Gdy w ostatnich spotkaniach na lewej stronie defensywy w Lechu Poznań pojawiał się Alan Czerwiński, wielu to dziwiło. Polak był też krytykowany za złą postawę przy niektórych straconych golach. Dopominano się, aby do wyjściowego składu powrócił Pedro Rebocho. Portugalczyka mogliśmy zobaczyć w rywalizacji z Zagłębiem Lubin. Niestety nie zaprezentował się w nim najlepiej, delikatnie mówiąc. Zadaliśmy też parę pytań dotyczących meczu Lecha z Zagłębiem Wojciechowi Bąkowiczowi, dziennikarzowi Goal.pl.
Jako że w czwartek Lech Poznań zmierzy się w rewanżowym starciu z Bodo Glimt w ramach 1/16 finału Ligi Konferencji Europy, mecz z Zagłębiem Lubin musiał przynieść kilka roszad w składzie, aby najważniejsi zawodnicy mogli odpocząć. Z tego też powodu na murawie pojawił się Pedro Rebocho. Choć jakiś czas temu pełnił w ekipie mistrzów Polski ważną funkcję, w ostatnim czasie był rezerwowym. Portugalczyk jednak nie będzie wyjątkowo dobrze pamiętać tego niedzielnego popołudnia. Zagrał słabo.
To dlatego grał Czerwiński
Pedro Rebocho z pozoru zaprezentował się całkiem solidnie. Niby żadnych poważnych błędów nie było, coś w ataku pograł, a jak włączymy sobie, dajmy na to, Flashscore’a, statystyki miał ciekawe. Jednak w naszej opinii, a także wielu innych, bo te są mocno podzielone, Pedro Rebocho zagrał słabo.
Przy kontrataku Zagłębia, który jak dobrze wiemy, zakończył się bramką, Rebocho niby był na swoim miejscu i w miarę sprawnie wrócił do defensywy. To jednak on najpierw nie przeciął podania i dał się wyprzedzić, a następnie nie zablokował piłki zagranej do Bohara, który zanotował asystę przy golu Kurminowskiego. Przy drugiej bramce akurat do Portugalczyka pretensji mieć nie można.
Pedro Rebocho zawsze kojarzył nam się z zawodnikiem, który lubi brać udział w akcjach ofensywnych. Tego też oczekują od niego kibice w Poznaniu. Natomiast w starciu z Zagłębiem niewiele było groźnych sytuacji z jego udziałem. Na początku spotkania wziął udział w paru atakach. W drugiej połowie pierwsza, w miarę groźna sytuacja z jego udziałem miała miejsce w 83. minucie. Jeśli będziemy szukać go wzrokiem w atakach poznaniaków, często go nie znajdziemy, bo był tak daleko, że nie łapał go obiektyw kamery. Dlatego Lech po wejściu Joela Pereiry grał zdecydowaną większość akcji prawą stroną boiska. Wtedy coś z nich wynikało.
Nawet nieuznana bramka na 2:2. Spójrzmy na to tak: twoja drużyna przegrywa jednym golem na własnym stadionie, jest końcówka meczu, a ty ostatnio nie grałeś i powinieneś się pokazać z dobrej strony. Do tego uchodzisz za zawodnika, który angażuje się w ataki, a w polu karnym są nawet dwaj środkowi obrońcy, z czego jeden z nich asystuje. Co robisz? Stoisz niedaleko linii środkowej boiska.











