Afrykańska Konfederacja Piłkarska (CAF) po zakończonym turnieju PNA wysyła kary na lewo i prawo. Niespodziewanie w absurdalnej sytuacji znajduje się Tunezja, która aby grać w kolejnych edycjach turnieju, musi… wysłać przeprosiny. Gorzej sprawa wygląda z Maroko. Pierwotny gospodarz dopiero zakończonych mistrzostw będzie musiał się mocno napocić, aby w ciągu najbliższych lat wystąpić na dużej imprezie piłkarskiej.
Maroko głośno zaczęło myśleć o wycofaniu się z organizacji PNA w drugiej połowie ubiegłego roku. Wszystko przez szalejącą w Afryce ebolę. Władze państwa informowały, iż nie będą w stanie zbadać stanu zdrowia każdego przyjeżdżającego do kraju kibica, czemu trudno się dziwić. Oznaczało to tym samym większe prawdopodobieństwo zagrożenia zabójczym wirusem, o którym głośno było przede wszystkim za sprawą przeniesienia go do Europy. Ostatecznie marokańska federacja piłkarska nie wysłała w odpowiednim czasie potwierdzenia o zamiarze organizacji imprezy do CAF. Państwo znad Oceanu Atlantyckiego początkowo apelowało o przeniesienie PNA na inny termin, pomysł ten jednak odrzucono.
– Decyzja podyktowana jest względami zdrowotnymi. Zagrożenie wirusem ebola jest wysokie. Istnieje duże ryzyko jego rozprzestrzeniania – oświadczyło wtedy Ministerstwo Sportu Maroka.
Funkcję gospodarza turnieju przejęła niespodziewanie Gwinea Równikowa, choć gotowość do organizacji wyraził również m.in. Egipt. To była szansa na rehabilitację drużyny narodowej, która wykluczona z turnieju została podczas eliminacji. W drugiej rundzie kwalifikacji kadra przyszłych gospodarzy PNA walczyła z reprezentacją Mauretanii, z którą co prawda wygrała w dwumeczu 3:1, w drużynie jednak występował nieuprawniony do tego zawodnik, Kameruńczyk Thierry Fidieu. Federacja Gwinei nie zdołała udowodnić powiązań napastnika ze swoim krajem, CAF zadecydowało więc o wykluczeniu afrykańskiej ekipy z turnieju. Po przyznaniu małemu państwu z centralnej Afryki praw do organizacji pucharu, trzeba było mu też jednak zagwarantować miejsce w fazie grupowej.
https://twitter.com/jakubjedras/status/563752634658848768
O karach dla Maroka mówiło się już od dłuższego czasu. W styczniu doszło do spotkania prezydenta CAF Issy Hayatou oraz szefa marokańskiej federacji piłkarskiej, Faouziego Lakjaa. Zawarto porozumienie, a sankcje miały być tylko finansowe. Jak się okazało, obietnica nie została dotrzymana.
Wbrew porozumieniu kara nie jest jedynie pieniężna. CAF oświadczyło o wykluczeniu Maroka z dwóch najbliższych PNA. Ponadto państwo ma wypłacić milion dolarów kary oraz 8,05 mln euro odszkodowań dla samej organizacji i jej partnerów. Maroko nie zgadza się z nałożonymi sankcjami i nazywa je „szkodliwymi oraz łamiącymi zasady”.
Czy jest tu jakaś nadzieja? Owszem, jest. W 2010 roku Togo szczęśliwie odwołało się od decyzji CAF, która wykluczała kraj z kolejnych dwóch turniejów PNA po tym, jak reprezentacja państwa odmówiła gry w Angoli w związku z groźnymi atakami na autokar drużyny. Jeśli żadne odwołania nie pomogą, co jest bardzo możliwe wobec rządzącego w CAF od 1988 roku Issy Hayatou, marokańska federacja piłkarska będzie musiała zdecydować się na inny wariant – dołączenie do europejskiej federacji. W UEFA są już m.in.: Azerbejdżan, Turcja, Armenia czy Izrael.










