Barcelona zremisowała wczoraj na Camp Nou z Realem Madryt 2:2. Zespół ze stolicy Hiszpanii zdobył jeszcze jedną bramkę, tylko że według sędziego padła ona nieprawidłowo i gola nie zaliczył. Bramkarz Realu, Iker Casillas, przyznał, że po meczu obraził sędziego.
Sędzia Fernando Teixeira był najsłabszym elementem wczorajszego widowiska, co raz podejmując dziwne i niezrozumiałe decyzje. Pod koniec pierwszej połowy z boiska wylecieć powinien Lass Diarra, ale arbiter, tylko z sobie znanych powodów, zdecydował się nie pokazywać Francuzowi kolejnego żółtego kartonika. W drugiej części spotkania Sergio Ramos zdobył gola po strzale głową, ale koło niego wywalił się Dani Alves i sędzia stwierdził, że Hiszpan faulował przeciwnika, przez co nie uznał trafienia. Na kilka minut przed końcem spotkania hiszpański defensor zobaczył czerwoną kartkę, co według piłkarzy Realu także było niesprawiedliwe. Po meczu pełno było pretensji i niedomówień, a nerwy puściły nawet tak spokojnemu zawodnikowi jak Iker Casillas.
– No to teraz możesz iść i świętować awans razem z Barceloną – takimi słowami pożegnał się z arbitrem kapitan „Królewskich”.
– To był moment. Byłem zdenerwowany, puściły mi nerwy i powiedziałem to, co powiedziałem. Ale to dlatego, że czułem się bezsilny wobec decyzji, które podejmował Teixeira. W pierwszej połowie dostałem nawet żółtą kartkę za to, że chciałem rozdzielić kłócących się zawodników – przyznał golkiper w rozmowie z dziennikiem „Marca”. – Madryt może być jednak dumny ze swojego zespołu, naprawdę. Teraz pozostały nam już dwa puchary do zdobycia.










