Fajerwerków nie było. Powiem więcej, hit zawiódł (kolejny), chociaż w sumie mogliśmy się tego spodziewać. Spotkania Atletico z Valencią nigdy nie podrywały z foteli i przypominały raczej piłkarskie szachy. Jedynym, który postanowił się wyrwać z tego marazmu, był Yannick Carrasco rozgrywający najlepsze jak do tej pory spotkanie w barwach „Rojiblancos”.
Początek był spokojny i obie drużyny raczej badały się wzajemnie, nie podejmując zbędnego ryzyka. Tak wyglądało pierwsze 30 minut, które od czasu do czasu urozmaicał nam Rodrigo szalejący po prawej stronie boiska. Niestety, Brazylijczyk z hiszpańskim paszportem doznał kontuzji i został zmieniony przez Paco Alcacera, a Valencia… stanęła. Najpierw tragiczny błąd środkowych obrońców wykorzystał Jackson Martinez. Chwilę później znowu miał okazję na podwyższenie wyniku, ale Jaume Domenech wybił piłkę na rzut rożny. Po jego rozegraniu strzał główką Godina ponownie fantastyczną interwencją powstrzymał hiszpański bramkarz.
Potem rozpoczęło się „Carrasco show”. Najpierw sam rozmontował obronę Valencii, plasowanym strzałem pokonując Domenecha. A później? Dryblingi, sztuczki, efektowne zagrania i inne fajerwerki, które serwował nam młody Belg, pojawiały się z naprawdę dużą częstotliwością. Świetnie współpracował z Filipe Luisem, tworząc znakomity duet, który raz po raz straszył obronę „Nietoperzy”.
https://twitter.com/FootyLiveVines/status/658375463849631744
W drugiej połowie Atletico kontrolowało spotkanie aż do rzutu karnego, którego w sumie część arbitrów by nie odgwizdała. Godin sfaulował Mustafiego, a „jedenastkę” pewnie wykonał Paco Alcacer. Do końca meczu Valencia trochę przycisnęła, ale i tak brakowało jej argumentów. Andre Gomes nie był tak kreatywny jak zawsze, a Parejo z Perezem przegrywali walkę o środek pola z Gabim. Ostatecznie podopieczni Diego Simeone dowieźli zwycięstwo do końca i nie ma wątpliwości, że było ono zasłużone.
Atletico potwierdziło dobrą formę i zawirowania z początku sezonu wydaje się mieć za sobą. Co innego Valencia. Tu sytuacja pogarsza się z dnia na dzień, a Nuno już od dwóch spotkań ma nieoficjalnie ultimatum, które w każdym momencie może zamienić się w zwolnienie. Czas najwyższy, aby „Nietoperze” złapały regularność znaną z zeszłego sezonu. Jeżeli nic się nie zmieni, przyszłoroczne puchary obejrzą raczej w telewizji…










