Sobotni remis z Valencią przekreślił szanse Realu na zdobycie mistrzostwa Hiszpanii. W styczniu „Królewscy” pożegnali się z Pucharem Króla. Jedynym realnym trofeum, które mogą zdobyć piłkarze Carlo Ancelottiego, została Liga Mistrzów, a i tu nawarzyli sobie trochę piwa. Znowu podnoszą się głosy na temat zwolnienia Włocha. Ale zwolnienie Carletto będzie najgorszą rzeczą, jaką Florentino Perez może zrobić.
Paradoksalnie ten sezon można uznać za dobry. Nie był wyśmienity ani też przeciętny, ale właśnie dobry. W przekroju całej temporady, jeśli weźmiemy pod uwagę wszystkie kontuzje i problemy, z drużyną nie było źle. Tym bardziej że do wygrania została jeszcze Champions League, a tam „Los Blancos” stają się innym, lepszym zespołem. Wróćmy do La Liga: w pewnym momencie wydawało się, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby po raz 33. to trofeum zawitało na Santiago Bernabeu. Jesienią Real był walcem, który miażdżył wszystko, co tylko stawało mu na przeszkodzie. Czy to Barcelona, czy Liverpool, wszyscy byli odprawiani z kwitkiem. 22 zwycięstwa z rzędu, jakich dorobili się zawodnicy, naprawdę robi wrażenie. Na „Królewskich” nie było mocnych. Jednak jak mówią mądrzy ludzie – nie chwal dnia przed zachodem słońca.
Nikt nie wyobrażał sobie wtedy, że tak mocarna ekipa nie zakończy sezonu z triplete. Ale wtedy nadeszły naprawdę trudne chwile dla madridistas. Kontuzja Luki Modricia odcisnęła wielkie piętno na grze drużyny. Każdy wie, co zyskuje Real, gdy Chorwat jest na boisku. Bez niego udało się zdobyć jeszcze klubowe mistrzostwo świata, ale jak wiadomo, maszyna bez silnika nie ma prawa działać. 2015 rok to coraz gorsza gra i problemy z wywożeniem zwycięstw ze stadionów. Tak też Atletico wyrzuciło swojego sąsiada za burtę Pucharu Króla i upokorzyło „Los Merengues” na Vicente Calderon. Oprócz Luki kontuzjowani w tamtym okresie byli James Rodriguez i Sergio Ramos. Ancelotti musiał ustawiać swój zespół bez kluczowych graczy.
https://www.youtube.com/watch?v=hIJzjTUql6w
Był moment, kiedy wszystko zaczynało się ponownie układać. Na spotkanie z Granadą Ancelotti po raz pierwszy dostał pełną i sprawną kadrę. Gdy wydawało się, że wszystko zmierza w dobrą stronę, Modrić znowu pożegnał się z boiskiem, a ewentualny powrót prognozuje się na finał Ligi Mistrzów. Kolejno wypadali Benzema i Bale. Sytuację z kontuzjami porównałbym nawet do tej Bayernu. Tam w kluczowym momencie sezonu Guardiola nie może liczyć na Robbena, Ribery’ego, Alabę. W Madrycie na sile ofensywnej traci się teraz równie dużo. Benzema wraca dopiero na Juventus, niedostępny jest Modrić, a w sobotę problemów nabawił się Kroos. Carlo robił, co mógł, aby ułożyć pierwszą jedenastkę. Wobec tylu kontuzji i tak długiego kryzysu w drużynie pracę Włocha trudno negatywnie ocenić. Starał się utrzymać zespół przy życiu do końca i niewiele zabrakło, aby zachować szansę na wygranie ligi.
Oprócz kontuzji Real miał dwa dodatkowe problemy. Nazywają się Iker Casillas i Gareth Bale. Nie da się ukryć, że od pewnego czasu „Los Blancos” grają w dziesięciu albo dziewięciu.
Bramkarz to kluczowa pozycja i widać to na przykładzie ostatniego meczu przeciwko Valencii. To, co Diego Alves zrobił, broniąc strzał Ronaldo czy Ramosa… Czapki z głów. Widząc popisy Brazylijczyka, można było doznać głębokiego szoku. To bramkarz tak potrafi? Oglądając nieporadnego Ikera, który przepuszcza strzały w środek bramki, źle ocenia boiskowe sytuacje, trudno uwierzyć, że bramkarz może też bronić. Może przesadzam, ale od dłuższego czasu niełatwo doszukać się kilku meczów, w których Casillas nie popełnia błędów. Najbardziej bolesny będzie chyba ten z Camp Nou, przy golu Suareza. Real rozgrywał świetne spotkanie, ale gol Urugwajczyka złamał drużynę.













