10 meczów wystarczyło, by nie dać szkoleniowcowi kolejnej szansy… czy to dobra decyzja? Okaże się, ale nadrzędnym celem jest utrzymanie klubu w ekstraklasie, a to czasem wymaga poświęceń. Życie.
102 dni – tyle Dariusz Skrzypczak piastował stanowisko pierwszego szkoleniowca mieleckiej Stali. Dwa zwycięstwa, dwa remisy, sześć porażek i 0,8 punktu na mecz to bilans drużyny pod jego wodzą, ale to nie wszystko. W grze zespołu dostrzec można było zalążki lepszej gry i kto wie, jakby ta historia mogła się zakończyć, gdyby postanowiono dać trenerowi więcej czasu. Czasu jednak nie ma zbyt wiele i dlatego zdecydowano o rozstaniu.
Nikt w zarządzie klubu zatrudniając Skrzypczaka, nie mógł myśleć o tym, że beniaminek stanie się nagle ekstraklasowym hegemonem odsyłającym konkurentów z kwitkiem. Trener miał za zadanie poukładać i zbudować drużynę z materiału, jakim dysponował, a więc średniego, chociaż z jakimiś perspektywami. Jeszcze nie tak dawno sam zainteresowany w rozmowie dla „Łączy nas Piłka” mówił tak: – Mam wprowadzać do zespołu seniorów dużo młodzieży, ale przede wszystkim chcę, by cała drużyna czyniła postępy. Oczywiście muszą iść za tym wyniki, a Stal pragnie się zadomowić w ekstraklasie. Za działaniami trenera nie poszły wyniki i jego czas pracy na Podkarpaciu dobiegł końca.
– Powrót Stali do ekstraklasy trwał zbyt długo, by dalej udawać, że nic się nie stało. Klub nie ma silnych fundamentów, by spokojnie patrzeć w przyszłość i kalkulować nawet spadek do 1. ligi, bo to może okazać się definitywnym końcem i powrotem do rozgrywek podkarpackiej 4. ligi. Trzeba reagować. Zmiana trenera była potrzebna, bo niezbędny stał się impuls do rozwoju drużyny. Pion sportowy jest natomiast tak silny, jak mocny jest klubowy budżet.
Stal możliwości wydatków ma skromne. Pytanie, czy jest plan, by to zmienić. Owszem, powróciła pandemia, trybuny są puste, ale na przykład ostatnia w tabeli 1. ligi Sandecja pochwaliła się akurat teraz nowym sponsorem. Zimą problemy transferowe tylko będą się piętrzyć. Co zrobić z zawodnikami, którzy zawiedli? Jak sfinansować nowe transfery? Już teraz trzeba szukać kolejnych wzmocnień? Za co? – mówi nam Przemysław Cynkier, redaktor naczelny i prezes zarządu „Hej Mielec”.











