Chelsea rozgrywki 2022/2023 zaczęła od wyjazdowej potyczki z Evertonem, Evertonem mającym ogromne problemy. „The Blues” byli przed tym spotkaniem wyraźnymi faworytami i odnieśli zwycięstwo 1:0 po bramce Jorginho z rzutu karnego. Pomimo trzech punktów Chelsea nie wyglądała tak, jak powinna wglądać. Zmiany na lepsze przyniósł jednak mecz z Tottenhamem. Ekipa Thomasa Tuchela powinna wzmocnić się na jeszcze kilku pozycjach.
Chelsea po dwóch meczach ma na swoim koncie cztery punkty – trzy za starcie z Evertonem i jeden za mecz z rywalami zza miedzy. Chelsea jednak zagrała dużo lepiej w meczu z Tottenhamem niż w wygranym starciu z „The Toffees„.
Start mógłby być lepszy
Chelsea, choć z Evertonem wygrała, nie zaprezentowała się dobrze. Co oczywiste, londyńczycy byli w tym meczu stroną przeważającą, ale nie umieli przekuć posiadania piłki w konstruowanie okazji. Mieli spory problem z przedostaniem się w pole karne Evertonu. Owszem, drużyna niemieckiego szkoleniowca oddawała strzały na bramkę, ale często nie były one zbyt groźne dla Jordana Pickforda.
Przede wszystkim w tym spotkaniu brakowało przeszywających piłek, zagrań, które mogłyby namieszać w obronie gospodarzy. A w wyjściowej jedenastce był chociażby Jorginho czy Mason Mount. Zwłaszcza Anglik nie zaprezentował się w tym meczu porządnie. Czasami pojawiały się w tym spotkaniu takie piłki, ale było ich zbyt mało.
Chelsea liczyła, że Tottenham wyjdzie na spotkanie z nią z wyżej ustawionym blokiem obronnym, co umożliwiłoby jej takie zagrania. Z takiego stanu rzeczy niewątpliwie byłby zadowolony Raheem Sterling, który świetnie się spisuje, gdy dostaje możliwość pościgania się z rywalami.
Transfery wyglądają dobrze
Kalidou Koulibaly, Raheem Sterling, Marc Cucurella, Carney Chukwuemeka. Tak na razie prezentują się transfery Chelsea, które są dokonywane z myślą o pierwszym zespole. Oprócz tego jest parę ruchów przyszłościowych, ale wróćmy już do tematu. Tak więc trzech pierwszych graczy zadebiutowało już z Evertonem i zaprezentowali się bardzo dobrze. W dobry sposób pokazali się również z Tottenhamem.
Kalidou Koulibaly dał się poznać w tych starciach jako szef defensywy londyńczyków, obrona „The Blues” zapewne nie będzie już drżała pod nieobcność Thiago Silvy. Wygrywał masę pojedynków, a i starcia powietrzne nie są dla niego czarną magią. Senegalczyk w spotkaniu z Evertonem zrobił na „piątkę” praktycznie wszystko, co mógł. Szkoda, że złoty medalista ostatniego Pucharu Narodów Afryki trafił do Anglii, mając już 31 lat. Chociaż patrząc na Thiago Silvę, może mieć przed sobą jeszcze wiele lat gry.











