Przez wielu nazywany największym odkryciem tego sezonu. Jeden z najmłodszych zawodników w kadrze Adama Nawałki. Piłkarz, którym interesują się największe kluby na świecie. Oczywiście mowa tu o Bartoszu Kapustce. Czy zawodnik w tak młodym wieku powinien „dać się ponieść fali” i przejść do wielkiego klubu? Czy potencjalny transfer będzie ogromnym krokiem w jego rozwoju czy błędem, który zaważy na jego karierze?
Borussia Dortmund, Juventus Turyn i AS Roma. Wszystkie te kluby są zainteresowane młodym pomocnikiem. Gra w tak wyśmienitych drużynach to niewątpliwie prestiż dla każdego zawodnika. Występy obok najlepszych graczy na świecie i regularna gra europejskich pucharach, niezwykle wielka konkurencja o grę w pierwszym zespole. W związku z tym nasuwa się oczywiste pytanie: czy piłkarz w tak młodym wieku nie przepadnie i nie zostanie stłamszony przez gwiazdy zainteresowanych klubów?

Historia zna wiele przypadków zawodników, którzy przechodząc z już bardzo dobrego zespołu i prezentując niezwykle wysoki poziom umiejętności, gubili się w najlepszych drużynach. Shinji Kagawa w Manchesterze United czy Andre Schuerrle w Chelsea kompletnie nie poradzili sobie w nowych – lepszych zespołach. Obawa, że Kapustka może sobie nie poradzić w zagranicznych ligach jest zatem uzasadniona.
Jednak wcale nie musi tak być. Wielu polskim zawodnikom, którzy rozpoczęli grę w potężnych ligach, podołało oczekiwaniom i stawianym im wymaganiom. Zagraniczny transfer był milowym krokiem w ich prężnie rozwijającej się karierze. Wśród nich można wymienić przede wszystkim obecnych reprezentantów. Wojtek Szczęsny, Grzegorz Krychowiak, Arkadiusz Milik oraz oczywiście Robert Lewandowski.
Porównania z napastnikiem Bayernu Monachium są nieuniknione. Największy talent ostatnich lat i obecnie najznakomitszy polski zawodnik. Podobnie jak Kapustka obecnie, przebojem zdobywał boiska Ekstraklasy. W Lechu Poznań grał wyśmienicie, podobnie jak wychowanek Tarnovi Tarnów w Cracovii. Transfer do Borussii Dortmund był prawdopodobnie najlepszą decyzją w jego karierze.

Lewy trafił do zespołu, w którym trener – Juergen Klopp – nie bał stawiać się na młodych, obiecujących piłkarzy. Początki nie były łatwe. Mimo goli i asyst polski zawodnik nie mógł przebić się do pierwszego składu i wciąż wracał na ławkę rezerwowych. Wiara we własne możliwości i walka na boisku skutkowała jednak tym, że Lewandowski wkrótce okazał się lepszy od gwiazdy Borussii Lucasa Barriosa.












