Ćwierćfinały Ligi Mistrzów to już nie są przelewki. Na placu boju pozostało osiem najlepszych drużyn. Zdarzają się co prawda zespoły mniej lub bardziej faworyzowane, ale na tym etapie wszystko może się wydarzyć. Borussia Dortmund należy właśnie do grona ekip, które nie są stawiane w roli faworytów. Wszystko dlatego, że ich przeciwnik – Manchester City, jest przez wielu wskazywany jako obecnie najlepsza drużyna na świecie.
Borussia, jak już wcześniej wspomniano, była wskazywana przed tym spotkaniem jako drużyna słabsza. Ich forma była bardzo niestabilna, co pokazywała ostatnia porażka na krajowym podwórku w meczu z Eintrachtem Frankfurt. Ponadto we wcześniej fazie wyeliminowali oni Sevillę, która na chwilę obecną znacznie odstaje klasą od dzisiejszego rywala „Żółto-czarnych”.
Inaczej sytuacja wyglądała w przypadku Manchesteru City. Ekipa Guardioli jest uznawana przez większość kibiców za głównego faworyta do wygrania Ligi Mistrzów. W rodzimej lidze również spisują się fantastycznie, ponieważ mają 14 punktów przewagi nad drugim zespołem.
Ten dwumecz miał zatem swojego jednogłośnego faworyta, a był nim oczywiście zespół „The Citizens”. Jednak kibice z Dortmundu liczyli na to, że ich ukochany klub nie złoży broni w walce o awans. Samo spotkanie zapowiadało się więc obiecująco.
Manchester City i poczwórna korona?
To, że Manchester City jest jednym z najprężniej rozwijających się klubów we współczesnym futbolu, wiadomo nie od dziś. „Obywatele” regularnie triumfują w Premier League, stawiają na młodych zawodników oraz posiadają prawdopodobnie najlepszego trenera na świecie. W tym sezonie staną jednak przed pierwszą w historii szansą na pewien niesamowity wyczyn.
Mowa oczywiście o poczwórnej koronie. Zdobyciu wszystkich trofeów zarówno na krajowym, jak i europejskim gruncie. W skład tego osiągnięcia wchodzą oczywiście zwycięstwo w Premier League, FA Cup, EFL Cup oraz upragnionej Lidze Mistrzów. Żaden z angielskich klubów nie dokonał tego wcześniej, a Manchester City stanie w tym roku przed nieprawdopodobną szansą, by to osiągnąć.
„Obywatele” mają już bowiem raczej zapewniony triumf w rodzimej lidze. Znajdują się w finale Pucharu Ligi Angielskiej oraz jeszcze przed przerwą reprezentacyjną zameldowali się w finałowej czwórce FA Cup. Do realizacji tego celu potrzebny jest jeszcze rzecz jasna triumf w Champions League. A to właśnie Borussia Dortmund miała przeciwstawić się City i przeszkodzić w marszu po wygraną w tych jakże prestiżowych rozgrywkach.
Pep „Rotacja” Guardiola
Tak właśnie powinien być nazywany trener Manchesteru City. W tym sezonie praktycznie co spotkanie prezentuje nam inną jedenastkę, a nie inaczej było w starciu z BVB.
Hiszpan poczynił aż pięć zmian względem ostatniego meczu z Leicester City. Na ławce usiedli między innymi Fernandinho, Gabriel Jesus czy Sergio Aguero, natomiast w ich miejsce wskoczyli chociażby Bernardo Silva, Phil Foden oraz Ilkay Guendogan. City zagrało więc bez typowej „dziewiątki”, ale do tego Pep Guardiola już raczej przyzwyczaił kibiców „Obywateli”.










