Eduardo Camavinga jest piłkarzem, o którym pisze się głównie w samych superlatywach. 18-latek, dobrze wyszkolony technicznie, do tego z budzącą emocje historią życiową. Na dodatek jego kontrakt z Rennes kończy się już w czerwcu 2022 roku. Oznacza to, że w najbliższym okienku transferowym może zmienić pracodawcę. Za grube pieniądze.
Życie czasami potrafi płatać figle oraz tworzyć sytuacje z pozoru dziwne. W takowym miejscu jest Camavinga. W ubiegłym sezonie ten chłopak przeżywał fenomenalne momenty. Jego klub zajął trzecie miejsce w lidze. Awansował do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Sam zawodnik był uznawany za gwiazdę, bez której ten „Les Rouge et Noir” nie istnieje.
Zachwytów było co niemiara. Julien Stephan, ówczesny trener Rennes, w związku z ciągłymi pytaniami od dziennikarzy regularnie wychwalał swojego ulubieńca. Gdy był pytany o transfer Camavingi do Realu, to odpowiadał: – Tak, jest wystarczająco dobry. W perspektywie średnioterminowej widzę go na najwyższym poziomie. Ma potencjał i wszystkie cechy wymagane, aby któregoś dnia dołączyć do czołowego klubu.
Wszystkiemu sprzyjały dalsze dobre wyniki drużyny. W sezon 2020/2021 podopieczni Stephana weszli z impetem. Przez moment skromny klub z Bretanii był nawet liderem Ligue 1. Camavinga w międzyczasie zadebiutował nawet w dorosłej reprezentacji Francji. Wszystko zaczęło się ciąć pod koniec października 2020 roku.
Te nieszczęsne puchary
Dlaczego wtedy? Camavinga doznał drobnego urazu, który wykluczył go z kilku meczów. Ponadto już wcześniej przeżywał niewielkie wahania formy. Jego klub popadł w pierwszy kryzys, bo zaliczył serię pięciu meczów bez zwycięstwa. Tak samo jak niemrawi byli Doku, Guirassy czy Tait, tak samo coś zacięło się w piłkarzu urodzonym w obozie dla uchodźców. Nzonzi, czyli mentor młodego zawodnika, również popełniał błąd za błędem.
Rennes załamało się wraz z początkiem europejskich pucharów (w Lidze Mistrzów „Czerwono-czarni” doznali sromotnej klęski). Przestało imponować defensywą. Ponadto jego liderzy w środku pola już nie dogrywali tak efektywnie piłki do partnerów ustawionych na skrzydle lub z przodu. Camavinga często tracił piłkę, nie był w stanie pokonać rywala w bezpośrednim starciu. Być może przez nagromadzenie meczów, ale po prostu stracił to coś.
Sam piłkarz tłumaczył swego czasu, że jego styl gry po prostu ewoluuje. – Zacząłem jeszcze bardziej zajmować się obroną, pomaganiem drużynie i jestem z tego dumny. (…) Ale wciąż mam wiele do nauczenia się, do poprawy, szczególnie moją prawą nogę – wyjaśniał w jednym z wywiadów Camavinga.
W każdym razie cały schemat Juliena Stephana spalił na panewce. W styczniu Rennes spotkał kolejny, jeszcze większy od poprzedniego kryzys. Tym razem „Czerwono-czarni” zaliczyli aż osiem meczów bez zwycięstwa. Po starciu z OGC Nice z posady zrezygnował trener.











