Jednym z najciekawszych spotkań szóstej kolejki I ligi był pojedynek dwójki spadkowiczów z T-Mobile Ekstraklasy, Cracovii i Łódzkiego Klubu Sportowego. Czy mecz zawiódł kibiców? Zdecydowanie nie! Po bardzo szybkim pojedynku ostatecznie lepsi okazali się gospodarze.
Początek meczu to akcje z jednej i drugiej strony, jednak to Cracovia stała się drużyną dominującą, co udokumentowała już w 9. minucie spotkania, kiedy Sławomir Szeliga otrzymał piłkę na skraju pola karnego i bardzo ładnym strzałem wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. „Craxa” niesiona zdobyciem prowadzenia konstruowała kolejne groźne akcje, jednak defensywa łodzian dobrze sobie z nimi radziła. W 16. minucie pojedynku Marek Chojnacki został zmuszony do przeprowadzenia pierwszej zmiany. Kontuzjowanego Jacka Kuklisa zmienił Michał Żółtowski.

Cracovia nie ustępowała. W doskonałych sytuacjach znaleźli się Dudzic i Zejder, ale ich uderzenia przeleciały nad poprzeczką bramki strzeżonej przez Bogusława Wyparło. Ofensywa zespołu nie ustawała, przez co goście z Łodzi groźną akcję stworzyli dopiero po pół godzinie gry. Poradzili sobie z nią jednak obrońcy „Pasów”. W 37. minucie meczu podopieczni Wojciecha Stawowego dopięli swego i podwyższyli na 2:0. Po ładnej kontrze futbolówkę w siatce umieścił Edgar Bernhardt.
Chwilę później mógł być już nokaut, ale w ostatniej chwili jeden z obrońców ŁKS-u poradził sobie z Dudzicem. Łodzianie przebudzili się dopiero przed gwizdkiem obwieszczającym koniec pierwszych trzech kwadransów. W 44. minucie ekipa przyjezdnych zmontowała jedną z nielicznych akcji i od razu zdobyła gola. Konrad Kaczmarek przelobował główką Pilarza. Nie minęło 120 sekund i przekonaliśmy się, że futbol, nawet ten na poziomie pierwszej ligi, może być nieobliczalny. ŁKS w pierwszej połowie był drużyną zdecydowanie gorszą od swojego przeciwnika, a dwubramkową stratę odrobił w zaledwie trzy minuty. W doliczonym czasie pierwszej połowy wyrównał Kaczmarek, znowu strzałem z głowy.

Druga część gry była jeszcze lepsza od pierwszej. Niemal od razu po gwizdku arbitra Sławomir Szeliga oddał groźny strzał, po którym piłka jednak przeleciała nad bramką. W 55. minucie Artur Golański znalazł się w stuprocentowej sytuacji. Młody piłkarz na dziewiątym metrze stał nieatakowany, ale po jego uderzeniu futbolówka zatrzymała się jedynie na bocznej siatce. Z kolei 60 sekund później na prowadzenie mogła wyjść Cracovia. Dudzic uderzył mocno i zabrakło mu bardzo mało do zdobycia gola. Piłka odbiła się od poprzeczki. Kibice nie musieli długo czekać na kolejną akcję. Strzał Żytki został zablokowany. Co się odwlecze to nie uciecze. Po rogu piłka została wybita z „szesnastki”, jednak po chwili do niej wróciła. Oko w oko stanęli Szeliga z Wyparło i to właśnie kapitan „Craxy” wyszedł górą z tego pojedynku.











