Przez większość uznana za grupę śmierci. I faktycznie tak było, bo kibice mogli umrzeć z nudów, jakie przez większość czasu zaserwowały nam wszystkie ekipy. Między innymi to samo dotyczyło teoretycznie najsilniejszych – Chile oraz Urugwaju – w grupie C.
Papryczka Chili lekko strawna

Reprezentacja pod wodzą Claudio Borghiego była jedyną, o której można z czystym sumieniem powiedzieć, że grała najlepiej spośród wszystkich faworytów. Nie był to może styl prawdopodobnego mistrza kontynentu. Ale za to można wyczuć w jej grze technikę przyczajonego tygrysa, ukrytego smoka. W pierwszym spotkaniu przeciwko Meksykowi drużyna wręcz zdeklasowała zdobywcę Złotego Pucharu, choć wynik 2:1 mógł sugerować coś innego. Dużym atutem Chilijczyków był kolektyw i brak wyrazistej gwiazdy, która swoim blaskiem uzdrawia niewidomych. W opinii mediów takowym miał być Alexis Sanchez, ale na razie więcej jest w nim egoizmu. A razi nim w momentach, kiedy akcję można lepiej wykończyć z partnerem. A skoro mowa o nim, to warto nadmienić, że potrafił się we własną pierś uderzyć i odegrać dość znaczącą rolę w meczu z Urugwajem, który jednak w wykonaniu obu ekip był jak jazda samochodem z zaciągniętym hamulcem ręcznym. Piłkarz strzelił gola i przynajmniej choć na chwilę przypomniał sobie, że piłka nożna to sport zespołowy.
Także nie brakowało w drużynie Chile uporu w dążeniu do korzystnego wyniku, co pokazał mecz z Peru, wygrany dopiero w doliczonym czasie gry. Przy czym trzeba zaznaczyć, że Borghi desygnował do gry kilku zawodników rezerwowych. To był właśnie klucz, który zapewnił pierwsze miejsce w grupie z siedmioma punktami na koncie. Właśnie cały czas wspominając słowo „drużyna”, trzeba przyznać, że najbardziej nieoceniony stał się trójkąt Medel – Vidal – Isla. Co prawda ten ostatni miał pierwszy mecz z Meksykiem nieudany, ale potem przypomniał sobie o czymś takim jak włączone żelazko. A reszta? No cóż szkoda, że w polskiej transmisji z meczu Chile – Meksyk nie pokazano Medela, jak tarmosił klejnoty dos Santosa. Ja przyznam się, że z niekłamaną radością oglądałem agresywnego i zimnego byka, który walkę wyssał z mlekiem matki. W futbolu, w którym każdy chce być cwańszy od wszystkich, właśnie takich jak Medel świat potrzebuje. Do tego widać, że w systemie 3-2-3-1-1 odnajduje się cała drużyna świetnie i pytanie polega na tym, czy przypadkiem ekipa się nie rozleci. A mam na myśli fakt, że mamy do czynienia z ludźmi, którzy swoim wybuchem potrafią przebić wulkan z Islandii o nazwie tak długiej, że aż cytować nie będę. Jeśli Borghi będzie odpowiednio tresował psa, to może nie pogryzie innych klejnotów…














