Vanitas vanitatum et omnia vanitas. Cytat pochodzący z księgi Koheleta idealnie opisuje sytuację i moment, w którym znalazła się reprezentacja Polski. Poczucie spełnionego zadania z pewnością będzie towarzyszyło Michałowi Probierzowi, jednak czy kibice są zadowoleni? Z pewnością nie! Jakby problemów było mało, kadra zaczyna funkcjonować w rzeczywistości bez Roberta Lewandowskiego. Jeżeli dołożymy do tego niedawne kontrowersje z nim związane, to wyjdzie nam z tego prawdziwa melodramatyczna historia, która nie może przyćmić jego wielkich osiągnięć w reprezentacji Polski.
Nas, ludzi, należy oceniać tylko po tym, jak dajemy sobie radę z problemami, a nie po tym, jakie to są problemy – „Sztuka życia według stoików”, Piotr Stankiewicz.
Zapewne znacie pojęcie „syzyfowej pracy”, zaczerpnięte z mitu o Syzyfie. Symbolizuje ono wysiłek, który mimo ogromnego zaangażowania, pozostaje bezowocny. Syzyf bez końca wtacza na górę ciężki głaz – zadanie, którego nie jest w stanie ukończyć. Choć pełen determinacji i wiary w sukces, zawsze ponosi porażkę, powtarzając w nieskończoność ten sam cykl daremnych prób. Wieki później Albert Einstein trafnie podsumował tę postawę słowami: Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać innych rezultatów.
Jeżeli weźmiemy pod uwagę te słowa, jak i przytoczoną historię Syzyfa, to można dojść do wniosku, że reprezentacja po prostu sobie nie radzi. Jest dalej tak samo apatyczna, denna i wręcz zero-jedynkowa. Człowiek, który usiadł wczoraj przed telewizorem, aby obejrzeć mecz polskiej kadry, mógł mieć poczucie ciągłego rozgoryczenia tym meczem. Podobnie jak Syzyf, tylko że on przynajmniej się starał. Poza świetnym w tym meczu Jakubem Moderem, na którym musi być budowana kadra, wciąż nieśmiertelnym Grosickim i zrywami Zalewskiego, nie było niczego, czym można było się zachwycać. Można jeszcze wyróżnić Skrzypczaka, który mimo debiutu wyglądał, jakby grał w tej kadrze już jakiś czas. Nie było w tym meczu składu ani ładu, bądź jakiegoś punktu zaczepienia.
Czy reprezentacja Polski zaczyna odczepiać się od Lewandowskiego?
Wiele można zarzucić Robertowi. Można go nie lubić bądź lubić. Nie trzeba się z nim we wszystkim zgadzać, jednak należy przyznać jedno: reprezentacja Polski była, jest i będzie uzależniona od „Lewego”, póki ten będzie wciąż aktywnym piłkarzem. Ja sam należę do tych osób, które z pasją i zachwytem patrzyły na karierę Polaka. Od momentu, gdy Polska kadra odpadła z EURO 2016, można było odnieść wrażenie, że reprezentacja zmierza w kierunku całkowitego monocentryzmu, opierając grę w głównej mierze na indywidualnych umiejętnościach Lewandowskiego. Nie mówię, że miało to miejsce zaraz po tym turnieju. Sytuacja ta w głównej mierze nasiliła się podczas objęcia batuty przez Jerzego Brzęczka, który kierował się hasłem: wynik ponad styl. Według mnie takie rozumowanie jest dobre, jeśli tylko nie popadamy ze skrajności w skrajność. Tak na marginesie dodam tylko, że poprzeczka postawiona przez Adama Nawałkę była na tyle wysoko, że wyniki Brzęczka nie były wcale takie złe.













