– Po odejściu Sebastiana rozpoczyna się w Śląsku nowe rozdanie – tymi słowami trener Tadeusz Pawłowski zapowiada nową epokę w klubie z Dolnego Śląska. Zimowe przygotowania klubu upłynęły pod znakiem odejścia Sebastiana Mili do Lechii. Wiosną okaże się, ile tak naprawdę znaczył on dla Śląska Wrocław.
Od dłuższego czasu mówiono o tym, że Lechia Gdańsk jest zdeterminowana, aby pozyskać Sebastiana Milę. Zawodnik sam nigdy nie krył przywiązania do gdańskiego klubu. Stąd też już jakiś czas temu było niemal pewne, że na wiosnę Mila występować będzie w Gdańsku. Po trwających trudnych negocjacjach wreszcie udało się dopiąć transfer. Były kapitan Śląska wrócił w swoje rodzinne strony. Na transferze zyskał z pewnością sam Mila, który chciał mieszkać bliżej rodziców. Dla Śląska jest to niebywałe osłabienie. Mimo że Mila nie był już kapitanem zespołu, to wciąż znaczył bardzo wiele w klubowej hierarchii. Warto wspomnieć, że przez siedem sezonów gry na Dolnym Śląsku Mila rozegrał 178 spotkań w ekstraklasie, w których zdobył 33 bramki oraz zaliczył 70 asyst. Był też głównym architektem mistrzostwa Polski, jakie zdobył Śląsk w 2012 roku.
„Zobaczycie, w jakiej formie za miesiąc będzie Grajciar”
Pewne jest, że Śląsk będzie musiał nauczyć się, jak żyć bez Mili. Można powiedzieć, że wrocławianie byli uzależnieni od niego. Nawet jeśli nie był w optymalnej dyspozycji, mogli liczyć na jedno niekonwencjonalne zagranie, które tworzyło dla zespołu okazję bramkową. Dzisiaj piękny dla obu stron związek dobiegł końca. Mila przywdziewać będzie barwy Lechii Gdańsk, Śląsk zaś nie może żyć cały czas przeszłością. Teraz inni zawodnicy będą decydować o sile zespołu.
Trener Tadeusz Pawłowski ściągnął do klubu zawodnika, który namaszczony został na następcę Mili. Jest nim 31-letni Słowak – Peter Grajciar. Zawodnik trafił na Dolny Śląsk niejako z polecenia Mariusza Pawełka, z którym zna się ze wspólnej gry w Turcji. Sam Tadeusz Pawłowski o Słowaku mówi, że jest bardzo utalentowanym zawodnikiem. W swoim CV wpisane ma choćby takie kluby, jak: Slavia Praga, Sparta Praga, Konyaspor czy Dinamo Tbilisi. Do Śląska trafił na zasadzie wolnego transferu z drużyny drugiej ligi czeskiej – FC Graffin Vlasim.
Sporym problemem Śląska może być fakt, że ostatni raz tak naprawdę grał on w piłkę dwa lata temu. Od tamtego momentu zmagał się z kontuzją, a później próbował odbudować się w Czechach, ale raczej to było rekreacyjne kopanie niż zawodowstwo. Grajciar stawił się we Wrocławiu już na początku grudnia. Trenował indywidualnie. Trener Pawłowski zdaje sobie sprawę z tego, w jakim stanie jest Słowak, i oszczędzał go podczas meczów sparingowych. Peter Grajciar grał we wszystkich czterech spotkaniach, ale w każdym tylko 45 minut.










