Kolumbijski napastnik Radamel Falcao znowu jest na ustach wszystkich. Gracz Atletico Madryt w miniony weekend zdobył 5 (słownie: pięć) goli w wygranym 6:0 meczu z Deportivo La Coruna. Kolejny świetny występ „El Tigre” rodzi kolejną porcję pytań, z tym najważniejszym na czele – gdzie reprezentant Kolumbii będzie grał w przyszłym sezonie?
Przeczesując kadry czołowych europejskich klubów, trudno dostrzec napastnika podobnego do Falcao. Ten człowiek jest po prostu wyjątkowy. Jest chyba jednym z ostatnich kompletnych napastników. Wspomniany pojedynek z Deportivo pokazał to aż za dobrze. Falcao strzelił pięć goli i każdy w znaczący sposób się od siebie różnił. Pierwsze trafienie to wykorzystanie prostopadłego podania i pokonanie bramkarza z ostrego kąta w sytuacji sam na sam. Niby nic. Drugie trafienie to już jednak potężny strzał z woleja sprzed pola karnego – takich goli naprawdę nie strzela się każdego dnia. Hat-trick został skompletowany uderzeniem z jedenastu metrów – ta sztuka również nie jest Falcao obca. Gol numer cztery był golem najprostszym, bo zdobytym z najbliższej odległości po odbitej od bramkarza piłce. Ktoś jednak dobić tę piłkę musiał i tym kimś był rzecz jasna „El Tigre”. Finałowe trafienie Kolumbijczyka to już pokaz tego, co jest w nim bodaj najmocniejsze – siły. Radamel przedarł się przez zasieki obronne, wygrał walkę o pozycję, oddał strzał i zapisał się w historii hiszpańskiego futbolu.

O ile rzadko zgadzam się ze stwierdzeniami Leszka Orłowskiego ze stacji Canal+, dla której komentuje on spotkania ligi hiszpańskiej, o tyle teraz muszę jego słowom przyklasnąć. Otóż redaktor „Piłki Nożnej” słusznie uważa, że najlepszego Falcao dopiero będziemy oglądać. To oczywiste, że prędzej czy później Kolumbijczyk musi zmienić barwy klubowe. Jeśli taki piłkarz zdobywa tyle goli, mając u swojego boku Ardę Turana, „Koke” czy Adriana, to aż strach pomyśleć, co byłoby, gdyby podania posyłali mu Mesut Oezil, Cristiano Ronaldo czy Angel Di Maria. To właśnie w kontekście transferu do Realu Madryt mówi się o osobie Falcao najwięcej – przynajmniej w ostatnich dniach. Hiszpański dziennik „Marca” pisał nawet o tym, że sam napastnik Atletico mówił kolegom z szatni, że zostaje na Vicente Calderon tylko do końca tego roku, a później przenosi się do białej części Madrytu. Ile w tym prawdy? Nie wiadomo. W każdej plotce jest jednak ziarnko prawdy, a przecież nikogo taki ruch transferowy szczególnie by nie zdziwił. „Królewscy” poszukują trzeciego klasowego napastnika nie od dzisiaj, a nieprędko może się trafić taka perełka jak Falcao. Pytanie tylko, czy rywalizacja między nim, Benzemą a Higuainem byłaby zdrowa. Temu ostatniemu zdarzało się już przecież narzekać na brak regularnych występów, kiedy o miejsce walczył jedynie z Benzemą. Co byłoby, gdyby na Bernabeu biegał jeszcze Falcao? Niewykluczone, że „El Pipita” zacząłby mówić o odejściu.











