Świetny mecz oglądali ci, którzy niedzielny wieczór postanowili spędzić na Vicente Calderon. 120 minut emocji i trzy czerwone kartki – tak w skrócie można podsumować tegoroczny finał Copa del Rey. Górą, po raz 28. w historii, drużyna FC Barcelona, która w ostatecznym rozrachunku okazała się lepsza od świeżo upieczonego zwycięzcy Ligi Europy – Sevilli – pokonując Andaluzyjczyków 2:0.
Unai Emery nie zwykł dokonywać większych rotacji między meczami i tak również było tym razem. W porównaniu ze środowym finałem Ligi Europy na boisku zameldowało się tylko dwóch nowych zawodników – Sergio Rico na bramce i Vicente Iborra w miejsce N’Zonziego. Z kolei Luis Enrique również niespecjalnie zaskoczył jedenastką. Jak to zwykle bywa w meczach pucharowych, między słupkami pojawił się Marc-Andre ter Stegen.
Tematem numer jeden wśród polskich mediów był jednak uraz, którego przed meczem doznał Grzegorz Krychowiak. Polak narzekał na bóle mięśniowe i wybiegł dzisiaj na murawę na silnych środkach przeciwbólowych.
https://twitter.com/cwiakala/status/734460216046178304
Od ataków spotkanie rozpoczęła ekipa z Andaluzji. Niezwykle aktywny już od początku był Kevin Gameiro i niewiele zabrakło, żeby po jego indywidualnej akcji w 4. minucie piłka znalazła drogę do bramki. Widać było wzajemny szacunek, jakim darzyły się obie drużyny, przez pierwsze kilkanaście minut oglądaliśmy bowiem przytomne rozgrywanie piłki w środku pola, ze sporadycznymi przerwami na niegroźne strzały.
Akcje obu drużyn zdecydowanie zbyt często kończyły się w odległości 25-30 metrów od bramki. Dosyć powiedzieć, że po pół godzinie gry najważniejszym wydarzeniem wartym odnotowania był niecelny strzał z dystansu Daniego Alvesa. Barcelona w swoim stylu raz po raz liczyła na wejście z piłką do bramki, ale podania Messiego i Iniesty były skutecznie neutralizowane przez defensywę „Sevillistas”.
Od 37. minuty „Duma Katalonii” przyjęła mocny cios na klatę w postaci czerwonej kartki dla Javiera Mascherano, Argentyńczyk zatrzymywał nieprzepisowo wychodzącego na czystą pozycję Kevina Gameiro i pan Carlos Del Cerro Grande nie miał innego wyjścia, jak pokazać czerwień defensorowi Barcelony. Chwilę później strzał z rzutu wolnego Evera Banegii w akrobatyczny sposób obronił ter Stegen.











