Przerwa zimowa za nami, więc na boiska wraca I liga. Zaplecze polskiej ekstraklasy już w pierwszej kolejce dało nam możliwość obejrzenia meczu rewelacyjengo beniaminka z Płocka z liderem, Górnikiem Łęczna. Spotkanie było brzydkie, ale trzy punkty pojadą do województwa lubelskiego.
Powrót I ligi do Płocka od pierwszej minuty nie był dość udany. Niecałe 120 sekund po gwizdku sędziego piłkarze gospodarzy sfaulowali łęcznian niedaleko własnego pola karnego. Dośrodkowanie jednego z zawodników Górnika spadło na głowę Macieja Szmatiuka, a ten nie zmarnował okazji i otworzył wynik spotkania. Mało brakowało, a po chwili byłoby 2:0. W polu karnym starli się ze sobą Kiełpin i Zwoliński. Zdaniem Adama Lyczmańskiego to ten drugi faulował rywala i sędzia nie podyktował „jedenastki”.

Od początku widzieliśmy mnóstwo błędów z obu stron. Przy niezbyt licznej publiczności gospodarze mieli jednak chrapkę na zgarnięcie punktów. „Nafciarze” z minuty na minutę się rozkręcali. Piłkarze Wisły Płock zaczęli grać coraz pewniej, a przyjezdni musieli ich zatrzymywać poprzez nieprzepisowe zagrania. W 21. minucie meczu mało brakowało, a oglądalibyśmy jedną z piękniejszych bramek tego weekendu. Po błędzie Sergiusza Prusaka dośrodkowanie Filipa Burkhardta wykorzystać mógł Piotr Wlazło, który przewrotką mógł trafić do siatki gości.
Groźnie było 10 minut przed końcem regulaminowego czasu gry pierwszej połowy. Paweł Magdoń dość spokojnie wracał za toczącą się w stronę bramki futbolówką. Zza jego pleców nagle wyrósł Nowak, który jednak za mocno wypuścił sobie piłkę i jego dośrodkowanie do Zwolińskiego było już niedokładne. W ostatniej chwili piłkę wybili obrońcy, jednak było groźne. W 40. minucie meczu na trybunach pojawili się kibice Górnika Łęczna. Chwilę po tym od razu przyjezdni zaczęli się prezentować dużo lepiej. Do dośrodkowania z prawej flanki boiska doszedł Sebastian Szałachowski, który dobiegał do przepuszczonej przez kolegę futbolówki. Atakując ją, trafił na nogę przeciwnika. Sytuacja wyglądała na niebezpieczną, jednak na szczęście nikomu nic się nie stało.
Godny zauważenia jest fakt, że kibice „Nafciarzy” wciąż pamiętają o swoich byłych zawodnikach. Fani drużyny między swoimi flagami wywiesili również transparent z napisem „Marek Jakóbczak – wracaj do zdrowia”. Były gracz Petrochemii ma raka i w tej chwili prowadzi swój mecz o życie.












