Sytuacja naszej reprezentacji mocno skomplikowała się po poniedziałkowej porażce ze Słowacją. Dodatkowo w drugiej kolejce Szwedzi pokonali Słowaków, co jeszcze bardziej utrudnia naszą drogę do 1/8 finału. Jeśli chcemy zachować szansę na awans z grupy, musimy postawić się reprezentacji Hiszpanii, i to na jej terenie. Żeby tego dokonać, będziemy potrzebować naszych liderów w najwyższej formie. Wojciech Szczęsny musi zagrać jak za najlepszych czasów.
(Nie)Szczęsny na Euro
Nie da się ukryć, że turniej Euro i polski bramkarz to duet przepowiadający katastrofę. Wojciech Szczęsny bierze udział w trzecich mistrzostwach Europy w swojej karierze, w których do tej pory rozegrał tylko trzy mecze. Każdy turniej rozpoczynał jako pierwszy bramkarz i kończył zmagania już na meczu otwarcia, a bohaterami zostawali jego zmiennicy.
Zaczęło się od inauguracji Euro 2012 na wypełnionym po brzegi Stadionie Narodowym w Warszawie. Polacy prowadzili z grającą w dziesiątkę reprezentacją Grecji po trafieniu Roberta Lewandowskiego i dążyli do zwycięstwa. Na początku drugiej połowy Wojciech Szczęsny zaliczył nieudane wyjście z bramki, nie przechwycił dośrodkowanej piłki, która wcześniej odbiła się od obrońców. Dimitris Salpingidis doprowadził do wyrównania, trafiając do pustej bramki. Najgorsze miało miejsce kilkanaście minut później. Szczęsny sfaulował przeciwnika w polu karnym, a arbiter Carlos Velasco Carballo podyktował „jedenastkę” i wyrzucił go z boiska. Między słupkami stanął Przemysław Tytoń i został bohaterem „Biało-czerwonych”, broniąc rzut karny i ratując remis.
Cztery lata później na mistrzostwach we Francji Wojciech ponownie został pierwszym bramkarzem. Tym razem jego postawie na boisku nie można wiele zarzucić, ale szczęścia znów mu zabrakło. Szczęsny rozegrał całe spotkanie i zachował czyste konto w meczu z Irlandią Północną, Nabawił się jednak kontuzji mięśnia czworogłowego uda i musiał ustąpić miejsca Łukaszowi Fabiańskiemu, który znakomicie wywiązał się ze swoich obowiązków i grał w pierwszym składzie aż do ćwierćfinału.
Miało być lepiej…
Do trzech razy sztuka! Kolejne mistrzostwa Europy, w których tym razem miała napisać się inna historia. Paulo Sousa podobnie jak jego poprzednicy uczynił Wojciecha Szczęsnego pierwszym bramkarzem reprezentacji. Piłkarz Juventusu nie miał za sobą udanego sezonu, lecz na zgrupowaniu tryskał dobrym humorem. W meczu otwarcia ze Słowacją Wojciech Szczęsny jednak znów zawiódł kibiców, tak jak pozostali liderzy reprezentacji. Choć nie wszyscy się z tym zgadzają, to nie da się ukryć, że Szczęsny mógł inaczej zareagować po strzale Roberta Maka. Gdyby podjął próbę obrony nogami, prawdopodobnie powstrzymałby piłkę zmierzającą w słupek. Niestety, skończyło się na samobójczym trafieniu i stracie pierwszego gola. Bramkarz Juventusu nie pierwszy raz za kadencji Sousy zlekceważył asekurację bliższego słupka, gdyż tak straciliśmy też gola w meczu z Węgrami.











