Emocje po Gran Derbi już powoli opadają, dlatego najwyższy czas zwrócić swój wzrok na drugi stadion w Madrycie. Tam, na Vicente Calderon, w czwartkowy wieczór rozegrany zostanie drugi półfinał Pucharu Hiszpanii.
Na pierwszy rzut oka wydaje się, że faworyt tego meczu jest jasny i wyraźny. Gospodarze idą jak burza w obecnym sezonie ligowym i jako jedyna drużyna jako tako próbują nawiązać walkę z Barceloną. Efektem tej bardzo dobrej gry jest druga lokata, którą podopieczni Diego Simeone zajmują po 21 rozegranych kolejkach. Poza tym grę na własnym stadionie opanowali do perfekcji. Jedenaście rozegranych spotkań ligowych, jedenaście zwycięstw. Bilans bramkowy też nie byle jaki: 32 gole strzelone, zaledwie sześć straconych. Takim wynikiem nie może się pochwalić żadna drużyna występująca w Primera Divison. Teraz przed nimi spotkanie pucharowe, a te rozgrywki lubią rządzić się swoimi prawami.
Trzeba przyznać, że „Los Rojiblancos” mieli sporo szczęścia podczas losowania drabinki i bardzo długo udawało im się unikać wymagających rywali. Z tego względu bez najmniejszych problemów awansowali do półfinału, w którym wcale nie czeka na nich przeciwnik nie do ogrania. Wręcz przeciwnie. Dawno nie zdarzyło im się, aby z kimś z dwójki Real – Barcelona mogli się zmierzyć dopiero w wielkim finale. Najpierw trzeba jednak jeszcze wyeliminować kolejną przeszkodę.
Sevilla co prawda wiele zyskała po przyjściu nowego trenera, choć trzeba przyznać, że mecz z Atletico Madryt będzie pierwszym prawdziwym testem dla Unaia Emery’ego. Trudno oceniać przecież jego wpływ na drużynę po meczach z Realem Saragossa czy Granadą. Tym bardziej że oba pojedynki były rozgrywane w Andaluzji. Trzeba jednak pamiętać, że Puchar Króla to ostatnia deska ratunku na uratowanie tego nie najlepszego sezonu. Chyba że piłkarze z Sewilli nie poprzestaną na takiej grze także w lidze i uda się im odrobić stratę do czołówki.
Bez wątpienia ten pierwszy mecz odpowie nam na wiele pytań. Dowiemy się, czy wysoka porażka z Athletikiem Bilbao w ostatnim meczu ligowym była tylko wypadkiem przy pracy czy może zawodników ze stolicy Hiszpanii zaczyna dopadać jakiś kryzys, w najgorszym dla nich momencie. Dowiemy się też, na ile prawdziwa jest przemiana zespołu gości po przyjściu nowego trenera.
Jednego, czego możemy być pewni, to wielkie widowisko i mnóstwo bramek. A resztę niech rozstrzygną piłkarze na boisku.










