Barcelona tylko bezbramkowo zremisowała z Athletikiem Bilbao w pierwszym meczu 1/8 Pucharu Króla. Mecz przebiegał pod dyktando gospodarzy, jednak nie pomogło nawet wejście w drugiej połowie Messiego i Villi. W innym spotkaniu drugoligowa Cordoba niespodziewanie zremisowała z Deportivo 1:1.
Barcelona – Athletic
Los sprawił, że już w 1/8 Pucharu Króla doszło do spotkania zespołów, które śmiało można by wytypować do zobaczenia w finale tych rozgrywek, tak jak miało to miejsce w 2009 roku, kiedy lepsza na Estadio Mestalla okazała się ekipa z Katalonii. Pomimo iż trener Josep Guardiola bardzo poważnie traktuje także te rozgrywki, w spotkaniu z Baskami dał odpocząć swoim dwóm asom: Messiemu i Villi, na boisku nie pojawili się także Puyol i tradycyjnie Victor Valdes. „Duma Katalonii” dysponuje jednak tak wyśmienitymi zmiennikami, że pomimo braku tych zawodników i tak była zdecydowanym faworytem spotkania na Camp Nou. W drużynie Athletiku zabrakło przede wszystkim najlepszego strzelca drużyny – Fernando Llorente.
W lekko przemeblowanym składzie „Blaugrana” nie przypominała już tej maszyny, która kolejno zmiata w rozgrywkach kolejnych rywali – pomimo iż w środku pola wyróżniali się Xavi z często wracającym się Iniestą (grającym na nietypowej dla niego roli lewego… napastnika), gospodarze nie zdominowali tego spotkania. Pomimo kilku spektakularnych zagrań piętą czy też z klepki w wykonaniu podopiecznych Guardioli, Athletic nie ograniczał się tylko do obrony, jednak widoczny był brak Llorente – wysokie piłki, które zwykł wykorzystywać ten wysoki napastnik, tym razem padały łupem obrońców.
Pierwszą groźną sytuację stworzył sobie Bojan w 7. minucie, ale jego strzał z 20 metrów zdołał złapać Iraizoz. Bardzo groźny był dwojący się w ofensywie Iniesta, który raz po raz oddawał strzały na bramkę Baska – najgroźniejszy oddał w 25. minucie i tylko dzięki świetnej interwencji Iraizoza, który czubkami palców sparował strzał nad poprzeczkę, nie padł pierwszy gol w tym spotkaniu.
Rozpieszczani przez swoich pupili kibice zebrani na Camp Nou nie pamiętali zapewne, kiedy ostatnio musieli czekać tak długo na pierwszego gola. Poważny błąd obrony w 32. minucie mógł poskutkować nawet tym, że to gospodarze musieliby gonić wynik – w polu bramkowym pogubił się naciskany przez Martineza Pique, ale napastnik gości nie zdołał dosięgnąć piłki i skierować jej do siatki. Niespodziewanie, w trzecim kwadransie pierwszej połowy Barcelona została na kilka minut niemal zamknięta we własnym polu karnym, a kolejne dośrodkowania do wysokich Basków z rzutów rożnych stwarzały poważne zagrożenie pod bramką Pinto. Tuż przed przerwą swoją szansę mieli jednak gospodarze, po dwójkowej akcji Iniesty z Pedro ten ostatni zagrał wzdłuż linii końcowej, ale Bojan nie zorientował się w zamiarach kolegi i nie doszedł do zagrywanej do niego piłki.
Pierwsza połowa upłynęła na wyrównanej grze obydwu drużyn, ze wskazaniem na gospodarzy. Kibice nie mogli doczekać się wejścia na boisko swojego ulubieńca i nieraz skandowali „Messi, Messi”, licząc że przełamie on strzelecką niemoc swoich kolegów. W 52. minucie doskonałą sytuację na pierwszego gola miał Xavi, ale po dośrodkowaniu Daniego Alvesa nie zdołał po ekwilibrystycznym strzale pokonać Iraizoza. W 54. minucie na boisku w miejsce Kaity pojawił się Messi i Iniesta mógł wrócić na swoją nominalną pozycję pomocnika, natomiast kilka minut później w miejsce Bojana na placu gry zameldował się także Villa. Wejście tej dwójki ożywiło bardzo poczynania Katalończyków, jednak nadal zawodziła skuteczność, coraz głośniej także dało się słyszeć gwizdy z trybun. Akcje Barcelony znowu zaczęły przypominać te, do których zdążyli się przyzwyczaić kibice, ale świetnie w obronie zachowywali się obrońcy. Athletic nie miał już argumentów, żeby konstruować akcje ofensywne i ograniczył się do obrony korzystnego wyniku – wyglądało to tak, jakby Barcelona nie chciała wygrać, a Baskowie nie chcieli przegrać.










