Villarreal pokonał Valencię 4:2 w najciekawszym spotkaniu pierwszych, środowych meczów rewanżowych Pucharu Króla, mimo iż do przerwy przegrywał 0:2. Mecz był świetnym widowiskiem, jednak w drugiej połowie grał już tylko jeden zespół. W innych spotkaniach Mallorca ponownie przegrała z Almerią 3:4, a drugoligowy Betis dość niespodziewanie wyeliminował z rozgrywek pierwszoligowe Getafe.
Villarreal – Valencia
Spotkanie tych dwóch drużyn z Comunidad Valenciana miało być hitem środowych spotkań i zdecydowanie na takie miano zasłużyło. Po bezbramkowym remisie na Estadio Mestalla ten mecz miał dać odpowiedź na pytanie, która z drużyn jest lepsza w tej części wschodniego wybrzeża Hiszpanii.

Mecz zdecydowanie różnił się od bardzo przeciętnego widowiska, jakie mogliśmy oglądać w pierwszym spotkaniu tych drużyn. Pojedynek nie zawiódł tych, którzy od pierwszych minut oczekiwali dużej liczby akcji ofensywnych, kombinacyjnych zagrań i co najważniejsze – dużej liczby goli. Mecz zdecydowanie lepiej rozpoczęli goście – w piątej minucie po sporym błędzie młodego golkipera gości, strzał Banegi z lewej strony pola karnego znalazł drogę do siatki i to „Nietoperze” mogli cieszyć się z prowadzenia w tym spotkaniu. Valencia podwyższyła przewagę już w 23. minucie – fantastyczne, kilkudziesięciometrowe podanie od Maduro trafiło idealnie na nogę, wbiegającego z dwoma obrońcami na plecach, Roberto Soldado, który opanował piłkę w powietrzu i zanim ta zdążyła dotknąć ziemi, oddał mocny strzał, który znalazł drogę do siatki tuż przy krótkim słupku. Cały manewr trwał ułamek sekundy i dowiódł dużego wyszkolenia technicznego napastnika „Los Che”.
Valencia, ze zrozumiałych powodów, od tej pory nie forsowała tempa, wiedząc, że nie może wypuścić z rąk dwubramkowego prowadzenia na takim gorącym gruncie, jakim jest El Madrigal. W pierwszej połowie „Żółta Łódź Podwodna” nie miała czym ugryźć świetnie dysponowanego rywala. Do przerwy Villarreal przegrywał z Valencią 0:2 i chyba nikt nie uwierzyłby w wysokie zwycięstwo gospodarzy w tym spotkaniu. Jednak to, co wydarzyło się w pierwszych minutach drugiej połowy, śmiało można opisać w jeden sposób – mentalnie gracze Valencii nie wyszli na drugą połowę.
Villarreal zdobył kontaktowego gola już w pierwszej akcji po wznowieniu gry, a szczęśliwym strzelcem był Cazorla, który wykorzystał świetne podanie od Rossiego i z metra wpakował piłkę do siatki, jednak był to tylko początek koszmaru dla „Nietoperzy”. Dwie minuty później na tablicy wyników pojawił się już remis – po pociągnięciu za koszulkę Marco Rubena przez Stankeviciusa, ten pierwszy nieco teatralnie upadł, a sędzia nie miał wątpliwości, dyktując rzut karny. „Jedenastkę” pewnie wykonał Rossi i już tylko lepszym bilansem bramek strzelonych na wyjeździe Valencia nadal kwalifikowała się do kolejnej rundy.












