Każdy z nich był wielką nadzieją angielskiego futbolu. W młodym wieku znaleźli się na szczycie, wygrywając liczne trofea. Świetnie zapowiadające się kariery Andy’ego Carrolla, Daniela Sturridge’a i Danny’ego Welbecka zniweczyły jednak kolejne kontuzje. Zamiast świętować następne triumfy, przez urazy znaleźli się na marginesie angielskiego futbolu. Obecnie szukają nowych pracodawców, by uratować to, co ze świetnie zapowiadających się karier jeszcze pozostało.
Prawie dekadę temu brytyjskie media ogłosiły Andy’ego Carrolla, Daniela Sturridge’a oraz Danny’ego Welbecka wielkimi nadziejami angielskiego futbolu. Nie bez przyczyny, gdyż każdy z napastników dysponował olbrzymim potencjałem. Tym bardziej, że w kolejnych latach zdobywali trofea, udowadniając, iż mogą wspiąć się na szczyt. Mało kto podejrzewał, że mogą także spaść z tak wielkim hukiem.
Andy Carroll – napastnik, który nie strzela(ł)
Po niezwykle udanej pierwszej części sezonu 2010/2011, w której Andy Carroll imponował skutecznością, parol na Anglika zagiął Liverpool. Wielkim orędownikiem pozyskania gracza Newcastle United był menedżer klubu z Anfield Road, sir Kenny Dalglish. Zawodnik „The Magpies” miał być świetnym uzupełnieniem Luisa Suareza, tworząc duet snajperów, który wypełni lukę po Fernando Torresie. Zbliżający się koniec styczniowego okna transferowego sprawił, że „The Reds”, by pozyskać Andy’ego Carrolla, byli zmuszeni sporo przepłacić. Nikt jednak nie spodziewał się, że suma transakcji wyniesie 35 milionów funtów. Kwota transferu wywołała na Wyspach niedowierzanie. Szczególnie że angielski napastnik na Anfield Road trafił, borykając się z kontuzją uda.
Problemy zdrowotne zawodnika sprawiły, że do końca sezonu zdobył zaledwie dwie bramki dla Liverpoolu. Po każdym nieudanym występie Anglika brytyjskie media przypominały o wysokiej kwocie transferu, powątpiewając w sens transakcji. Rosły snajper miał spore problemy z odnalezieniem się w zespole Liverpoolu. Raził nieskutecznością, lecz wiary w zawodnika nie tracił sir Kenny Dalglish. Szkocki menedżer uparcie stawiał na piłkarza, co przyniosło połowiczne efekty w kolejnym sezonie. Wysoka dyspozycja Andy’ego Carrolla pomogła Liverpoolowi triumfować w rozgrywkach Pucharu Ligi. „The Reds” byli również blisko triumfu w krajowym pucharze. W Premier League angielski napastnik jednak zawodził, zdobywając zaledwie cztery bramki. Brak kwalifikacji Liverpoolu do Ligi Mistrzów spowodował zwolnienie sir Kenny’ego Dalglisha. Nowy szkoleniowiec klubu z Merseyside, Brendan Rodgers, już na początku zapowiedział, że nie widzi miejsca w swojej koncepcji dla rosłego snajpera. Zawodnik niechętnie skorzystał więc z oferty wypożyczenia do West Ham United.
„Młotem” w karierę
W zespole „The Hammers” Andy Carroll miał udowodnić wielki potencjał. Tym bardziej że styl gry londyńczyków oparty na dośrodkowaniach w pole karne bardzo odpowiadał rosłemu zawodnikowi. Kariera napastnika na Upton Park była jednak całkowicie zdominowana przez kolejne kontuzje. Urazy kostki, pachwiny i powracające problemy z kolanem sprawiły, że Anglik z czasem stał się jedynie drogim w utrzymaniu dodatkiem dla West Ham United. Wysoka pensja oraz niekończące się problemy zdrowotne spowodowały, że po zakończeniu minionego sezonu władze „The Hammers” poinformowały o nieprzedłużeniu umowy z rosłym napastnikiem.











