16 lutego 2020. To dzień, gdy Cracovia, pokonując Lecha Poznań, po raz ostatni sięgnęła po trzy punkty w meczu ligowym. Później nadeszła nagła zapaść. O ile porażki z Piastem i Legią można wytłumaczyć klasą oponentów, o tyle kolejne z Wisłą Kraków, Górnikiem, a po powrocie z epidemii z Jagiellonią, są dla Cracovii dużym problemem. Złego wrażenia nie zaciera wygrana w Pucharze Polski po mękach z GKS-em Tychy. Co spowodowało, że maszyna Probierza przestała działać w najmniej odpowiednim momencie?
Michałowi Probierzowi trudno zarzucić brak warsztatu trenerskiego. Przejął Cracovię, zastępując na tym stanowisku Jacka Zielińskiego, który ledwo utrzymał klub z Krakowa w ekstraklasie. Otrzymał gigantyczny kredyt zaufania od profesora Janusza Filipiaka. Właściciel klubu przymknął oko na nieudane początki Probierza i postanowił działać zgodnie z jego wizją. Pomysłem popularnego polskiego trenera było ustawienie drużyny defensywnie, nastawienie jej na kontrę i stałe fragmenty gry oraz regularne stawianie na wychowanków.
Potem rzeczywistość zweryfikowała część założeń Probierza, który był zmuszony odstawić wizję odważnego wprowadzania młodych do składu. Jednak zdołał ułożyć swój zespół. Z roku na rok dostawał coraz ciekawszych zawodników pasujących do jego wyobrażeń o futbolu. Często zmiany w składzie okupował kiepskimi początkami sezonów, ale koniec końców zawsze stawiał na swoim. Dzięki swoim wysiłkom wprowadził Cracovię do europejskich pucharów, a obecnie razem ze swoją drużyną okupuje trzecie miejsce w tabeli. Należy oddać mu szacunek, bo zrobił naprawdę dużo.
Skarb kibica ekstraklasy – Cracovia Kraków
Z jakiegoś powodu nie potrafi ostatnio więcej wykrzesać ze swojego zespołu. 31 maja przegrał piąty mecz ligowy z rzędu, kiedy to rywalem była, nie oszukujmy się, zupełnie przeciętna Jagiellonia. Czy ta kiepska seria jest zwiastunem kolejnego poważniejszego kryzysu?
Brak planu B
Cracovia słynie ze swojej defensywy – dotychczas straciła w lidze tylko 26 bramek. Często pozwala przeciwnikom rozgrywać piłkę, a potem ich bezlitośnie punktuje. Jednakże styl, który Cracovia wypracowała sobie na przestrzeni kilku lat, może teraz okazać się zmorą Probierza. Jego drużyna ma problemy z atakiem pozycyjnym. Kiedy podczas meczu z Jagiellonią Mystkowski strzelił bramkę w 88. minucie, przerażał brak pomysłu. Widać było wyraźne różnice w ustawieniu pomiędzy poszczególnymi graczami.
Atakowani przez ofensorów Jagiellonii obrońcy Cracovii nie mieli możliwości zagrania piłki po ziemi, bo ich koledzy z ataku i pomocy byli w większości daleko na połowie przeciwnika. Drużyna z Krakowa nie była w stanie dostosować się do panujących warunków, jedynym pomysłem była popularna w Polsce „dzida”, w tym przypadku do skrzydłowych.
To trochę boli. Ten brak elastyczności. Drużyny na topie, choćby Atletico prowadzone przez Diego Simeone, mimo swojego niejednokrotnie topornego stylu są w stanie przetrzymać piłkę, trochę nią pograć. Być może to jest właśnie bolączka Probierza. Że nie potrafi nastawić swoich piłkarzy na chwilowe przetrzymanie futbolówki. Skoro już nauczył swoich piłkarzy ustawiania się w defensywie i przy stałych fragmentach, wyjścia z pressingiem, to może teraz czas na szkolenie w wyprowadzaniu piłki od bramki?











