Latem do LOTTO Ekstraklasy trafił król strzelców ligi norweskiej z 2016 roku. Lech ściągnął do Poznania napastnik, który miał być gwarantem jakości pod bramką rywala. Powoli sezon dobiega końca, dlatego można zacząć oceniać sprowadzonego w letnim okienku piłkarza. Czy Christian Gytkjaer, bo o nim mowa, spełnił pokładane w nim nadzieję? Czy okazał się strzałem w dziesiątkę? A może oczekiwano od niego zupełnie czegoś innego?
Początek sezonu
Duńczyk w zespole Nenada Bjelicy zadebiutował 13 lipca ubiegłego roku w kwalifikacjach do Ligi Europy. Pierwszy mecz w nowym zespole i już musiał mierzyć się z drużyną, w której kiedyś występował – FK Haugesund. Swój debiut w lidze zaliczył już trzy dni później w starciu przeciwko Sandecji.
Na premierowego gola w barwach „Kolejorza” czekał do trzeciej kolejki i do meczu z Piastem Gliwice. Chociaż Christian Gytkjaer na boisku pojawił się dopiero w 67. minucie, to i tak strzelił dwa gole.
Po kilku dniach od zdobycia dubletu zrobił to ponownie. Tym razem strzelił dwie bramki w kwalifikacjach do Ligi Europy z FC Ultrecht. To jednak nic nie dało. Lech Poznań zremisował na własnym stadionie z piątą drużyną ligi holenderskiej 2:2 i marzenia o grze w europejskich rozgrywkach musiał przełożyć na następny sezon.
Odpadnięcie z walki o LE nie zatrzymało jednak Duńczyka. Christian Gytkjaer dalej strzelał. Tym razem jego ofiarą padła Cracovia. W tym spotkaniu również nie zagrał od pierwszej minuty. Swój pierwszy mecz w podstawowej jedenastce rozegrał dopiero w następnej kolejce, przeciwko Zagłębiu Lubin. Napastnikowi Lecha nie udało się zdobyć gola i tym samym skończył serię trzech z rzędu meczów ze strzeloną bramką.
Na właściwe tory wrócił już w następnym meczu. Jego zespół udał się do Niecieczy, aby zagrać z Bruk-Bet Termalicą. Duńczyk ponownie wybiegł od pierwszej minuty i w 44. minucie trafił do bramki rywala. Wszytko ładnie, pięknie, ale po tym spotkaniu coś się zacięło. Christian Gytkjaer przestał strzelać.
Powrót na właściwą drogę
Mijał mecz za meczem, minuta za minutą, a napastnik, który w 11 pierwszych spotkaniach zdobył sześć goli, dalej nie znalazł pomysłu na przełamanie. Duńczyk w wielu występach był po prostu bezbarwny, nie dochodził do sytuacji podbramkowych, a gdy już nawet miał okazję to raził swoją nieskutecznością.
Napastnikiem jestem już ponad dziesięć lat i wiem, jakie są oczekiwania kibiców. To jednak normalne, że po serii kilku dobrych meczów przychodzą takie, w których się nie zdobywa bramek. W trakcie kariery miałem już takie momenty i przezwyciężałem je. Gole w końcu przyjdą. Christian Gytkjaer
Po 371 minutach (bez czasu doliczonego) Christian Gytkjaer w końcu się przełamał. W 13. ligowej kolejce Duńczyk pokonał bramkarza Lechii Gdańsk. Co było później? Później grał w kratkę. Miał okazję, ale ich nie wykorzystywał.
W spotkaniu kończącym rundę jesienną Christian Gytkjaer zdobył hattricka. Po raz ostatni trzy razy do bramki rywala trafił jeszcze za czasów gry w Norwegii (6 sierpnia 2016). Trzy gole strzelone zespołowi z Niecieczy ponownie zapoczątkowały miniserię bez zdobytej bramki. Tym razem trwała ona 231 minut, ale jak już się przełamał, to na dobre.










